calkiem... ekscytujace. Chyba juz zaczynal rozumiec, dlaczego Snape az tak bardzo to lubil. A teraz zawsze bedzie mogl tego sluchac. I moze nawet, moze nawet... Nie, nie pomysli o tym, o czym chcial pomyslec, bo zaczyna sie coraz bardziej podniecac. Znowu.

Jeki i sapanie osiagnely juz najwyzszy poziom, przeradzajac sie w ochryple pokrzykiwania. Harry oblizal wargi, zamykajac oczy i przypominajac sobie dokladnie to uczucie, kiedy juz prawie, juz prawie...

O tak, teraz. Dlugi, zachrypniety krzyk. Tak jakby umieral z przyjemnosci i ostatkiem tchu probowal przekazac swiatu, jak mu dobrze. Nawet nie wiedzial, ze tak brzmi... Jego penis drgnal, ale Harry rozkazal mu lezec spokojnie. Poniewaz teraz, teraz, po tym ciezkim, urywanym sapaniu, po tym lapczywym lapaniu powietrza i ostatnich rytmicznych pomrukach pulsujacej przyjemnosci, teraz mialo nadejsc najwazniejsze...

Cichy, ochryply, ale zadziwiajaco dobrze slyszalny szept:

'Dobranoc, Severusie...'

Usmiechnal sie do siebie. Doskonala robota. Ha, Severus nawet sie nie spodziewa...! Harry wzial male pudeleczko w zielono-srebrne platki sniegu i ostroznie ulozyl figurke na znajdujacej sie w srodku atlasowej poduszeczce. Zamknal je i przy pomocy magii owinal srebrna wstazka. Siegnal po lezaca obok kartke z wygrawerowana na niej podobizna lwa i weza. Otworzyl ja ostroznie i zapatrzyl sie w znajdujacy sie w srodku tekst. Bardzo dlugo myslal nad tym, co napisac. Chyba nawet dluzej niz zajela mu masturbacja. Wszystko, co wymyslil, wydawalo mu sie albo zbyt sentymentalne, albo zbyt ckliwe, albo po prostu glupie.

'Chce byc z toba', 'Zawsze bedziesz w moim sercu', 'Nie potrafie bez ciebie zyc'... Nie, nie i jeszcze raz nie! To wszystko bylo do niczego. Potrzebowal czegos, czegos... Potrzebowal czegos, co poczuje.

I w koncu, po godzinie czy dwoch intensywnego wpatrywania sie w widniejacych na kartce lwa i weza, przenikajacych sie wzajemnie, laczacych ze soba w jednosc, zatapiajacych w sobie... zlapal pioro i nakreslil to, co splynelo prosto z jego serca.

Severusie...

Nie moge z tym walczyc, nie moge od tego uciec, moge jedynie spedzic swoje zycie, zatracajac sie w tobie. I wciaz potrzebuje wiecej ciebie.

Na pamiatke naszych pierwszych wspolnych Swiat,

Twoj Harry

***

Kiedy obudzil sie nastepnego dnia, slonce stalo juz wysoko na niebie. Byl tak zmeczony poprzednia nieprzespana noca, ze teraz, kiedy nie bylo nikogo, kto by go obudzil, spal tyle, ile tylko mogl. I przegapil sniadanie. Na szczescie zapewne ktorys ze skrzatow zostawil mu kilka tostow na stoliku nocnym obok lozka. Jego poranny nastroj byl jeszcze lepszy niz wczoraj. Poniewaz dzisiejszy dzien byl tym, na ktory tak bardzo czekal. Dzisiaj... spedzi Wigilie ze Snape'em!

Zaraz po skonsumowaniu posilku, przypomnial sobie o tym, ze zaplanowal napisac list do Lupina. Mial teraz wystarczajaco duzo czasu. Zlapal pioro i pergamin i nakreslil kilka typowych slow, ze u niego wszystko w porzadku, ze dobrze sie uczy, a Dumbledore pilnuje go jak oka w glowie. I wtedy wpadl mu do glowy pewien pomysl. Dyrektor pewnie zataja przed nim pewne fakty, ale moze Lupin... moze on powie mu cokolwiek o tym, co dzieje sie na zewnatrz? Jest przeciez czlonkiem Zakonu Feniksa. Na pewno wie wiecej, niz to, co mowi mu Dumbledore. Pomyslal jeszcze przez chwile, po czym zdecydowal sie i zadal kilka pytan, ktore wydawaly mu sie wystarczajaco niewinne, aby Lupin nie pomyslal o tym, ze Harry chce od niego wyciagnac jakies tajne informacje. 'Zastanawia mnie, jak radzisz sobie ze swoja praca dla Zakonu? Czy wszystko jest w porzadku? Dochodza do nas dziwne plotki. Podobno Voldemort rosnie w sile, wiesz cos o tym? Czy powinnismy sie przygotowywac do konfrontacji?' i kilka w podobnym stylu, zrecznie wplatajac je w opisy swojego zwyklego zycia w Hogwarcie.

Zadowolony z rezultatu zalakowal koperte i wybral sie do sowiarni. Hedwiga niezwykle sie ucieszyla z mozliwosci wyrwania sie z zamku i wyfrunela przez okno od razu, kiedy tylko otrzymala koperte, a Harry nie musial zachecac jej nawet obietnica sowich przysmakow.

Przez kilka godzin siedzial w dormitorium, leniuchujac i czytajac ksiazke, ktora podarowal mu Ron. Nikt go nie niepokoil. Nawet nie wiedzial, ilu uczniow zostalo na swieta w Hogwarcie i szczerze powiedziawszy, nie obchodzilo go to. Nareszcie mial spokoj i mogl sobie odpoczac. Co prawda, czekala na niego sterta zadan domowych, ktorych nauczyciele nie omieszkali zadac im w ostatni dzien zajec, ale na razie postanowil sie nimi nie przejmowac i w ogole o nich nie myslec. Teraz inne rzeczy byly o wiele wazniejsze. Na przyklad Snape.

Na obiad postanowil jednak zejsc, na wypadek, gdyby nauczyciele zaczeli zastanawiac sie, gdzie podzial sie ich Zloty Chlopiec. I kiedy tylko przekroczyl prog Wielkiej Sali, doznal wielkiego zaskoczenia. Nie zobaczyl Snape'a, ale nie bylo to wielkie zaskoczenie. Przy stole nauczycielskim, przy ktorym zgromadzono wszystkich uczniow i nauczycieli, ktorzy postanowili zostac na swieta w Hogwarcie, siedziala Luna. I Tonks. Naprzeciw siebie. A oprocz nich piecioro mlodych Slizgonow, czterech Puchonow w roznym wieku i dwoch Krukonow wygladajacych na pierwszorocznych.

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату