zycia, byle tylko Severus nadal go glaskal. I zeby nigdy nie przerwal. Zeby nigdy nie odszedl.
Tak, nigdy... nie odszedl.
Zmeczenie zaczelo brac nad nim gore. Mial coraz wieksze problemy ze skladnym mysleniem. Wycienczone, obolale miesnie i nadwyrezone zmysly postanowily odebrac swoja zasluzona nagrode w postaci snu.
Tak... nie odszedl... nigdy... Zawsze... zawsze byl. Tak jak teraz. Zawsze.
Harry powoli odplywal, a delikatna, monotonna pieszczota tylko pomagala mu otulic sie ciemnoscia i pozwolil sie jej wciagnac.
Ocknal sie dopiero wtedy, kiedy dlon zniknela z jego glowy i ponownie uslyszal za soba szelest.
- Juz pozno. Musisz wracac. - Glos Severusa byl lekko zachrypniety. Poza tym, wydawal sie juz zupelnie opanowany.
Harry zmusil sie do otwarcia oczu i zamrugal, kiedy pod powieki wdarlo mu sie swiatlo swiec. Odwrocil glowe i spojrzal przez ramie na mezczyzne, ktory odsunal sie od niego i wstal z lozka.
Harry poczul delikatne, bolesne uklucie w sercu.
Czyli to juz koniec. Ma sobie pojsc. No pewnie, a czego sie spodziewal? Dostal juz przeciez tak wiele. Nie moze prosic o wiecej.
Przelknal wyplywajacy mu na usta sprzeciw i odwrocil glowe z powrotem.
Tak, byl szczesliwy. Zadowolony. Spelniony.
Nie, nie chcial zostac tu na noc. Nie potrzebowal tego. Naprawde.
Ale mogloby byc tak...
- Ubieraj sie. - Severus schylil sie, pozbieral jego rzeczy i rzucil mu je na lozko. - Ide pod prysznic. Kiedy wroce, masz byc gotowy.
Harry pokiwal glowa i patrzyl, jak mezczyzna znika za drzwiami prowadzacymi do lazienki. Przez chwile panowala aksamitna cisza. Po jakims czasie uslyszal odglos splywajacej wody i bardzo szybko zacisnal oczy, probujac wyrzucic z mysli obraz nagiego Severusa pod prysznicem.
Nie, nie! Dosyc juz! Mial sie ubrac!
Westchnal i sprobowal sie podniesc. Nie mial sily. Chyba wszystkie jego miesnie zamienily sie w wate, i to niezwykle bolesna, a tylek tak pulsowal, ze nie wyobrazal sobie, jak mialby na nim teraz usiasc.
Z ogromnym wysilkiem i wrazeniem, jakby znajdowal sie pod powierzchnia gestej cieczy, ktora uniemozliwia mu wykonywanie ruchow, udalo mu sie zalozyc slipy. Opadl na poduszke, wzdychajac gleboko. Chwile odpocznie i zaraz sprobuje ubrac reszte. Czul sie tak, jakby jego nogi i ramiona wazyly tone. Miesnie wciaz mu drzaly i krecilo mu sie w glowie. I byl tak bardzo zmeczony...
Odpocznie tylko chwilke, mala chwilke... I zaraz dokonczy... to cos, co mial zrobic.
A co mial zrobic? Poduszka byla taka miekka... i ciepla.
Nie, cos mial zrobic. Cos skonczyc.
Niewazne. Wszystko go bolalo. Chcial tylko lezec. Nie potrafil otworzyc oczu. W ciemnosci bylo tak przyjemnie. Otulala go, oplatala. Kolysala.
Cisza. Mrok. Slodka radosc.
