Zaparl sie druga noga, nie zwazajac na pieczenie w kolanie, zlapal sie poreczy i zaczal ciagnac i szarpac, probujac uwolnic stope. Ale ta ani drgnela. Jedynym skutkiem byl coraz wiekszy bol w zranionej nodze. Skandujacy mu nad glowa duch doprowadzal go do coraz wiekszej furii. Stopa ani drgnela, nie mogl uzyc rozdzki i mial wrazenie, ze zaraz zwariuje. Czul, ze wszystko wymyka mu sie spod kontroli.
I wtedy przypomnial sobie niemal identyczna sytuacje z czwartego roku. Przez chwile mial ochote walnac sie reka w czolo.
Oczywiscie!
- Zgredku! - krzyknal w eter i niemal podskoczyl, kiedy w tej samej chwili z glosnym trzaskiem tuz obok niego zmaterializowal sie skrzat.
- Och, jakze Zgredek sie cieszy, ze Harry Potter go wezwal! Czy Harry Potter zyczy sobie czegos? Zgredek posluszny, Zgredek zrobi wszystko dla Harry'ego Pottera - paplal skrzat, wpatrujac sie w Gryfona z niemal boskim uwielbieniem.
- Po pierwsze, Zgredku, czy moglbys mnie uwolnic? - zapytal wskazujac na swoja uwieziona noge. Byl coraz bardziej zmeczony cala ta sytuacja. Chcial sie po prostu stad wydostac i pojsc do Snape'a. Czy to az tak wiele?
Zgredek obrzucil szybkim spojrzeniem uwieziona noge Harry'ego i pstryknal palcami.
Harry mial wrazenie, jakby drewno sie rozsuwalo, uwalniajac jego stope. Ostroznie wyciagnal ja z otworu i postawil na stopniu ponizej. Skrzywil sie, kiedy poczul niewyobrazalnie piekacy bol.
- Och. Harry Potter ranny! Harry Potter musi pojsc do skrzydla szpitalnego, zeby opatrzyli mu noge! Zgredek moze pomoc!
- Nie, nie trzeba, Zgredku. - Harry zamachal rekami, probujac powstrzymac paplanine skrzata. - Dziekuje za pomoc. Nic mi nie bedzie, naprawde, to tylko drobne zadrapanie.
- Potter-ciamajda...
Harry zacisnal powieki, slyszac po raz kolejny skrzeczacy glos Irytka.
- Ale mam jeszcze jedna prosbe, Zgredku. Czy moglbys odnalezc Krwawego Barona i powiedziec mu, ze Irytek go szuka?
Duch zamilkl tak nagle, jakby ktos zatkal mu usta pufkami.
- Ty podstepny, przebrzydly kretynie! - zaskrzeczala zjawa. - Nie szukam go! Wcale nie szukam! Nie jego! NIEEE!
- Oczywiscie! Zgredek spelni kazda prosbe Harry'ego Pottera! - odparl skrzat, ignorujac przerazone wrzaski Irytka, po czym zniknal.
Harry obejrzal sie na obrzucajacego go przeklenstwami ducha, ktory wywinal kilka koziolkow i wyjatkowo szybko zniknal w najblizszej scianie.
Westchnal, rozkoszujac sie cisza, ktora nareszcie zapadla i sprobowal sie podniesc. Nie bylo to latwe. Na prawa noge ledwie mogl chodzic, a lewa takze byla poobijana. Spodnie na kostce byly rozdarte i przez porwany material zobaczyl zakrwawiona szrame, ktora otaczala zdarta skora. Nie wygladalo to zbyt dobrze, ale nie mogl teraz pojsc do skrzydla szpitalnego, bo w ogole nie udaloby mu sie juz dzisiaj dotrzec do Snape'a. Nie byl tak dobry w magii uzdrawiajacej jak Hermiona, nie potrafil wyleczyc nawet siniaka, a co dopiero czegos takiego, dlatego pozostalo mu tylko zacisnac zeby, zebrac swoje ksiazki, podniesc z podlogi rozdzke i utykajac, ruszyc do lochow.
Kiedy dotarl na parter, schowal sie za posagiem wscieklego ghula, zarzucil na siebie peleryne niewidke i mozolnie powedrowal dalej. Przy kazdym kroku musial zaciskac zeby, aby nie pojekiwac i nie wydac z siebie zadnego innego dzwieku. Droga do lochow zajela mu dwa razy wiecej czasu niz normalnie i z kazdym kolejnym krokiem coraz
