sie popsula - wymamrotal do siebie.

Uslyszal lopot szaty Snape'a, kiedy mezczyzna odwrocil sie od zapieczetowanych i wygluszonych drzwi i spojrzal na Harry'ego wzrokiem bazyliszka.

- Potter! Jestes kompletnie pijany!

- Nieprawda - obruszyl sie Harry, potrzasajac glowa, by pozbyc sie plam przed oczami. - Wypilem tylko kilka... piw kremowych. - Zacisnal powieki, gdyz mial wrazenie, jakby znalazl sie na karuzeli. - Naprawde powin... poniw... powinienes zrobic cos z ta podloga, Severusie. Strasznie sie trzesie. I faluje. Nie jestesmy chyba na tym... no... na statku?

Harry byl kiedys na statku. Pamietal, jak Dursleyowie zabrali go na wycieczke i jak Dudley przez caly czas wymiotowal za burte, a wuj Vernon wszczal awanture i zazadal natychmiastowego powrotu do portu. Bylo zabawnie.

Ale rozchwiane wspomnienia Harry'ego zostaly przerwane przez pojawiajaca sie w polu widzenia, sciagnieta z wscieklosci twarz Mistrza Eliksirow. Snape przycisnal go do sciany z taka sila, jakby chcial go w nia wgniesc.

- Potter, wytlumacz mi, jak doszlo do tego, ze przylazles tutaj w srodku nocy, calkowicie odsloniety, zaczales dobijac sie do mojego gabinetu, robiac halas na caly zamek, i rozwaliles sie pod moimi drzwiami, uznajac je za swoje poslanie? KAZDY MOGL CIE ZOBACZYC!!! - Snape ryknal tak, ze Harry'emu zaczelo dzwonic w uszach.

- Nie tak glosno.. - wymamrotal. - Moja glowa...

Teraz jeszcze bardziej zaczelo mu w niej wirowac. Dlaczego Snape robil taki halas?

Sapnal gwaltownie, kiedy poczul zimne palce zaciskajace sie na jego gardle tak, jakby chcialy go udusic, i uslyszal wydobywajacy sie z zacisnietych wsciekle ust syk:

- Odpowiadaj!

- Szedlem do dormitorium - wymamrotal Harry. - Nie wiem, dlaczego nagle zamienilo sie w twoj gabinet. To troche... dziwne, nie uwazasz?

- Zaraz... - Oczy Snape'a zmruzyly sie jeszcze bardziej. - Szedles do dormitorium? Czy mam rozumiec, ze ta rozowowlosa ignorantka, zamiast was pilnowac, pozwolila, zebyscie sie pospijali i na dodatek przyprowadzila was do zamku w SRODKU NOCY? - Glos Snape'a podnosil sie z kazdym slowem, by na samym koncu przejsc w niezwykle glosne i wybijajace dziury w mozgu Harry'ego dzwieki. - I zamiast was przynajmniej odprowadzic do lozek, zostawila na pastwe losu i pozwolila, zebyscie paletali sie po korytarzach w takim stanie?!

- Nie krzycz tak, Severusie... - odparl slabo Harry, opuszczajac rece, ktorymi probowal zaslonic uszy. Dlonie mezczyzny puscily jego szyje i, pozbawiony naglego odparcia, o maly wlos nie upadl na podloge. Z trudnoscia udalo mu sie przytrzymac sciany i odzyskac rownowage.

Snape zaczal przemierzac gabinet dlugimi, rozwscieczonymi krokami, jakby probowal w ten sposob pozbyc sie chociaz odrobiny rozsadzajacej go furii.

- Jak dyrektor mogl na to zezwolic? Jak mogl powierzyc was opiece takiej nieodpowiedzialnej, bezmyslnej niedorajdy?! Zloze na nia raport! Nie ujdzie jej to na sucho! Swiadomie narazila was na niebezpieczenstwo! Jako nauczycielka powinna...

- Tesknilem za toba - przerwal mu Harry. Mezczyzna zamilkl i spojrzal na niego tak, jakby wyrosla mu druga glowa. Harry opieral sie o sciane i patrzyl w podloge. - Przez caly wieczor myslalem... o tobie. Ale ciebie nie bylo. Wszyscy tam byli. I sie obcis... osci... obsciskiwali. I robili inne rzeczy. A ciebie tam nie bylo... i ja... tesknilem. I chcialem tylko wrocic do ciebie. To bylo glupie, ze poszedlem. Moglem... z toba. Robic inne rzeczy. Byc. - Przez chwile panowala cisza i resztka racjonalnie myslacego umyslu Harry'ego zaczela sie zastanawiac, co to oznacza, ale ta wiekszosc, ktora byla calkowicie

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату