zajety, Potter - syknal mezczyzna, a wscieklosc w jego glosie wydawala sie az kasac. - Ale widocznie jestes zbyt arogancki i bezczelny, aby to uszanowac. - Snape wywlokl go przez drzwi pomieszczenia i pociagnal za soba przez caly gabinet, sciskajac jego ramie tak mocno, iz Harry byl pewien, ze zostana siniaki. - A teraz wynos sie. Jezeli masz do mnie jakas sprawe, to przyjdz jutro. I jezeli jeszcze raz zlekcewazysz moje slowa, to zle sie to dla ciebie skonczy. - Mistrz Eliksirow wypchnal go na korytarz i zatrzasnal drzwi, a echo ponioslo ten dzwiek daleko po rozleglych korytarzach opustoszalych lochow.
Harry odwrocil sie i oparl plecami o sciane, poniewaz nogi odmowily mu posluszenstwa. Mial wrazenie, ze jego glowa zaraz eksploduje. Przez chwile tylko dyszal ciezko, probujac uspokoic rozszalale serce i uczucie, jakby cos go mialo zaraz rozerwac na strzepy od srodka.
Snape jest Smierciozerca!
To nie chodzi o to, ze o tym nie wiedzial, ale teraz... kiedy zobaczyl to na wlasne oczy, stalo sie to takie... zatrwazajaco prawdziwe.
Wiedzial, ze Severus jest szpiegiem Zakonu, a jako szpieg musi byc darzony absolutnym zaufaniem Voldemorta i pozostalych Smierciozercow. I dlatego zmuszony jest robic wszystko, co mu kaza, ale... zawsze staral sie o tym nie myslec, ignorowac to. Co z oczu, to z serca, jak to sie mowi. A teraz to widzial... widzial zakrwawiona maske, znienawidzona szate i poczul, jakby to, co staral sie wypierac, otworzylo sie nad nim i spadlo na niego z niesamowita sila.
Wzial drzacy oddech, zarzucil na siebie peleryne niewidke i powoli ruszyl w droge powrotna do dormitorium.
Dopiero teraz do jego swiadomosci zaczely przedzierac sie pewne fakty, ktorych wczesniej nie potrafil, nie chcial, lub tez nie byl w stanie do siebie dopuscic. Nigdy wczesniej nie zastanawial sie, nie tak naprawde, nad tym 'drugim' zyciem Severusa... Gdzies tam, daleko od swoich skapanych w polmroku komnat, daleko od bezpiecznego Hogwartu, daleko od dlugich, szkolnych korytarzy i biegajacych po nich beztrosko uczniach, daleko od Harry'ego... Wsrod nienawisci, bladolicego strachu, wrzaskow bolu, skowytu konajacych, wsrod zawisci, rozpaczy oraz rozrywajacego umysl, pozbawionego wszelkich odczuc i zahamowan smiechu...
Prawde powiedziawszy, to Harry nie sadzil, aby on potrafil zyc w taki sposob. Podejrzewal, ze albo by oszalal, albo stal sie takim samym pozbawionym skrupulow morderca, jak wszyscy pozostali. Czlowiek, chocby nie wiadomo jak silny i odporny psychicznie, po pewnym czasie zacznie 'przesiakac' obecnymi w powietrzu silnymi emocjami, wchlaniac je i odbierac jako swoje wlasne, nie odrozniajac ich juz od siebie.
Ale Severus byl... Severusem Snape'em. Byl przeciez kims, kto potrafi zrobic ze swoim umyslem wszystko. Przynajmniej sam tak utrzymywal. Harry pamietal te rozmowe.
Nie wierzyl w to. Chcial w to uwierzyc, naprawde chcial, ale nie potrafil. Jak mozna wmowic sobie, ze jest sie pozbawionym skrupulow morderca? Albo, ze sie kogos kocha? Nikt nie potrafil az tak dobrze udawac. Ale skoro Severusowi udalo sie oszukac nawet Voldemorta...
Harry zatrzymal sie nagle.
A jezeli on go wcale nie musial oszukiwac? Jezeli robi to wszystko naprawde? Jezeli sprawia mu to przyjemnosc?
Zimny dreszcz przebiegl mu po plecach.
Nie, nie moze przeciez tak myslec. To Severus!
Byly Smierciozerca... - podpowiedzialo mu sumienie. - Ktos, kto uwielbia zadawac bol...
Niewazne! Ale nalezal do niego! Tylko do niego! Patrzyl na niego w taki sposob, ze Harry tracil oddech, dotykal go, tak lagodnie i ostroznie... Pamietal to, pamietal kazdy pocalunek, kazde spojrzenie, kazdy gest. Ktos, kto ma w sobie jedynie mrok, nie potrafilby rozpalac sie takim jasnym plomieniem. A zreszta...
Harry ruszyl ponownie, usmiechajac sie lekko do swoich mysli.
