- Jak nasza mala znakomitosc sobie zyczy - odparl mezczyzna z szyderczym prychnieciem i wzial kolejny lyk.
I wtedy do Harry'ego cos dotarlo. Severus byl pijany. Albo niewiele go od tego stanu dzielilo. Coz, trzezwy Snape byl trudnym rozmowca, ale pijany to juz zupelnie nowy poziom trudnosci. Zaawansowany.
Westchnal i sprobowal od poczatku.
- Jezeli tylko pozwolisz mi dojsc do slowa, to wszystko ci wyjasnie - powiedzial, obserwujac uwaznie reakcje mezczyzny, ale twarz Snape'a zdawala sie byc calkowicie pozbawiona wyrazu. Tak, jakby bylo mu wszystko jedno. Albo jakby za wszelka cene probowal sprawic, aby tak bylo. - Nie oceniaj mnie tak pochopnie. To prawda, na poczatku sie przestraszylem, ale potem duzo nad tym myslalem i wiem, ze... robisz to, bo musisz. Nie jestem juz dzieckiem. Potrafie zrozumiec pewne sprawy. Jestes szpiegiem i musisz robic to, co Voldemort ci kaze. Potrafie takze zrozumiec, dlaczego starales sie to przede mna ukrywac. I mysle, ze potrafilbym tez zrozumiec, gdybys... gdybys robil to celowo. To znaczy... - Juz sam nie wiedzial, co chce powiedziec, szczegolnie, ze w oczach Severusa pojawilo sie cos bardzo nieprzyjemnego. - Wiem, ze kazdy czlowiek ma swoja dobra i mroczna strone. I czasami jedna z nich staje sie silniejsza. Ale niezaleznie od tego, ktorej jest wiecej, chcialbym, abys wiedzial, ze... akceptuje obie. - Jego wlasne slowa zaskoczyly go. Ale chyba nie tak, jak Severusa, ktorego brwi uniosly sie gwaltownie. Harry nie potrafil juz jednak powstrzymac tego, co wyplywalo przez jego usta. - Chce tez, zebys wiedzial, ze bez wzgledu na to, co zrobisz i co sie stanie... ja zawsze bede po twojej stronie. Przy tobie.
W pomieszczeniu zapanowala cisza. Severus wpatrywal sie w niego na wpol niedowierzajacym, na wpol badawczym spojrzeniem, a Harry probowal wytrzymac ten wzrok, ktory zdawal sie dotykac wszystkich jego nerwow. W koncu, po czasie, ktory wydawal sie byc wiecznoscia, mezczyzna oderwal to przenikliwe spojrzenie i ponownie napil sie whisky.
- Po mojej stronie? Bez wzgledu na wszystko? - prychnal, a w jego glosie pojawilo sie cos bardzo, bardzo nieprzyjemnego, Harry nie potrafil jednak tego nazwac, pomimo ze jego skora zareagowala na to pelzajacymi po niej ciarkami. - W zyciu nie slyszalem takiego steku klamstw - wycedzil lodowato.
Harry poczul buzujaca zlosc.
- To nie sa klamstwa! - zaprzeczyl podniesionym glosem. - Ja naprawde tak uwazam. Ale jezeli mi nie wierzysz, to juz twoja sprawa.
- Zobaczymy - parsknal Severus. - Przypomne ci o tym w odpowiednim momencie. - Wymowil to w taki sposob, jakby cala ta sytuacja niezwykle go bawila. Jakby Harry powiedzial mu jakis zart, a nie wyznal przed chwila czegos, nad czym myslal bez przerwy przez ostatnie dwadziescia cztery godziny i do czego potrzebowal naprawde duzo odwagi i dobrej woli. Swiadomosc tego sprawila, ze cos go w srodku zabolalo. I to bardzo.
- Dlaczego zawsze musisz byc takim wrednym, upartym, wszystko-lepiej-wiedzacym dupkiem? - warknal Harry, majac juz dosyc tego kpiacego tonu.
- Dlatego, ze ty chyba nie zdajesz sobie sprawy z tego co mowisz, chlopcze! - Snape podniosl glos, wbijajac w niego tak ostre spojrzenie, iz niemal kaleczylo. - I dlatego, ze potrafie przewidziec pewne konsekwencje i pewne reakcje i uwierz mi, nie ma wsrod nich miejsca na jakakolwiek akceptacje czegokolwiek.
- O czym ty mowisz? - zapytal Harry, mruzac oczy.
- O zyciu, Potter. O ludzkich wyborach. O emocjach. Nazwij to jak chcesz. A teraz wynos sie i zostaw mnie samego. Nie potrzebuje twoich gornolotnych zapewnien, ktorych jedyna trwala cecha jest ich naiwnosc.
O nie, nie wyrzuci go tak szybko!
- Myslisz, ze tak latwo sie mnie pozbedziesz? Nawet o tym nie mysl! - odparowal Harry. - W porzadku. Mysl sobie co chcesz. Chcialem po prostu, zeby pomiedzy nami bylo jak wczesniej. Zebys nie zachowywal sie tak, jakby ci nie zalezalo. - Coz, rownie dobrze moze postawic sprawe jasno. - Nie klocmy sie juz. Prosze.
