Harry'ego, kiedy ten zacisnal powieki. To juz nie bylo takie przyjemne. To wcale nie bylo przyjemne. Kurcze, dlaczego zawsze musi go prowokowac? Wiedzial, ze tego pozaluje, ale nie myslal, ze Severus...

W tym samym momencie mezczyzna puscil jego stope, odrzucajac ja na podloge. Harry gwaltownie otworzyl oczy, ale zanim zdazyl zareagowac w jakikolwiek sposob, owialo go najdelikatniejsze musniecie magii. I odkryl, ze nie moze poruszac noga. I nie moze odkleic jej od podloza. I drugiej tak samo.

Spojrzal na Severusa i zobaczyl, ze mezczyzna, z wyrazem triumfu na twarzy, wyciaga dlon spod stolu, rzuca mu blyszczace zlosliwoscia spojrzenie i pochyla sie nad swoim talerzem, aby w spokoju dokonczyc posilek.

A niech go!

Harry szarpnal udami raz i drugi, ale nogi ani drgnely, tak jakby zostaly przyklejone do podlogi zakleciem trwalego przylepca. Mial szczera nadzieje, ze to jednak nie to, bo w przeciwnym wypadku bedzie mial bardzo powazne klopoty po zakonczonym posilku.

Kiedy kolacja dobiegla konca i wszyscy zaczeli podnosic sie ze swoich miejsc, dziekowac za przemile towarzystwo i rozchodzic sie do swoich komnat, Harry zaczal sie denerwowac. Dzialanie zaklecia nie mijalo. Mistrz Eliksirow wstal, rzucil mu szydercze spojrzenie i wyszedl z Wielkiej Sali. A Harry musial zostac.

- Harry, nie idziesz? - zapytala Luna, spogladajac na niego ze zdziwieniem.

- Co? Nie, ja jeszcze... - Zlapal za widelec i nalozyl sobie kolejna porcje ziemniakow. - Jestem jeszcze glodny i po prostu zostane tu i zjem... to. - Kilka razy szarpnal nogami, ale te ani drgnely.

- Jak sobie chcesz. Do zobaczenia. - Usmiechnela sie, pomachala mu i podskakujac wybiegla z sali. Kiedy wszyscy juz wyszli i Harry zostal sam, zaczal sie bardzo powaznie niepokoic. Chyba Snape nie kaze mu siedziec tutaj przez cala noc. Mial do niego isc po kolacji, a musi...

Plomb!

Nogi z cichym pyknieciem odkleily sie od podlogi. Harry odetchnal z ulga. Rozmasowal zdretwiale stopy, zalozyl buta i lekko utykajac, wyszedl z Wielkiej Sali. Odnalazl posag wscieklego ghula i wyciagnal zza niego czarny worek. Zarzucil na siebie peleryne niewidke, po czym ruszyl do lochow. W gabinecie zdjal ja z siebie, odetchnal gleboko kilka razy, starajac sie uspokoic bijace zdecydowanie za szybko serce i wszedl.

- Twoje zachowanie podczas kolacji bylo absolutnie niedopuszczalne, Potter! Masz szczescie, ze okazalem ci na tyle litosci, by nie zostawic cie tam na cala noc. - To byly pierwsze slowa, ktorymi przywital go Severus.

Ale Harry puscil te tyrade mimo uszu i zdeterminowany, ze NIC nie zepsuje mu swiat, podszedl do mezczyzny i usmiechajac sie szeroko, przywital sie:

- Dobry wieczor, Severusie. - Po czym stanal na palcach, objal go za szyje i... pocalowal w kacik ust. Delikatnie i niemal niewyczuwalnie, ale uslyszal, jak Severus wciaga powietrze.

Nie mial takiego zamiaru. Chcial go pocalowac w policzek, ale kiedy znalazl sie juz tak blisko... tak jakos samo wyszlo... Odsunal sie powoli, spogladajac do gory na przygladajacego mu sie podejrzliwie mezczyzne. W oczach Severusa cos migotalo. Cos nieznanego. Harry nie wiedzial, co to takiego, ale wydawalo sie takie.. cieple. I niecierpliwe.

- Widze, ze humor ci dopisuje - powiedzial kwasno Severus. Ale pomimo tego, ze nie wyszlo tak kpiaco, jak mialo zamiar wyjsc, Harry zrozumial aluzje. Chyba nie obejdzie sie bez jakiegos wytlumaczenia.

- To byla tylko niewinna zabawa. Siedziales tam taki smutny, wiec pomyslalem, ze...

- Ja nie bywam smutny, Potter - odparl kpiaco Snape. Harry odsunal sie i polozyl worek na fotelu. Czul wyraznie przylepione do siebie spojrzenie Severusa, ktore wedrowalo po jego sylwetce powolnymi, zamyslonymi kregami. Tak jakby mezczyzna zastanawial sie nad czyms, jakby, pomimo tych utarczek slownych, ktore ze soba prowadzili, myslal intensywnie o czyms zupelnie innym.

- Juz dobrze. Bywasz przygnebiony. Moze byc? - zachichotal Harry, widzac spojrzenie, ktore rzucil mu Snape, ale mezczyzna chyba w koncu zrezygnowal, widzac, ze w stanie radosnego podniecenia, w ktorym aktualnie znajdowal sie Harry, niewiele wskora.

- Co to za worek? - zapytal, opadajac z westchnieniem na swoj zielony fotel.

Harry wyszczerzyl sie.

- A, to... przynioslem kilka drobiazgow, ktore... a zreszta sam zobaczysz. - Odwrocil sie tylem do mezczyzny, aby nie widziec wyrazu jego twarzy, po czym wyciagnal z worka mala, kolorowa, przystrojona bombkami choinke. Postawil ja na srodku stolika i usmiechnal sie z zadowoleniem. A pozniej szybko, zanim Mistrz Eliksirow dojdzie do siebie i zdola wydusic jakies slowo sprzeciwu, wyciagnal z worka kilka zielono-zlotych lancuchow i swiatelek i ciagnac je za soba, ruszyl w kierunku kominka i polek.

- Potter... - do jego uszu dotarl zduszony glos Severusa, ktory

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату