to, ze niezaleznie od tego, jacy jestesmy i co zrobilismy, wszystko w naszym zyciu moze sie zmienic, jezeli tylko wpuscimy do swojego serca troche ciepla. I nawet, jezeli poczatkowo moze sie wydawac, ze wszystko wali nam sie na glowe, to ostatecznie to cieplo utrzyma nas przy zyciu i moze sprawic, ze wszystko przybierze zupelnie inny obrot.
- Swietnie - powiedzial gorzko Harry. - Moze wysle to w kartce swiatecznej Voldemortowi, to przemysli swoje postepowanie i wejdzie na droge swiatla.
Nie wiedzial, ze powiedzial to tak glosno. Zorientowal sie dopiero, kiedy kilka najblizej siedzacych osob spojrzalo na niego z wyrzutem i zaskoczeniem. Lacznie ze Snape'em. Wspominanie o Voldemorcie podczas swiatecznej kolacji nie bylo zbyt subtelne.
- Przepraszam - wymamrotal Harry, ale Luna wcale nie wygladala na poruszona.
- Wiem, ze mi nie wierzysz - powiedziala cicho. - Ale wiem tez, ze gdyby nie to cieplo, nie byloby nas tutaj, a Sam-Wiesz-Kto juz dawno zapanowalby nad calym swiatem. I nie byloby ciebie. To nas spaja i umacnia, nawet, jezeli ty tego nie widzisz.
- Widze to... - szepnal, czujac nieprzyjemny ucisk w klatce piersiowej. - Ale to ja mam blizne na czole i to ja kiedys przed nim stane i nie wiem, jak wtedy cieplo czy milosc moglyby mi pomoc. - Nie podobala mu sie ta rozmowa. Nie chcial o tym mowic, nie chcial o tym myslec. Nie teraz, nie dzisiaj. - Przepraszam, czy mozemy zmienic temat?
Luna patrzyla na niego przez chwile bez slowa, jakby sie nad czyms zastanawiala, po czym usmiechnela sie lekko.
- Dobrze. Ale jesli kiedys bedziesz chcial pogadac, to nie ma sprawy. Tatus czesto ze mna rozmawial, kiedy widzial, ze cos mnie gryzie i potem zawsze bylo mi lepiej. Mialam wrazenie, jakby wiedzial to nawet lepiej ode mnie. A ciebie ciagle cos gryzie, Harry.
Skad ona to, do diabla, mogla wiedziec? Przeciez nie mial chyba tego wypisanego na twarzy? Nawet Hermiona, ktora byla przeciez cholernie spostrzegawcza, nigdy mu tego nie powiedziala wprost.
Wbil wzrok w swoja pieczona rybe i mruknal cos niewyraznie w odpowiedzi.
- Harry! - gruchnal glosno Hagrid, siedzacy kilka miejsc dalej po nauczycielskiej stronie stolu.. - Jak tam impreza? Ja zem odplynal w jakims momencie i w ogole nie pamietam, jak sie to wszystko skonczylo.
- Ee... - odparl Harry. Skad mogl wiedziec? Przeciez sam nie pamietal.
- Bardzo interesujaco - odpowiedziala za niego Luna. - Harry probowal wdrapac sie na choinke, ale go z niej sciagnelismy.
Harry poczul na sobie twardy wzrok Severusa, lecz udawal, ze go nie widzi.
- Hoho, naprawde? Niezle dales do wiwatu, Harry! Nie mowie, zem byl gorszy, ale te trunki Aberfotha niezle kisza mozg. Zebym nie widzial, jak kiedys ich probujecie! - pogrozil swoim wielkim palcem, ale w niezwykle przyjazny sposob.
Harry zerknal na Tonks. Byla niezdrowo zarumieniona. Chyba zdawala sobie sprawe z tego, ze troche przesadzila, pozwalajac, aby wszyscy sie tak pospijali i wygladalo na to, ze gryza ja jednak niewielkie wyrzuty sumienia, ale przeciez lepiej, ze zrobili to pod jej opieka, niz gdyby mieli sprobowac takich atrakcji na wlasna reke. Teraz Harry przynajmniej byl pewien, ze juz nigdy wiecej nie siegnie po alkohol. Mial wystarczajaca nauczke.
Przeniosl wzrok na Severusa. Mezczyzna usmiechal sie szyderczo pod nosem, ale nic nie mowil. Wygladal tak, jakby nie mogl sie doczekac, kiedy zlozy dyrektorowi raport i pograzy Tonks. I cieszyl sie na sama mysl o tym.
Podniosl na chwile glowe i napotkal wzrok Harry'ego. W jego oczach blysnal triumf. Harry znal to spojrzenie, ale nic nie mogl na nie poradzic. Snape obiecal, ze nie powie o Tonks i... jednej z uczennic, lecz przeciez mogl naprawde zmieszac ja z blotem za to, ze okazala sie 'nieodpowiedzialna ignorantka'. A Harry wiedzial, ze z pewnoscia to zrobi i ze bedzie mial racje.
Kiedy rozmowa zeszla z tematu imprezy, Tonks wyraznie sie ozywila. Hagrid zameczal ich historyjkami o swoich kolejnych 'milusinskich', a dyrektor wspominal dawne czasy i opowiadal anegdotki z przeszlosci, kiedy nie byl jeszcze glowa Hogwartu. Kazdy wydawal sie byc w niesamowicie dobrym nastroju. Harry zapomnial o wczesniejszej rozmowie z Luna i z zaciekawieniem sluchal, jak Tonks opowiadala o oblawie na kilku niezwykle niebezpiecznych czarnoksieznikow, ktorzy wykorzystywali do swoich praktyk mlode mugolskie kobiety. W pewnym momencie dyrektor musial sie wtracic i poprosil, aby z uwagi na to, ze przy stole znajduja sie dzieci, ograniczyla szczegolowe opisy owych praktyk. Wszyscy zaczeli sie smiac. Tylko Mistrz Eliksirow wygladal przez caly czas tak, jakby polknal cytryne. Jakby pragnal tylko stad uciec. A Harry chcial uciec razem z nim. Wiedzial, ze on znacznie skuteczniej potrafi go rozbawic i poprawic mu humor. I chcial to zrobic jak najszybciej.
- Harry, podalbys mi buleczki? - zapytala Tonks, przerywajac na chwile kolejna opowiesc.
Harry wyciagnal reke, ale Luna byla szybsza. Zgarnela koszyk z pieczywem i usmiechajac sie
