swiatecznych. Harry spedzil dobrych kilkanascie minut na wybieraniu z niego jakichs odpowiednich kolorystycznie i nieprzesadnie zloconych lancuchow i girland. Skupil sie raczej na zieleni i srebrze. No i czerwieni. Musial przeciez wprowadzic nieco swojej osobowosci. Wszystko zapakowal do mniejszego worka, po czym wykradl sie z dormitorium w pelerynie niewidce i ukryl go za posagiem wscieklego ghula, znajdujacym sie tuz przy schodach prowadzacych do lochow, po czym szybko wrocil na gore. Zabierze go, kiedy bedzie szedl do Snape'a.

Do kolacji pozostalo jeszcze kilka godzin. Skrajna glupota byloby rozpoczecie przygotowywania sie do niej juz teraz. Ale Harry w swoim obecnym stanie nie myslal zbyt racjonalnie. Najpierw przekopal sie przez swoj kufer, wyciagajac z niego nowa, czerwona koszule i czarny krawat. Byly pogniecione, a wiec rzucil na nie zaklecie wygladzajace. Ze spodniami nie poszlo mu juz tak latwo. Wiedzial, jak zreperowac okulary, ale naprawa podartych i zakrwawionych spodni nie byla juz tak prosta i spedzil dobrych kilkanascie minut na wertowaniu podrecznika do zaklec. Po jakims czasie, kiedy najpierw zabarwil spodnie na fioletowo, a nastepnie zmniejszyl je i zamienil w tekturowe, udalo mu sie je w koncu zalatac i wyczyscic. Poszloby szybciej, gdyby nie to, ze jedyne, o czym myslal, to Snape. Nie potrafil skupic sie nawet na tak prostej czynnosci jak zawiazanie krawatu. Po obowiazkowym prysznicu, kiedy ubral sie w koncu i zmniejszyl prezent dla Severusa tak, aby zmiescil mu sie do kieszeni i kiedy stanal przed lustrem, aby sprawdzic wyniki swoich zabiegow, zegar w Pokoju Wspolnym wybil punkt osiemnasta.

O cholera! Kolacja zaczynala sie godzine wczesniej niz zwykle! Zupelnie o tym zapomnial! Szybko przygladzil wlosy, a przynajmniej sprobowal to zrobic, sprawdzil, czy niczego nie zapomnial, po czym, z bijacym szybko sercem, zszedl na dol do glownego holu. Kiedy wszedl do Wielkiej Sali, wszystkie miejsca przy stole byly juz zajete.

No pieknie. Przyszedl jako ostatni!

Ale kiedy podszedl blizej, jego serce zabilo jeszcze mocniej. Jedyne wolne miejsce, ktore pozostalo, znajdowalo sie... tuz naprzeciw Mistrza Eliksirow. Przez chwile, gdy szedl wzdluz dlugich stolow domow, nie potrafil uwierzyc w swoje szczescie, ale potem naplynelo zrozumienie. Po prostu zaden z uczniow nie chcial siedziec twarza w twarz ze swoim znienawidzonym nauczycielem. Nawet mlodzi Slizgoni woleli swoje towarzystwo przy jednym z koncow stolu. A kolejna niespodzianka bylo to, ze tuz obok wolnego miejsca... siedziala Luna, ktora odwrocila sie do niego i usmiechnela. Kiedy Harry podszedl jeszcze blizej, nareszcie mogl przyjrzec sie Snape'owi. Mezczyzna siedzial z lekko pochylona glowa i skrzywiona, niezadowolona mina.

To bylo dziwne, ale Harry poczul nagly przyplyw czulosci na jego widok. Zostal przeciez wyrwany ze swoich ukochanych, chlodnych, mrocznych lochow i rzucony na pastwe swiecidelek, grajacych swiateczne piosenki stroikow i ubranego w purpure Dumbledore'a. Dumbledore'a, ktory wlasnie przerwal rozmowe z siedzaca po jego prawej stronie profesor McGonagall i usmiechnal sie do Harry'ego.

- Harry, moj drogi chlopcze, czekalismy na ciebie - powiedzial jowialnie.

- Przepraszam - wymamrotal chlopak. - Zapomnialem, ze to...

- Och, nie przejmuj sie - dyrektor machnal reka. - Najwazniejsze, ze w koncu tu dotarles. Opowiadalem wam, jak kiedys jeden z uczniow skrecil nie w ten korytarz, co trzeba i zaginal? Znalezlismy go po trzech dniach na poddaszu Wiezy Astronomicznej. Nie potrafil wyjasnic, jak sie tam dostal. Prawdopodobnie trafil na jedno z tych losowo przemieszczajacych sie po zamku przejsc lustrzanych. Do tej pory nie udalo mi sie zadnego upolowac, a probuje juz od... prawie pol wieku. - Dumbledore wygladal na nieco mniej zmeczonego niz zazwyczaj i znacznie radosniejszego. Albo sprawy zaczely ukladac sie w koncu po jego mysli, albo to po prostu czas swiat tak na niego wplynal. Nie od dzisiaj przeciez wiadomo, ze jest to okres magiczny.

Harry usmiechnal sie uprzejmie i zajal miejsce obok Luny, ale zanim zdazyl chocby spojrzec na Snape'a po raz drugi, dziewczyna pochylila mu sie do ucha i wyszeptala:

- Zajelam dla ciebie miejsce, Harry.

Chlopak poczul, jak na jego policzki wyplywa rumieniec. Wymamrotal podziekowanie i zerknal na Severusa, ktory wlasnie w tym samym momencie podniosl glowe i spojrzal prosto na niego. Jego twarz pozostala bez zmian, ale Harry to dostrzegl. Jasny, szybki i bardzo mocny blysk w czarnych oczach. Potrafil juz bezblednie odczytywac takie sygnaly. A ten sprawil, ze zrobilo mu sie cieplo w srodku i jego policzki przybraly jeszcze intensywniejsza barwe.

Widzac to, Severus zmarszczyl brwi, a Harry szybko pochylil glowe, nakazujac sobie w myslach zachowac spokoj. Ale latwo bylo mowic 'zachowaj spokoj', kiedy Severus siedzial zaledwie metr od niego. A jezeli wliczyc dolna czesc stolu, to nawet blizej. A moze gdyby sie postaral, to moglby go nawet dotknac noga...

Nie, nie. Nie! Nie teraz! To zbyt niebezpieczne.

Ale, do cholery, on jest tak blisko...

Harry skarcil sie w myslach i cala sila woli zmusil sie, aby siedziec spokojnie.

- Potter, zachowujesz sie jak sklatka tylnowybuchowa przed eksplozja - warknal cicho Snape, spogladajac na niego ze zmarszczonymi brwiami. - Jezeli moje towarzystwo az tak wyprowadza cie z rownowagi, to moze zamienisz sie z kims miejscami?

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату