pijana, zupelnie sie tym nie przejela, zbyt skupiona na niekontrolowanym wyrzucaniu z siebie wszystkiego, co tylko slina przyniosla mu na jezyk. - Nastepnym razem wezme cie ze soba. Tak. Wezme. I wszystko bedzie dobrze. I juz nie bede sie czul taki samotny...
- Nie wygladalo, jakbys byl az tak bardzo samotny, Potter. - Chlodne, odlegle slowa przerwaly jego wywod i zmusily go do oderwania sie na chwile od swojego ciagu mysli i skupieniu na przypatrujacemu mu sie spod przymruzonych powiek Severusie.
A tak, Ginny... pamietal. Przypomnial sobie tez, ze ukladal wymowki na te wlasnie okazje, ale teraz one wszystkie wydawaly sie jakies durne. Zreszta i tak wylecialy mu z glowy. Sprobowal sie skupic i przypomniec sobie, co tylko byl w stanie, z tamtego wypadku. I powiedziec wszystko, co wie. Cala prawde. Prawda to chyba najlepsza wymowka.
- Ale... to byl tylko jeden taniec. Ona mnie zmusila. Przyprowadzila swojego chlopaka i taka durna dziewczyne, ktora ciagle sie na mnie gapila. - To nie byla dobra odpowiedz, sadzac po naglym rozblysku wscieklosci w czarnych oczach, ale Harry byl zbyt pijany, by to zauwazyc. - No i ona ciagle chciala, ta idiotka, Anastassy, czy jakos tak... no wiec ona chciala, zebym z nia zatanczyl. No to poszedlem do Ginny i poprosilem, zeby ja ode mnie zabrala. Ale Ginny powiedziala, zebym z nia zatanczyl i zaczela mnie uczyc. Ale ja nie chcialem! Tylko ze tak dobrze mi szlo, no i tak sobie pomyslalem... pomyslalem, ze to ty, a nie ona. To znaczy, ze ty jestes nia. - Chyba coraz bardziej sie pograzal, sadzac po naglym spadku temperatury w pomieszczeniu i gesiej skorce, ktora poczul. - To znaczy... - Zacisnal powieki, probujac poskladac wirujace szalenczo mysli, ale nie byl w stanie tego zrobic. - Widzialem cie i myslalem, ze z toba tancze. Widzialem cie, kiedy zamknalem oczy. Chcialem, zebys to byl ty. A pozniej je otworzylem i naprawde cie zobaczylem. I przestraszylem sie tego, co sobie pomyslisz. I sie potknalem. I ona na mnie wpadla. Ale ja zepchnalem! Widziales, ze ja zepchnalem? - Spojrzal z nadzieja w obserwujaca go z uwaga twarz Snape'a, ktory w czasie, kiedy Harry mamrotal wyjasnienia, podszedl do niego i teraz stal tuz przed nim i przypatrywal sie z uwaga jego rozszerzonym, zamglonym alkoholem zielonym oczom, jakby poddawal je analizie.
Przez chwile panowala cisza. A wszystkie zmysly Harry'ego, ktore byly w stanie odbierac jeszcze jakiekolwiek bodzce, krzyczaly, zeby nie ruszal sie i nie odzywal.
- Dobrze - powiedzial w koncu Severus i Harry poczul, ze cale jego cialo omdlewa z ulgi, chociaz powoli juz zapominal czego ona dotyczyla. - Ale ograniczysz kontakty z panna Weasley do niezbednego minimum. Nie wiem, czy w stanie, w ktorym sie obecnie znajdujesz, cokolwiek do ciebie dotrze, lecz z pewnoscia pamietasz moje ostrzezenie? Jezeli jeszcze raz przylapie cie z nia sam na sam, nie bede sluchal zadnych wyjasnien.Zadnych.
Harry pokiwal glowa i opuscil ja na piers Severusa, poniewaz wlasnie dotarlo do niego, ze przeciez krecilo mu sie w glowie. Jakos na chwile o tym zapomnial, kiedy patrzyl w te dwa czarne tunele.
- No to... dobrze, ze dobrze. To ja... jestem zmeczony... - oderwal sie od Severusa. - Ide wziac prysznic - oswiadczyl po chwili i nierownym krokiem ruszyl w kierunku czegos, co wygladalo jak drzwi. Przesuwal sie po chwiejnym gruncie podlogi w niezwykle prosty technicznie sposob - wbijal wzrok w cel, do ktorego chcial sie dostac, i patrzyl na niego tak dlugo, dopoki nie zaczal sie do niego zblizac. Cel, nie Harry.
Ale tym razem poskutkowalo to jedynie tym, ze potknal sie o noge stojacego przed biurkiem krzesla, ktorego nie zauwazyl, i z impetem runal na podloge.
Jeknal, czujac, ze cos mu chrupnelo w nosie, ktorym uderzyl w twarda powierzchnie. Poczul przenikliwy bol, ktory zdawal sie promieniowac az do mozgu.
Uniosl sie na lokciach i odkryl, ze nic nie widzi. Kawalki potluczonego szkla i oprawki jego okularow lezaly na podlodze. Uslyszal kroki i po chwili poczul silne pociagniecie za bluze, ktore podnioslo go i postawilo na nogi.
- Potter, na litosc... Jak ty tutaj w ogole dotarles? - zapytal cierpko Snape, dotykajac rozdzka jego nosa. - Zaboli. Episkey.
