pamietal nawet swojego imienia?
W chwili, kiedy sie poruszyl, uslyszal ciche westchnienie, ktore wyrwalo sie z ust mezczyzny. Severus zsunal dlonie po jego plecach i zacisnal je na posladkach. Bardzo mocno.
Harry oblizal zaschniete wargi. Uscisk byl tak silny, tak pelen... pragnienia, ze mimowolnie zadrzal.
Podniosl glowe, przysunal usta do ucha Severusa i zapytal szeptem:
- Chcesz we mnie wejsc?
- Tak... - W zachrypnietym glosie mezczyzny byla jedynie potrzeba.
- Ja tez tego chce - odparl, ocierajac sie policzkiem o szorstka skore Mistrza Eliksirow. Siegnal w dol do swoich spodni, aby uniesc biodra i je zsunac, ale powstrzymal go uscisk na nadgarstkach. Odsunal sie i spojrzal z zaskoczeniem w przygladajace mu sie, strzelajace iskrami czarne teczowki.
- Nie tutaj - powiedzial cicho mezczyzna. Harry nie potrafil oderwac wzroku od jego oczu. Glodnych i spragnionych. I Harry wiedzial, ze tylko on moze go zaspokoic.
Kiwnal glowa i powoli zsunal sie z kolan Snape'a. Severus podniosl sie wolno z fotela i nie spogladajac juz na niego, skierowal sie do sypialni.
Nogi Harry'ego wciaz sie uginaly, kiedy ruszyl za mezczyzna, czujac nerwowe trzepotanie w zoladku. Nie odezwal sie, gdy Severus zatrzymal sie i przepuscil go przodem.
Zamierzali zrobic to w sypialni. Zamierzali zrobic to w lozku. To bylo... znacznie powazniejsze niz wszystko do tej pory.
Harry nie wiedzial dlaczego, ale nie potrafil zapanowac nad drzeniem, kiedy jego wzrok padl na szerokie, przykryte czarna posciela lozko, a drzwi za jego plecami zamknely sie z cichym trzaskiem.
*'Lost' by Red
--- rozdzial 36 ---
36. Behind the bedroom door.
You calm the storms, and you give me rest.
You hold me in your hands, you won't let me fall.
You steal my heart, and you take my breath away.
Would you take me in? Take me deeper now?
Cause you're all I want, You're all I need
You're everything, everything!*
Harry kiedys juz tutaj byl. Dwa razy. Pamietal to. Pamietal te chlodna, czarna posciel pod swoimi biodrami. Ale za pierwszym razem byl pijany i wszystko, co sie wtedy wydarzylo, bylo niewyrazne i zamazane, a za drugim... coz. Za drugim razem dal Severusowi prezent urodzinowy. Ale wtedy do niczego nie doszlo.
Moze to i dobrze.
Poniewaz teraz, kiedy tak stal przed tym szerokim lozkiem i wpatrywal sie w nie, czul buzujaca w swoim wnetrzu ekscytacje. I przeczuwal, ze to, co prawdopodobnie wydarzy sie teraz, nie byloby w ogole mozliwe wtedy.
To byla dluga droga. I ciezka. Ale przeszedl ja. Byl tutaj i Severus mial zamiar... mial zamiar...
Zamarl, slyszac ciche kroki podchodzacego do niego od tylu mezczyzny. W napietej, chlodnej ciszy rozlegl sie szelest szat. Przymknal oczy, odcinajac doplyw przytlumionego swiatla rzucanego przez kilka rozpraszajacych ciemnosc, drzacych plomieni swiec.
