Wydaje mi sie, ze tak bedzie bezpieczniej dla... ciebie - zakonczyl Mistrz Eliksirow, chociaz pauza przed ostatnim slowem sugerowala, ze zamierzal powiedziec cos zupelnie innego.

Harry najezyl sie. Chcial siedziec naprzeciw Severusa! Nie da sie stad wyrzucic tylko dlatego, ze Snape mysli, ze Harry nie potrafi sie opanowac. Wiedzial, ze jest troche zdenerwowany, ale potrzebuje jedynie troche czasu, aby sie uspokoic.

- Dziekuje profesorze - odparl spokojnie - ale dobrze mi tu, gdzie jestem. Moge pana zapewnic, ze nie zamierzam wybuchac, jezeli oczywiscie pan nie zrobi tego pierwszy.

Po tych slowach cos za oczami mezczyzny zablyslo, a Harry zachichotal w duchu.

Runda pierwsza zaliczona. I wygladalo na to, ze Harry zdobyl punkt.

- Och, zapewniam cie Potter, ze predzej zamienie sie w skrzyzowanie buchorozca i bachantki ognistej - wycedzil Snape, wbijajac w Harry'ego pociemniale, ale jednoczesnie dziwnie blyszczace spojrzenie. I Harry poczul, jak cos mu sie przewraca w zoladku, kiedy przypomnial sobie wlasciwosci skrzyzowanej ze soba krwi buchorozca i bachantki.

Czy, czy Snape wlasnie przyznal, ze on takze...? I to jeszcze bardziej...

Harry zamrugal, probujac mentalnie pozbierac szczeke.

No dobra, powiedzmy, ze jest remis.

Kiedy Harry szykowal, jakas riposte, Dumbledore wstal i wszelkie rozmowy przy stole natychmiast ucichly.

- Ciesze sie, ze zebralismy sie tutaj wszyscy. Mam nadzieje, ze te swieta beda dla nas udane i przyniosa ze soba nadzieje, tak potrzebna w tych trudnych czasach. Zycze wam wszystkim wytrwalosci i odwagi na kretych sciezkach zycia, najezonych przeszkodami i trudnymi wyborami, ale wiedzcie, ze zawsze odnajdziecie droge, jezeli tylko bedziecie podazali za swiatlem milosci. Zycze wam takze, aby te swieta zmienily cos w waszym zyciu, abyscie mogli przezyc je w radosci i z usmiechem na twarzy - Dumbledore zerknal w kierunku skwaszonego Snape'a, a jego oczy zamigotaly. - I mam nadzieje, ze za rok rowniez sie tu spotkamy, niezaleznie od tego, co sie w miedzyczasie wydarzy. - Harry, siedzacy naprzeciw Snape'a, zobaczyl, jak mezczyzna odwraca glowe i marszczy brwi, zatrzymujac wzrok na plonacej w lichtarzu swiecy. - A teraz wystarczy juz, bo pewnie jestescie rownie glodni, jak ja. Wesolych Swiat, pelnego brzucha i dobrej zabawy!

Wszyscy zaczeli bic brawa, lacznie z Harrym. Mistrz Eliksirow klasnal dwa razy, musnal wzrokiem twarz Harry'ego i szybko przeniosl go ponownie na plomien swiecy.

To bylo.. dziwne, pomyslal Harry, ale bardzo szybko zostal wciagniety w wir smiechu i entuzjazmu, ktorym emanowali niemal wszyscy wokol niego. Na stole pojawily sie polmiski z przeroznymi smakolykami i zaczely wedrowac z rak do rak, podobnie jak szepty i rozmowy. I Harry nie mial nawet chwili czasu, aby pomyslec o riposcie dla Snape'a, ktory jako jedyny nie uczestniczyl w zbiorowej radosci.

- Ciesze sie, ze zostalam, a ty, Harry? - zapytala Luna, nakladajac sobie caly talerz grzybowego puddingu. - Nie wiedzialam, ze swieta w Hogwarcie moga byc takie mile.

- Ja tez sie ciesze - odparl Harry i katem oka zerknal na pochylonego nad swoim talerzem Severusa. To bylo dziwne. Siedzial tak blisko niego, ze niemal czul jego zapach, a nie mogl go dotknac ani nawet spogladac na niego przez zbyt dlugi czas, aby nie wydalo sie to podejrzane. Lecz sama jego obecnosc, tak cholernie blisko, wystarczyla, aby doprowadzic do tego, ze jego cialo co chwile pokrywalo sie gesia skorka, szczegolnie kiedy pare razy ich stopy otarly sie o siebie przypadkowo pod stolem I Harry musial wstrzymywac powietrze, aby nie westchnac i nie usmiechnac sie do siebie tym dziwnym rozmarzonym usmiechem, ktorego tak nie znosil.

- Widze - usmiechnela sie Luna i wpakowala sobie do ust lyzke puddingu, zanim Harry zdazyl rzucic jej oburzone spojrzenie. Gdy przelknela, na jej twarzy pojawil sie blogi wyraz zadowolenia i Harry poczul uklucie w zoladku, kiedy przypomnial sobie gdzie i w jakiej sytuacji widzial ostatnio na niej taki wyraz. - Cos sie stalo? - zapytala, spogladajac na niego i marszczac brwi.

- Nie - mruknal Harry, pochylajac sie nad wlasnym talerzem i z calej sily walczac z wyplywajacym na policzki rumiencem. Luna przysunela sie do niego i wyszeptala mu do ucha:

- Bardzo podobala mi sie przemowa dyrektora. Mam wrazenie, jakby chcial nam cos przekazac.

- Co? - Harry odwrocil do niej glowe i zmarszczyl brwi. Pamietal jedynie, ze Dumbledore mowil o tym, co zawsze, ze milosc zwyciezy, czy cos takiego i bla bla bla. Nie wierzyl w to. Jak milosc mogla pokonac najpotezniejszego czarodzieja swiata? To prawda, ze ocalila go, kiedy byl maly. Ale przeciez Voldemorta nie pokonala. Mnostwo ludzi, ktorych zabil, takze kochalo swoich bliskich, a wcale nie uchronilo ich to przed smiercia. Nie, absolutnie w to nie wierzyl.

Luna przelknela sline i zamyslila sie na chwile.

- Nie wiem, jak to ujac. Mysle, ze chodzilo mu o

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату