dziala.
- Dobrze - odparl w koncu mezczyzna. - Moze uda mi sie znalezc dla ciebie troche czasu pomiedzy siodma a dziewiata wieczorem. Ale masz byc punktualnie.
Harry usmiechnal sie.
- Oczywiscie.
Nie wiedzial dlaczego, ale faszerowane pieczarkami jajka wydawaly mu sie teraz o wiele smaczniejsze.
***
Harry odlozyl podrecznik do wrozbiarstwa i ziewnal. Oczy same mu sie zamykaly. Nie dosc, ze w nocy spal naprawde niewiele, poniewaz sam fakt, ze lezal obok Severusa wystarczal, aby nie mogl zmruzyc oka, to na dodatek postanowil w koncu zabrac sie do nauki, skoro i tak nie mial dzisiaj nic innego do roboty, a wrozbiarstwo potrafilo uspic kazdego w bardzo krotkim czasie.
Zerknal na zegarek. Byla czwarta po poludniu. Chyba nic wielkiego sie nie stanie, jezeli troche sie zdrzemnie? Z Severusem umowil sie dopiero na dziewietnasta. Wolalby pojsc do niego wypoczety. Zreszta moze pouczyc sie u niego, skoro tak mu powiedzial. Nie mial na to ochoty, ale skoro to byl jedyny sposob, aby mezczyzna pozwolil mu do siebie przyjsc, to trudno.
Odlozyl okulary na stolik, przewrocil sie na bok i bardzo szybko zapadl w przyjemny sen.
*
Kiedy Harry otworzyl jedno oko, w polu jego rozmazanego wzroku pojawil sie nocny stolik i stojacy na nim zegar. Tykal cicho i uspokajajaco. Chlopak wpatrywal sie w niego przez chwile, probujac wyrwac swoj umysl z miekkiego kokonu snu. Powoli powracaly do niego istotne informacje: kim byl, gdzie byl i najwazniejsze - co mial zrobic.
Mial isc do Severusa. A tak. Ktora to byla godzina?
Wyciagnal reke i pomacal blat stolika, szukajac swoich okularow. Przewrocil sie na plecy i zalozyl je na nos, po czym ponownie odwrocil glowe i powstrzymujac ziewniecie, spojrzal na tarcze zegara.
I w tym momencie poczul sie tak, jakby ktos oblal go lodowata woda i zrzucil z lozka.
Bylo prawie pietnascie po siodmej.
Zerwal sie z poslania i zatoczyl do przodu.
- Cholera! Cholera! Cholera! - przeklinal pod nosem, przerzucajac kufer i probujac wygrzebac z niego podrecznik do Eliksirow, Zaklec i Historii Magii.
Mogl to przewidziec. Co tez go podkusilo? Chcial sie tylko zdrzemnac, a nie przespac polowy dnia! Cholera!
Zlapal swoja peleryne, wcisnal ja do kieszeni, wzial pod pache ksiazki i wybiegl z dormitorium.
Zbiegajac po schodach, przeskakiwal po dwa stopnie, nie potrafiac pozbyc sie wizji, w ktorej Snape lapie go i wyrzuca za drzwi za to, ze sie spoznil. I caly plan szlag trafi!
Przyspieszyl jeszcze bardziej, probujac przeskakiwac az po trzy stopnie. Balansowal niebezpiecznie na krawedziach schodow, tylko od czasu do czasu lapiac porecz jedna reka, poniewaz musial podtrzymywac ksiazki, aby mu nie wypadly. W pewnym momencie niewiele zabraklo, a podrecznik do Eliksirow wysliznalby mu sie z rak. Harry puscil porecz, zlapal wysuwajaca sie ksiazke i w tym momencie jego noga zapadla sie w znajdujacy sie w schodach falszywy stopien, ktory zupelnie przeoczyl. Calym impetem i szybkoscia polecial do przodu, ksiazki wypadly mu z rak i
