- Wiele razy sie zastanawialem... czy miales cos wspolnego ze zniknieciem Malfoya?
Severus poruszyl sie, jakby wyrwany z letargu.
- To nie powinno cie interesowac - odparl kwasno, odwracajac glowe w strone ognia. Jakiez to bylo dla niego typowe, pomyslal Harry. Zawsze, kiedy chcial go zbyc albo nie mial ochoty odpowiadac na pytanie, odwracal glowe w inna strone, jakby chcial w ten sposob uciac wszelkie dyskusje. To bylo irytujace.
- Ale interesuje - powiedzial Harry z naciskiem, postanawiajac chociaz ten jeden jedyny raz nie pozwolic zbyc sie tak latwo. - Wiem, ze to on i jego przyglupi kumple mnie napadli, nawet pomimo tego, ze zaslonili mi oczy. My spotkalismy sie wczesniej i... Malfoy powiedzial cos, co mnie bardzo zdenerwowalo. Chcialem sie na nim odegrac, chcialem go tak bardzo zranic, ze nie panowalem nad slowami i... powiedzialem mu straszne rzeczy. O jego ojcu i w ogole. Nigdy nie zapomne nienawisci, ktora zobaczylem wtedy w jego oczach. Wiem, ze nie powinienem byl mu tego mowic, ale bylem tak bardzo wsciekly... I zastanawiam sie, czy to nie jest troche moja wina...
Severus zmarszczyl brwi i pochylil sie nieco do przodu, splatajac palce.
- Potter. Malfoy byl juz niemal doroslym, odpowiadajacym za swoje czyny czarodziejem. Powinien liczyc sie z konsekwencjami kazdego swojego kroku. To jest podstawa przetrwania w naszym swiecie. Jezeli zapomnial chociaz na chwile o pewnych regulach, to niestety, ale musial poniesc konsekwencje. To byl jego wybor i jego dzialania. Nie ty jestes odpowiedzialny za cale zlo tego swiata, wiec przestan sie, do cholery, za wszystko obwiniac.
Harry wpatrywal sie w niego szeroko otwartymi oczami. Coz, wiedzial, ze Snape prawdopodobnie ma racje, ale zdumialo go to, ze mezczyzna az tak sie zirytowal. Moze i nie odpowiedzial mu wprost na postawione pytanie, ale to wystarczylo, aby Harry mial na ten temat konkretna opinie.
Tak, Severus zdecydowanie mial cos wspolnego ze zniknieciem Malfoya. A nawet, podejrzewal, bardzo duze cos.
Jednak to nie byl czas na roztrzasanie takich nieprzyjemnych spraw. W koncu zostalo im tylko pare wspolnych dni i Harry wolal je spedzic w zdecydowanie przyjemniejszej atmosferze. Usmiechnal sie wiec beztrosko:
- Juz dobrze, wcale sie nie obwiniam. Tak po prostu sie zastanawialem... - Obserwowal, jak mezczyzna odchyla sie w swoim fotelu i kiedy wpatrywal sie w powoli rozpogadzajaca sie twarz Mistrza Eliksirow, w jego umysle zrodzilo sie pewne pytanie. Pytanie, ktorego jeszcze nigdy mu nie zadal i w zasadzie sam nie wiedzial, dlaczego, poniewaz juz setki razy sie nad tym zastanawial. Poslal mu lobuzerski usmiech i zapytal:
- Ciekaw jestem... co by sie stalo, gdybys to ty wypil ten eliksir? Jakie jest twoje najwieksze pragnienie?
Oczy Snape’a rozswietlil nagly, krotki rozblysk, kiedy odwrocil glowe w strone biblioteczki. Przygladal jej sie przez chwile, po czym powoli odwrocil sie z powrotem w strone Harry'ego. Jego oczy znow byly czarne jak tafla jeziora w czasie bezwietrznej nocy, a twarz nieczytelna.
- Ja niczego nie pragne, Potter - odparl twardo z gorycza w glosie i Harry byl naprawde zaskoczony sposobem, w jaki to wymowil. A jeszcze bardziej zaskoczyla go reakcja Snape'a na to jedno proste, niewinne pytanie. Severus spial sie caly i wygladalo na to, ze jego dobry nastroj prysnal niczym banka mydlana. - Jestem teraz zajety, Potter - rzucil nagle, zrywajac sie z fotela i odwracajac w strone swojej sypialni - wiec mam nadzieje, ze sam trafisz do wyjscia. Zegnam. - Po tych slowach ruszyl naprzod i w kilku krokach opuscil pomieszczenie, a jedyne, co Harry otrzymal na pozegnanie, to glosny trzask drzwiami.
Zostal sam, nie majac bladego pojecia, co tez takiego powiedzial i co znowu ugryzlo Snape'a. Pokrecil z niedowierzaniem glowa, czujac w myslach calkowity zamet. Naprawde czasami w ogole nie potrafil zrozumiec tego czlowieka...
Siedzial jeszcze przez pare chwil w opuszczonym salonie, probujac zignorowac uczucie niepokoju,
