zajaknela sie i odwrocila glowe.
- Ze co? - Luna odepchnela sie od sciany i patrzac na nia duzymi, pelnymi nadziei oczami. Zrobila krok w jej strone. Na jej dlugich jasnych wlosach zamigotalo swiatlo ksiezyca. Zerwana z glowy gwiazde Harry dostrzegl porzucona przy wejsciu.
Tonks cofnela sie.
- Nie, nie rob tego. Dobrze wiesz, ze... - Jej glos zalamal sie i po raz pierwszy od poczatku calej rozmowy spojrzala na stojaca przed nia dziewczyne bez gniewnej maski na twarzy. I Harry zobaczyl bol. I zachwyt. I pragnienie.
- Nie chcesz... tego...? - zapytala cicho Krukonka, przekrzywiajac glowe i nieswiadomie pozwalajac, by kilka jasnych kosmykow opadlo jej na twarz. W jej drzacym glosie tlil sie smutek. Ale takze cien nadziei. Niesmialego pytania. Od odpowiedzi na nie zalezalo teraz wszystko.
Tonks przymknela oczy i westchnela ciezko, po czym usmiechnela sie do siebie i pokrecila glowa. Jakby znala juz odpowiedz, zanim pytanie zostalo postawione. Jakby wiedziala juz, ze przegrala.
Kiedy uniosla powieki, jej oczy blyszczaly.
- Chce - wyszeptala ochryple, wbijajac w stojaca przed nia dziewczyne tak wyglodniale spojrzenie, ze Harry zobaczyl, jak ubrana jedynie w lekka sukienke Luna zaczyna drzec. Ale watpil, ze to od chlodu.
- Wiec przestan myslec - szepnela Krukonka, podchodzac jeszcze blizej i z wahaniem dotykajac mieniacych sie dziwnie wlosow Tonks. Byla od niej nizsza o glowe. Spojrzala prosto w jej rozszerzone oczy i usmiechnela sie niesmialo, przeczesujac jej wlosy i owijajac kosmyki wokol swoich palcow.
- Powinnysmy juz wracac - wychrypiala Tonks, probujac sie od niej odsunac, ale najwyrazniej nie potrafiac sie poruszyc. Luna stanela na palcach i wtulila twarz w migoczace wlosy Nimfadory.
- Dotknij - wyszeptala. - Chce... poczuc. Ten jeden raz. - Ostroznie zlapala jej dlon i poprowadzila w dol. Polozyla ja na swoim udzie i powoli zaczela przesuwac w gore pod swoja spodniczke. I jeszcze wyzej.
Harry zacisnal dlonie na desce. Czul, jak jego serce bije coraz szybciej.
Tonks wygladala jak sparalizowana. Jej oczy rozszerzaly sie coraz bardziej, kiedy dlon sunela wyzej i wyzej. I w pewnym momencie cos w niej peklo. Harry widzial, jak jej twarz eksploduje tysiacem emocji. Oczy zaczely niesamowicie blyszczec, a wlosy zamienily sie w zloto, kiedy pochylila sie i zamknela wargi Luny w wyglodnialym, niemal zwierzecym pocalunku. Dziewczyna jeknela w jej usta i zacisnela palce na ramionach, podczas gdy Tonks popchnela ja i przycisnela do sciany, calujac jej usta z taka sila, jakby chciala je zmiazdzyc i pochlonac. Harry widzial ich splecione ze soba jezyki, kiedy na sekunde odrywaly od siebie usta, aby zaczerpnac tchu albo zmienic pozycje. I wiedzial, ze nie powinien tego ogladac, ze powinien odejsc, ze nie powinno go tu byc. Ale nie potrafil oderwac od nich wzroku, zbyt pochloniety widokiem, ktory roztaczal sie przed jego oczami.
Ale jednoczesnie poczul w piersi niemile uklucie zalu, kiedy zrozumial, ze on sam nigdy czegos takiego nie zazna. Ze Severus nigdy nie bedzie pozeral jego ust z takim glodem i z taka namietnoscia.
Dlaczego? Dlaczego Tonks mogla to robic, a Snape nie? Dlaczego Luna to dostala, nie muszac nawet prosic, a on nie? To wydawalo sie takie... niesprawiedliwe.
Przestal jednak o tym myslec, kiedy zobaczyl, jak dlonie Tonks zaczynaja bladzic po ciele Krukonki. Jedna reke wsunela pod jej spodniczke i juz po chwili Harry zobaczyl sciagniete gwaltownym ruchem az do kolan biale majtki dziewczyny.
Rozszerzyl oczy, widzac jak reka Tonks ponownie wedruje do gory. Luna zajeczala w jej
