Ogien zamienil sie w pozar...
- Zreszta... ona jest kobieta. I to nie ma znaczenia, ze mi stanal, kiedy robila te wszystkie rzeczy. Nie wiem, dlaczego az tak mnie to podniecilo. Tak jakos samo wyszlo...
...a pozar przeobrazil sie w pozoge.
- Cos sie stalo, Severusie? Powieka ci jakos tak dziwnie drga. - Harry zaczal sie niepokoic. Snape wygladal tak, jakby brakowalo mu tlenu. I jakby dzielila go tylko cieniutka nic od rozszarpania stojacego przed nim chlopaka na kawalki. - Szkoda, ze cie tam nie bylo. Spodobaloby ci sie - wyszczerzyl sie Harry, nieswiadom wiszacych nad nim szponow. - Och, nie myslalem, ze widok dwoch nagich oci... obci... obsciskujacych sie kobiet moze tak na mnie podzialac. - Westchnal, przypominajac sobie sceny, ktorych byl swiadkiem.
Severu zamrugal. Wygladal, jakby wrocil spod wrot piekiel. Buzujace w jego oczach szalenstwo przygaslo.
- Kobiet?
- No jednej kobiety i jednej dziewczyny, ale to chyba to samo, nie? - usmiechnal sie beztrosko Harry.
- O czym ty bredzisz, Potter? - wycedzil Snape glosem wypalonej juz niemal doszczetnie cierpliwosci, z ktorej zostaly tylko popioly.
- O tym... - Harry zamyslil sie. O czym bredzil? Chyba juz sam zapomnial. Cos o Tonks i Lunie.... A tak, calowaly sie, pamietal. I robily tez inne rzeczy... To zdecydowanie pamietal.
Opadl na fotel i zapadl sie w nim, podciagajac kolana pod brode.
- O tym, ze nie jestesmy juz jedynymi osobami, ktore maja sekret. Bo Tonks... i ten ktos tez go maja. I Tonks tez jest nauczycielka i...
- Potter - przerwal mu Snape, zaciskajac zeby. - Oszczedz mi porownan z ta kolorowa wiedzma. Chyba alkohol juz calkowicie zamroczyl ten niewielki skrawek mozgu, ktory ci pozostal.
- Ale ja naprawde to widzialem! - Dlaczego Snape mu nie wierzyl? Przeciez to widzial. Prawda, ze widzial? - Tonks calowala sie z... kims. Z dziewczyna. Z uczennica. I robila jej takie rzeczy... - Jego umysl przywolal tamte sceny i Harry musial bardzo sie skupic, aby kontynuowac rozmowe, szczegolnie, ze zaczal juz byc senny. - Gdybys to widzial... - wymamrotal, pozwalajac, by jego powieki opadly. - Calowala ja z taka pasja, z takim... pragnieniem. Patrzylem na to, choc wiedzialem, ze nie moge, ze to zle, ale nie bylem w stanie przestac. Nigdy nie widzialem, zeby ktos sie tak calowal i... - Glowa zaczela mu nieznosnie ciazyc. Probowal utrzymac ja prosto, ale mial wrazenie, ze cos ciagnie ja w dol, a jego umysl otula cieply, puszysty kokon z napierajacej zewszad ciemnosci. - I tak patrzylem i patrzylem i... wiedzialem, ze ty nigdy... nie bedziesz mnie tak calowal i... - Jego glowa opadla na kolana. Czul sie zamroczony. Mial wrazenie, ze spada w cicha, ciepla czern. - I nigdy tego nie poczuje i... zrobilo mi sie przykro.
Zapadla cisza.
Harry unosil sie w kojacej ciemnosci, otulony urywkami wspomnien. Ron niesmialo calujacy Hermione, Ginny calujaca sie ze swoim chlopakiem, Tonks pozerajaca rozowe wargi Luny...
Obrazy wirowaly w jego umysle, zlewajac sie ze soba.
I wtedy cos je rozbilo i wyciagnelo go na powierzchnie swiadomosci. Cos unioslo jego glowe. Poczul gorzki plyn wplywajacy mu do ust. Zakrztusil sie, ale przelknal, otwierajac gwaltownie oczy.
Zobaczyl pochylonego nad soba Severusa, ktory wlewal mu do gardla blekitny eliksir. Jego twarz byla sciagnieta i zdeterminowala. Harry probowal zaprotestowac i odsunac sie, ale i tak byl przycisniety do fotela, a Snape trzymal jego twarz w zelaznym uscisku. Staral sie zamknac usta, ale
