- Dobry wieczor, Severusie.
* 'Snuff' by Slipknot
--- rozdzial 41 ---
41. Break me
Trembling, crawling across my skin
Feeding your cold, dead eyes
Stealing the life of mine
I believe in you
I can show you that I can see right through
All your empty lies*
Czy moglbym przyjsc teraz do ciebie, Severusie?
Harry otworzyl oczy i kolejny raz spojrzal na lezaca obok niego na lozku Mape Huncwotow. Bylo kilka minut przed poludniem. Godzine temu widzial, jak Snape wszedl do swojego tajnego laboratorium i zaszyl sie w nim niczym bahanki w starych, wylinialych zaslonach w domu przy Grimmauld Place 12, ktore razem z Hermiona i rodzina Weasleyow usuwali przy pomocy Bahanocydu. Wydarzenia te jednak wydawaly mu sie tak odlegle, jakby mialy miejsce w innym zyciu. Jednak kiedy poczul, ze trzymany w reku kamien rozgrzewa sie, jego mysli szybko powrocily do chwili obecnej.
Nie mam teraz czasu, Potter. Nie przeszkadzaj mi.
Harry westchnal gleboko, wpatrzony w rozzarzone litery i pochylil sie, podpierajac twarz dlonia w pozie Mysliciela widzianego kiedys w jednym z albumow o sztuce, ktore namietnie kolekcjonowala ciotka Petunia, aby moc pochwalic sie nimi sasiadom, a do ktorych nigdy nawet nie zagladala.
Sciskajac kamien w dloni i czujac splywajaca po plecach fale zawodu, nie potrafil powstrzymac wysylanych mimowolnie chaotycznych mysli:
To... szkoda... Ja tylko... tak bardzo tesknie i pomyslalem... ze chcialbym sie do ciebie przytulic. Ale to juz niewazne. Przepraszam.
Cholera!
Wypuscil klejnot z dloni i pozwolil, aby opadl na posciel.
Jak zwykle wyszedl na glupka. Ale to nie jego wina, ze tak rozpaczliwie chcial z Severusem porozmawiac. Dzisiejszej nocy prawie nie spal, zastanawiajac nad wszystkim, co sie ostatnio pomiedzy nimi wydarzylo i od kiedy tylko otworzyl oczy, myslal tylko o tym, aby jak najszybciej pojsc do niego i powiedziec mu to wszystko... to wszystko, co...
Niech to szlag!
Severusa nie bylo na sniadaniu i Harry nie widzial go od wczoraj, od czasu tego... dziwacznego spotkania w sali Runow.
Dopiero, kiedy niczym pijany wrocil juz do siebie, majac w glowie taki metlik, iz podejrzewal, ze Wezel Gordyjski przy nim to zaledwie niewielki supelek, kiedy z westchnieniem opadl na lozko, wcisnal twarz w poduszke, zamknal oczy i pozwolil swoim myslom plynac swobodnie... dopiero wtedy byl w stanie przeanalizowac wszystko, co zaszlo.
Snape go przeprosil. W koncu. No, powiedzmy, ze przeprosil. A przynajmniej powiedzial cos, co w jego slowniku zapewne uchodziloby za przeprosiny, gdyby mezczyzna w ogole znal takie slowo. I Harry wiedzial, ze z pewnoscia musialo go to wiele kosztowac...
Byl jednak w tamtej chwili tak pochloniety swoim zalem, ze w ogole tego nie zauwazyl. Ale, biorac wszystko pod uwage... czy naprawde powinien reagowac az tak emocjonalnie? Bo, powiedzmy sobie szczerze, nie obudzil sie nagle z reka w kociolku. Znal Severusa juz na tyle dobrze, aby... moze nie zrozumiec, ale przynajmniej [i]przewidziec[/i] jego zachowanie. Nie pierwszy i nie ostatni raz Snape powiedzial cos, co go zranilo. Czy powinno go to az tak zabolec?
