przede wszystkim na tym, ze powinno odbywac sie wbrew twojej woli. Nie mozesz o to prosic.
Harry zmarszczyl brwi.
- Aha, czyli mam udawac, ze tego nie chce? Dobra. Nie ma sprawy. Bede krzyczal i blagal, zebys przestal.
Severus zagryzl warge. Wygladalo, jakby w ostatniej chwili powstrzymal wyplywajacy mu na usta usmiech po tym, jak wypowiedziana tym szczerym, pelnym zapalu glosem Harry'ego uwaga zburzyla jego solidnie konstruowany mur slusznego oburzenia. Opanowal sie, westchnal i zlapal go za ramiona, probujac od siebie odsunac.
- Potter, naprawde nie mam teraz na to czasu.
- Wiesz... - Harry zacisnal ramiona wokol Snape'a z wieksza sila, bojac sie, ze zostanie odepchniety, ale nie zamierzajac poddac sie bez walki. Spojrzal do gory na przygladajacego mu sie z coraz wieksza irytacja mezczyzne i oblizal wargi. - Wszyscy ciagle mnie pytali o... o to, z kim jestem. I dlaczego szysz... przyszedlem sam. Ale oni nie maja pojecia, ze ja mam ciebie. A ty masz mnie. Nic nie wiedza. I ja bylem tam sam... calkiem sam. I myslalem o tobie. Caly czas. I... chcialem... chce... - Nie potrafil sie powstrzymac. Caly ten wieczor byl jak koszmar. Wszyscy to robili a on mogl jedynie marzyc. I teraz, kiedy byl tak blisko... Tak blisko...
Wspial sie na palce i przylgnal do chlodnego ciala. Uwolniona reka odgarnal ciemne wlosy i zaatakowal ustami platek ucha mezczyzny. Przyssal sie do niego i zaczal go lapczywie lizac i przygryzac zebami. Severus zesztywnial na moment i wciagnal ze swistem powietrze, zaskoczony tym naglym doznaniem.
Ale Harry postanowil nie dac mu nawet chwili czasu na zastanowienie sie i ewentualna reakcje. Wsunal druga dlon pomiedzy ich ciala i zacisnal ja na kroczu mezczyzny, pocierajac je i ugniatajac.
- Tak bardzo... cie pragne - wyszeptal chrapliwie, na przemian calujac i lizac ucho oraz przestrzen za nim. Snape na razie nie wykazywal checi odsuniecia go albo zamordowania i odlegla czesc umyslu Harry'ego zanotowala to jako przyzwolenie. Zreszta sam czul sie teraz tak, jakby znalazl sie na bardzo szybkiej karuzeli, ktorej nie potrafil zatrzymac. Albo i nie chcial. Pulsujaca w uszach krew w polaczeniu ze splywajacym do podbrzusza zarem napedzala go i nie pozwalala mu sie zatrzymac albo pomyslec. Jedyne, co odczuwal, to pragnienie. - Chce... chce... - szeptal pomiedzy szybkimi, zachlannymi pocalunkami, ktore skladal na chlodnej, dlugiej szyi Severusa. Czul przez material spodni, ze mezczyzna robi sie twardy. - Chce, bys... wyjeczal moje... imie... - Scisnal mocniej, wpijajac sie ustami w obojczyk i ssac.
Ale jedynym slowem, ktore wyrwalo sie ust Mistrza Eliksirow, bylo rozdraznione:
- Potter!
Harry skrzywil sie.
- Nie tak mam na imie... - mruknal. I wtedy poczul zaciskajace sie wokol jego nadgarstkow palce. Jego rece zostaly brutalnie odciagniete. Snape oderwal go od siebie i odsunal na odleglosc wyciagnietych ramion.
- Posluchaj mnie... - zaczal, wzdychajac z irytacja.
Harry jeknal z poczucia straty, a zar zostal zastapiony naglym ukluciem chlodu, ktory sprawil, ze zadrzal.
Snape go nie chce. Nikt go nie chce. W takim razie sobie pojdzie... Pojdzie gdzies, gdzie nikt go nie znajdzie.
Wyrwal rece i nie czekajac na jakakolwiek reakcje mezczyzny, ruszyl w kierunku, w ktorym mial nadzieje, ze znajduje sie wyjscie. Ale jego krotka podroz zostala natychmiast udaremniona.
- A ty dokad sie wybierasz? - Snape zlapal go za kaptur i pociagnal z powrotem. Harry zachwial sie i zrobil kilka krokow w tyl. Mezczyzna zlapal go za ramiona, postawil przed soba i pochylil sie lekko, wbijajac w niego niezwykle powazne spojrzenie. - Nie zachowuj sie jak dziecko, Potter. Po pierwsze, jestes pijany, a po drugie, jest srodek nocy. To nie czas
