Wiedzial, ze nie moze sie tak zachowywac. Ze chowanie glowy w piasek nic nie pomoze. Severus byl dla niego najwazniejsza osoba na swiecie i cokolwiek robi dla Voldemorta... nie powinno to ingerowac w ich prywatne sprawy. Nie moze pozwolic, aby Voldemort zniszczyl to, co z takim wysilkiem udalo mu sie wypracowac. Aby niszczyl to kruche cos, ktore bylo pomiedzy nimi.
Musi do niego dzisiaj pojsc. Musi mu pokazac, ze sie nie przestraszyl. Ze wie i rozumie.
Musi to zaakceptowac.
***
Zbyt dlugo sie wahal. Obawial sie, ze Snape znowu go wyrzuci, ze bedzie na niego wsciekly za wczorajszy wybryk. W koncu, jakby nie patrzec, naprawde zachowal sie bezczelnie. Ale z drugiej strony - mezczyzna powiedzial, zeby przyszedl dzisiaj.
Nie widzial go przez caly dzien. Severus nie pojawil sie na zadnym posilku i Harry z jednej strony odczuwal ulge, a z drugiej coraz wieksze zaniepokojenie.
Kiedy zegar w Pokoju Wspolnym wybil godzine dziewiata, w koncu sie zdecydowal. Zlapal peleryne niewidke i zszedl do lochow, starajac sie nie myslec o niczym, co mogloby sprawic, ze zawroci. Zatrzymal sie przed drzwiami i stal tam przez chwile, wpatrujac sie z wahaniem w ciemne drewno. W koncu jednak go dotknal. Wszedl ostroznie do gabinetu, czujac dziwna ulge, poniewaz skoro Snape nie zdjal z drzwi tego zaklecia, dzieki ktoremu Harry mogl wchodzic swobodnie, to moze nie jest na niego az tak bardzo zly.
Przed zapukaniem w kolejne wrota poczekal jednak nieco dluzej, probujac wymyslic jakies sensowne slowa, ktorych moglby uzyc na poczatku, ale nic nie przychodzilo mu do glowy. Coz, w takim razie bedzie musial powiedziec po prostu to, co mysli.
Zapukal i odczekal chwile, a jego serce podskoczylo gwaltownie, kiedy klamka poruszyla sie wreszcie i w drzwiach stanal Severus. Wysoka, mroczna postac, patrzaca na niego spod przymruzonych powiek twardym wzrokiem, z ktorego Harry nie potrafil w tej chwili zupelnie nic wyczytac.
- Ee... - Przelknal sline. Coz, to by bylo na tyle, jezeli chodzi o uzewnetrznienie tego, co myslal. Zawsze, kiedy Severus patrzyl na niego takim wzrokiem, wszystko wyparowywalo mu z glowy. - Ja chcialem... Mam nadzieje, ze ci nie przeszkadzam. Moge wejsc? - Tak, to bylo chyba w porzadku. Zadnego 'Hej, wiem, ze jestes Smierciozerca, ale mi to nie przeszkadza, naprawde, moge wejsc?'.
Severus bez slowa uchylil drzwi i wpuscil go do srodka. Kiedy Harry przekroczyl prog, jego oczy mimowolnie powedrowaly ku oparciu fotela, na ktorym wczoraj zobaczyl maske i szate. Bylo puste.
- Nieco pozno, jak na wizyte - mruknal Severus, siadajac w swoim fotelu. Harry dostrzegl na stoliku w polowie oprozniona butelke bursztynowego plynu. - Co cie powstrzymywalo? Strach przed Cruciatusem? - Spojrzenie czarnych oczu przeszylo go na wylot i Harry zadrzal.
Severus i jego bezposredniosc.
- N-nie - wydukal. - Ja tylko... nie wiedzialem, czy moge, czy... - Och, do diabla z tym! - Posluchaj... - zaczal, podchodzac do drugiego fotela i opadajac na niego, przez caly czas bedac sledzonym przez to przeszywajace spojrzenie. - Wiem, ze...
- Och, daruj to sobie, Potter - prychnal Severus. - Obawiam sie, iz doskonale wiem, co chcesz powiedziec. 'Wiem, co robisz i nie chce miec z toba nic wspolnego', tak? Zloty Chlopiec nareszcie przejrzal na oczy i zrozumial, z kim sie zadaje. - Mezczyzna siegnal po szklanke i wzial kilka duzych lykow.
Harry najezyl sie.
- Wcale nie to chcialem powiedziec - wycedzil. - I nie nazywaj mnie Zlotym Chlopcem! Nie znosze tego.
