Z Gryffindoru nie bylo nikogo. Harry zamrugal i ruszyl w kierunku konca sali. Dumbledore powital go uprzejmym skinieniem glowy, a Luna usmiechnela sie do niego promiennie. Harry usiadl pomiedzy Krukonem i Puchonem i uprzejmie przywital sie z kazdym z nauczycieli. Oprocz Tonks, Dumbledore'a i profesor McGonagall, na swieta pozostala takze profesor Sprout, profesor Sinistra, Hagrid i profesor Flitwick. No i Snape. Dla Harry'ego rownie dobrze wszyscy pozostali mogliby zniknac. To bylo troche nie w porzadku wobec Luny i Tonks, ale to przeciez nie o swietach z nimi marzyl przez kilka ostatnich tygodni.
A wiec Luna i Tonks takze mialy ten sam plan, co Harry i Snape. Na to wygladalo. Szczegolnie, kiedy tak milo sie do siebie usmiechaly. Harry zagryzl warge i zabral sie za ziemniaki z sosem czosnkowym.
Niewiele rozmawiali. Dumbledore opowiadal cos profesor Sprout, a Hagrid przez caly czas usmiechal sie do Harry'ego i dopytywal, kiedy dokladnie go odwiedzi. Harry obiecal, ze nastepnego dnia. Planowal isc jeszcze pozniej, ale przeciez nie mogl az tak zwlekac, aby pololbrzym nie pomyslal, ze wcale nie ma na to ochoty i zeby sie na niego nie obrazil.
Luna nie odzywala sie wiele. Rozgladala sie wokol nieco rozmarzonym wzrokiem i powiedziala Harry'emu, ze wyglada na bardzo radosnego i podekscytowanego. Jakby na cos czekal.
To byloby glupie udawac, ze tak nie jest, bo wiedzial, ze jakakolwiek wymowke by nie wymyslil, to Luna i tak nie uwierzylaby mu. Poniewaz widziala prawde. Dlatego po prostu skinal glowa i pozwolil, by jego usta rozciagnely sie w usmiechu.
- Polamania przyrodzenia - odparla radosnie i Harry przez kilka minut mial powazne problemy z oddychaniem po tym, jak zakrztusil sie ziemniakiem. Dopiero dzieki pomocy pani Pince, ktora podbiegla do niego i przy pomocy rozdzki cisnela w jego plecy silne pole uderzeniowe, udalo mu sie zlapac haust powietrza.
Luna patrzyla na niego wyraznie przestraszona.
- Przepraszam, jezeli powiedzialam cos nie tak, Harry. Kilka razy slyszalam, jak moi dalecy mugolscy krewni zyczyli sobie tego, kiedy na cos czekali. Tylko, ze oni mowili o nogach, ale chyba nikt nie chcialby polamac sobie nog, bo to bardzo bolesne. A potem, kiedy bawili sie w zjezdzanie po poreczy i najmlodszy z nich nagle zaczal wrzeszczec jak opetany i dziwnie piskliwym glosem powiedzial mojej ciotce, ze 'uszkodzil sobie przyrodzenie', to pomyslalam, ze to chyba jest nawet bardziej bolesne, niz zlamanie obu nog. No i tak samo trudno sie po tym chodzi, poniewaz on tylko lezal na podlodze i sie wil. Wiec pomyslalam, ze lepiej jest zyczyc wlasnie tego. Bo jak raz zyczylam polamania nog mojej ciotce, kiedy miala jechac na jakies mugolskie zabiegi przeciw reumatyzomywomowi, czy jakos tak, to strasznie zaczela na mnie krzyczec - zakonczyla Luna i odetchnela gleboko, spogladajac na Harry'ego, ktory odwdzieczyl sie nieco nerwowym usmiechem i pomyslal sobie w duchu, ze Luna jest wspaniala przyjaciolka, ale gdyby mial byc z nia w zwiazku, to chyba musialby codziennie zazywac eliksiry, ktore przynajmniej czesciowo potrafilyby stepic jego poczucie rzeczywistosci. Albo zaczalby sie narkotyzowac.
Patrzac na zerkajace ukradkowo na siebie Lune i Tonks, przypomnial sobie o czyms. Snape powiedzial, ze zlozy raport na Tonks. Ale wygladalo na to, ze pomiedzy Nimfadora a dyrektorem wszystko bylo w najlepszym porzadku. Dumbledore pochwalil jej teczowy kolor wlosow i wyrazil nadzieje, iz oznacza on tylko jedno - ze Tonks jest w Hogwarcie bardzo szczesliwa. Nieco nerwowych spojrzen pojawilo sie dopiero, kiedy zapytal o to, jak udala sie impreza, ale wszyscy, ktorzy na niej byli, lacznie z Harrym, zapewnili, ze byla naprawde swietna i ze nie moga sie doczekac nastepnej.
Czy to oznaczalo, ze Snape zrezygnowal? Nie, to nie w jego stylu. Moze po prostu postanowil zaczekac i zrobic to po swietach? Dla Harry'ego? Mozliwe. Ta mysl rozgrzala go i dokonczyl obiad z usmiechem na twarzy i w bardzo dobrym humorze.
Po posilku, nie ogladajac sie na nikogo i z nikim nie rozmawiajac, wrocil szybko do dormitorium. Byl zbyt podekscytowany. Teraz myslal juz tylko o swiatecznej kolacji i o tym, co wydarzy sie po niej. A nie mial najmniejszych watpliwosci, ze cos sie wydarzy.
Kiedy tylko rzucil sie na lozko, poczul cieplo w kieszeni. Wyjal kamien, a jego serce zaczelo bic nieco szybciej. Odczytal wiadomosc:
Po kolacji, w moich komnatach.
Teraz serce Harry'ego przyspieszylo juz tak, ze przez kilkanascie minut mial problem z uspokojeniem go. Byl tak cholernie podekscytowany, ze przez jakis czas krazyl tylko po pomieszczeniu, nie wiedzac, co powinien teraz zrobic, w jakiej kolejnosci to zrobic i czy w ogole cos robic.
Po krotkim namysle postanowil wdrozyc w zycie swoj 'przebiegly' plan. Myslal o nim juz wczesniej, lecz wciaz troche sie obawial. Ale co tam, w koncu ma spedzic z Severusem swieta, musi wiec wprowadzic nieco swiatecznego nastroju w jego mroczne komnaty! Wezwal Zgredka i poprosil go o dostarczenie kilku lancuchow, swiecidelek i jakiejs malej choinki, bo chcial 'udekorowac jeszcze troche swoje dormitorium'. Zgredek jak zwykle wykazal sie przesadnym entuzjazmem i przyniosl mu caly wor roznego rodzaju ozdob
