Uslyszal kroki i cicho zamykane drzwi. A po chwili materac obok niego ugial sie. Kiedy Severus w koncu ulozyl sie i znieruchomial, w pomieszczeniu zapadla cisza.
Harry mial wrazenie, ze w tej jedwabistej ciszy kazdy szelest rozbrzmiewa glosniej niz wybuch petardy, dlatego nie odwazyl sie poruszyc. Lezal na boku, probujac nawet nie oddychac i wsluchujac sie w spokojny oddech Severusa.
Ale w koncu nie potrafil juz wytrzymac. Najostrozniej, jak potrafil, przewrocil sie na drugi bok, przodem do mezczyzny. Nie widzial go. W sypialni zalegal ten rodzaj gestego mroku, ktory mozna by kroic na plasterki.
I zapragnal go czyms rozproszyc. Przesunal w ciemnosci reke i odnalazl spoczywajaca na poscieli dlon Severusa. Poglaskal ja. Delikatnie, ledwie muskajac skore.
- Dziekuje - wyszeptal, nie potrafiac zrozumiec, dlaczego jego glos jest taki zachrypniety.
Severus nie odpowiedzial. Zamiast tego zlapal jego dlon i lagodnie ja uscisnal.
Harry wstrzymal oddech, czujac rozrastajace sie w piersi cieplo. Nie probowal zabrac reki. Wiedzial, ze to ten rodzaj uscisku, ktory potrafi trwac bardzo dlugo. Nawet przez cala noc.
* 'Comotase' by Skillet
--- rozdzial 38 ---
38. Knowing me, knowing you
I'm falling even more in love with you
Letting go of all I've held onto
I'm standing here until you make me move
I'm hanging by a moment here with you*
Part 1
Harry obudzil sie. Rozejrzal sie po ciemnym wnetrzu, rozwazajac, gdzie tez moze przebywac i dopiero kiedy jego zaspany umysl zaczal w koncu pracowac, wszystko sobie przypomnial.
Przyszedl w nocy do Snape'a. A ten pozwolil mu zostac.
Nie pamietal, kiedy zasnal. Przypominal sobie tylko, ze dlugo lezal w ciemnosci, wsluchujac sie w spokojny oddech mezczyzny i napawajac sie cieplym usciskiem na swojej dloni. Ale teraz Severusa nie bylo obok. A Harry nie mial pojecia, ktora moze byc godzina. Rozejrzal sie po pokoju i w slabym swietle kilku swiec dostrzegl stojacy na nocnym stoliku zegar. Zalozyl na nos lezace obok okulary i spojrzal na wskazowki. Bylo pietnascie po szostej.
Westchnal i ponownie opadl na poduszke, spogladajac w sufit.
Obudzil sie w sypialni Severusa. To bylo... cudowne uczucie. Mial wrazenie, jakby tutaj wlasnie bylo jego miejsce. Och, co by zrobil, aby moc budzic sie tu codziennie... Nawet, jezeli Snape'a nie bylo obok niego.
A wlasciwie, to gdzie mogl byc? W salonie?
W normalnej sytuacji Harry bylby zbyt zaspany, aby zmusic sie do wstania, ale to zdecydowanie nie byla normalna sytuacja. Czul sie za bardzo rozbudzony, za bardzo przejety miejscem i okolicznosciami, w ktorych sie znajdowal. Dlatego blyskawicznie zerwal sie z lozka, chwycil swoje rzeczy i ruszyl do lazienki.
Po szybkim prysznicu, w czasie ktorego nie mogl sobie odmowic rozkoszowania sie spowijajacymi go aromatami, ubral sie i z usmiechem zabarwionym podenerwowaniem, wyszedl z sypialni.
Snape, ubrany w swoje codzienne czarne szaty, czekal na niego siedzac w fotelu. A przynajmniej podekscytowany umysl Harry'ego tak to sobie przedstawil. Szczegolnie,
