- Cieszysz sie, ze spedzamy razem swieta? - Snape zrobil kwasna mine - Wiem, ze sie cieszysz - kontynuowal Harry, niezrazony brakiem odpowiedzi. Wiedzial, ze Snape sam z wlasnej woli nigdy sie do tego nie przyzna. - Ja sie bardzo ciesze. Ciesze sie, ze nareszcie wszyscy dali mi swiety spokoj i ze moge byc tutaj z toba jak dlugo zechce i mozemy po prostu siedziec razem i pic piwo kremowe. I cieszyc sie - zakonczyl nieco kulawo, czujac, ze troche sie zaplatal.
- Potter, skoro nawet piwo kremowe sprawia, ze zachowujesz sie jak odurzony, to jest juz z toba naprawde zle - odparl spokojnie Snape po chwili milczenia.
Harry zarumienil sie. Nie chcial paplac. Ale czasami nie potrafil sie powstrzymac. A kiedy probowal z tego wybrnac, zaczynal paplac jeszcze bardziej. Dokladnie tak, jak w tej chwili.
- No przeciez mam prawo sie cieszyc. Jestesmy tu razem, sa swieta, jest przyjemnie i... - potoczyl wzrokiem po otoczeniu - ...i mamy taka ladna choinke.
Brwi Snape'a powedrowaly w gore.
- Ale nie zamierzasz sie na nia wspinac? - zapytal kpiaco.
Harry probowal spiorunowac go wzrokiem, ale nie bardzo mu to wyszlo, kiedy jednoczesnie staral sie nie rumienic.
Severus parsknal w swoja szklanke i Harry moglby przysiac, ze zobaczyl cien usmiechu na jego wargach oraz nieudolna probe ukrycia go.
Wyszczerzyl sie. Wiedzial, ze tylko on potrafi rozbawic Severusa. I czul sie z ta wiedza po prostu znakomicie. Tylko on, tylko on potrafil doprowadzic do tego, by na wiecznie surowej twarzy Mistrza Eliksirow zagoscil usmiech. Albo przynajmniej cos bardzo podobnego.
I wtedy przypomnial sobie o czyms bardzo waznym, co lezalo ukryte w jego kieszeni. Prezent dla Severusa. Spuscil glowe i odchrzaknal. Chcial mu go dac, lecz wciaz sie zastanawial, jak i kiedy to zrobic. Ale w koncu stwierdzil, ze ta chwila jest rownie dobra jak kazda inna, a Snape ma teraz wyjatkowo dobry humor, wiec wszystko powinno pojsc dobrze.
Siegnal do kieszeni, czujac, jak jego serce przyspiesza do galopu.
- Ja... mam cos dla ciebie. - Przelknal sline i wyciagnal prezent. Stuknal rozdzka w mala paczuszke, ktora rozrosla sie w jego rekach i doskonale zdajac sobie sprawe z wbitego w siebie wzroku mezczyzny, postawil ja na stole.
- Wesolych Swiat, Severusie - powiedzial cicho, nie odwazajac sie podniesc oczu, aby spojrzec na Snape'a. Odsunal sie i wbil wzrok w blat stolu, czujac nerwowe trzepotanie w zoladku.
Snape zaraz to otworzy... Snape zaraz to przeczyta... Snape zaraz to zobaczy... i uslyszy!
Jego serce przeszlo w vibrato, kiedy zobaczyl, ze mezczyzna siega po paczke. Dopiero teraz odwazyl sie podniesc wzrok. Ciekawosc byla silniejsza od strachu.
Severus spojrzal podejrzliwie na przyczepiona do paczki kartke. Ostroznie wzial ja do reki i otworzyl.
Harry zagryzl warge, a jego serce zatrzymalo sie.
Zrenice mezczyzny przebiegly po znajdujacym sie w srodku tekscie. W pierwszej chwili jego oczy rozszerzyly sie, a brwi uniosly nieznacznie. Na wiecznie bladych policzkach pojawil sie ciemniejszy odcien. Jego wzrok poderwal sie gwaltownie i na ulamek sekundy spoczal na Harrym, by w nastepnej chwili uciec w bok. Ale Harry zdazyl zauwazyc w nim cos dziwnego. Nie byla to radosc ani zaskoczenie. Ani nawet zlosc. Przypominalo to raczej... zazenowanie.
Chlopak zmarszczyl brwi. Dlaczego Severus uciekl wzrokiem, kiedy przeczytal to, co Harry napisal? To nie bylo w jego stylu. Tak jakby... nie chcial spojrzec mu w twarz.
Ale najwidoczniej mezczyzna bardzo szybko sie opanowal, poniewaz ponownie popatrzyl na paczke i z niewytlumaczalna zloscia zerwal z niej wstazke. Kiedy otworzyl pudelko, Harry zamarl. Wpatrywal sie w twarz Severusa jak sokol, nie chcac uronic ani odrobiny z tych niewielkich przejawow emocji, ktore okazywal.
W pierwszej chwili zobaczyl... zdumienie. Snape siegnal do pudelka i w momencie, kiedy dotknal wijacej sie w leniwym uscisku pary zwierzat, te natychmiast sie ozywily. Podniosl je do gory i przez chwile przygladal im sie z zaciekawieniem. Waz owinal sie wokol szyi lwa, zakleszczajac go w takim uscisku, jakby nigdy nie zamierzal go wypuscic. Ale wygladalo na to, ze kotu sie to podobalo.
Po pierwszych ogledzinach Severus skrzywil sie i spojrzal na Harry'ego ze zlosliwym rozbawieniem.
- Czy to jakas zawoalowana metafora, Potter? Jakiez to... subtelne. No, no, chyba bede musial poswiecic kilka wieczorow studiow, aby odkryc, co tez moze to oznaczac... Teraz nie jestem w stanie zgadnac.
Harry przelknal sline, czujac naplywajaca do gardla gorycz.
- To... nie tylko... Jest cos jeszcze... Ja... nagralem... - wydukal.
- Och, jest cos jeszcze? - przerwal mu Snape. - Jakas kolejna, niesamowita, rownie subtelna niespodzianka? Nie moge sie wprost doczekac.
