pomiedzy ktorymi przedziera sie niski, zachrypniety pomruk spelnienia. I tylko on mogl czuc to goraco, kiedy sperma z pulsujacej w nim erekcji rozlewa sie w jego wnetrzu, wypelniajac go cieplem i radoscia. I tylko on mogl czuc ten silny uscisk na swojej dloni, kiedy Severus dochodzil w nim, odrzuciwszy glowe do tylu. I mial wrazenie, ze jeszcze troche, a jego palce zostana zmiazdzone, ale nie przeszkadzalo mu to. Poniewaz tylko on mogl to poczuc. Tylko on mogl to ogladac. Tylko on mogl tego doswiadczyc. Tylko on mogl dac to Severusowi. I to bylo najcudowniejsze uczucie pod sloncem.
Nie mial pojecia, ile czasu to trwalo. To sie nie liczylo. Moglby przygladac mu sie godzinami. I zalowal, kiedy Severus w koncu opadl na lozko za nim i, dyszac ciezko, wysunal sie z niego. Mezczyzna wyswobodzil dlon z jego uscisku i polozyl sie plasko na plecach, dochodzac do siebie.
Harry poczul, jak spomiedzy jego posladkow wyplywa cos cieplego i gestego. O tak, czul sie spelniony. Calkowicie spelniony. I nieziemsko wrecz szczesliwy.
Odwrocil twarz od Snape'a, poniewaz zaczela go juz bolec szyja i polozyl sie na boku, podciagajac kolana i kladac rozprostowane rece przed soba na lozku. Slyszal ciezki oddech Severusa za swoimi plecami, chociaz sam mial jeszcze problemy z wyrownaniem i uspokojeniem swojego oddechu, a serce nadal bilo mu zdecydowanie zbyt szybko. Jego zmeczone miesnie drzaly, a powieki zaczely ciazyc. Nie potrafil zmusic sie do tego, aby je uniesc. Nie potrafil teraz zmusic sie nawet do tego, aby poruszyc chocby malym palcem. Mogl tylko lezec, probujac nie trzasc sie tak bardzo i wsluchiwac sie w dwa nierowne oddechy. I coraz powolniejsze, ale niezwykle glosne bicie swojego serca. I pozwalac, aby jego skora przypominala sobie kazdy dotyk i kazdy pocalunek, zlozony na niej przez te cienkie wargi.
Westchnal cicho, usmiechajac sie do tych wspomnien. Ale wtedy uslyszal poruszenie za soba i usmiech natychmiast splynal z jego ust.
Zamarl, nasluchujac.
Co sie teraz stanie? Czy Snape znowu wstanie i odejdzie? Znowu go zostawi?
Nie, nie chcial tego. Nie chcial zostac tu sam. Nie po tym wszystkim. Nie w takiej chwili.
Uslyszal cichy szelest i zacisnal mocniej powieki. Materac ugial sie.
Nie, nie idz...
Jego skore polaskotal nagle lagodny powiew magii. Zaskoczony odkryl, ze zarowno pokrywajaca posciel sperma, jak i ta zaschnieta na jego ciele, znikaja. A wraz z nimi znika takze ten ostry, drazniacy zapach, ktorego zrodla nie znal, ale podejrzewal, ze ma cos wspolnego z nasieniem, potem i... seksem?
Ponownie uslyszal szelest, materac za nim ugial sie po raz kolejny i Harry wstrzymal oddech.
I wtedy wlasnie poczul miekki dotyk na swoich wlosach. Dlon Severusa spoczela na jego glowie i powoli zaczela ja gladzic w lagodny, nienachlany sposob, glaskajac jego wilgotne wlosy, skron i kawalek policzka.
Jego serce zatrzymalo sie i przez moment Harry mial wrazenie, ze za chwile eksploduje.
Severus nie odszedl. Dlaczego? Dlaczego z nim zostal?
Tak, blagal o to w myslach, ale nie sadzil... nie sadzil... ze naprawde...
Zawsze go zostawial. Zawsze odchodzil. I to teraz bylo takie dziwne i... nowe. I niesamowite. I sprawilo, ze w jego glowie rozbrzmiewala tylko ta jedna mysl: Severus z nim zostal! Lezal za nim! Glaskal go po glowie! I... i... Cholera! Zaraz chyba umrze z szoku. I ze szczescia.
Moze powinien cos powiedziec? Ale co takiego? Nie, cisza byla taka przyjemna. Nie mogl jej przerwac. Bal sie to zrobic. Bal sie poruszyc. Bal sie nawet oddychac, zeby to sie tylko nie skonczylo. Moglby tak lezec do konca
