To jedno ciche slowo sprawilo, ze Harry zamilkl, a jego serce zalala wdziecznosc tak gleboka, iz niemal zadrzal z ulgi. Severus rozumial. Nie zamierzal sie z niego nasmiewac. Nie. On... patrzyl na niego w taki sposob i Harry mial wrazenie, ze nigdy tak naprawde nie widzial takiego spojrzenia. Ono zdawalo sie go oplatac i kolysac. I siegac gleboko, bardzo gleboko. I naprawde nie potrzebowal zadnych slow, aby czuc te sile, ktora z niego emanowala. Sile i cos jeszcze...
Pewnosc.
Usmiechnal sie.
Niczego wiecej nie potrzebowal.
***
Severus Snape golil sie w swym trzydziestosiedmioletnim zyciu juz wiele razy. Niemal codziennie. Lubil to robic powoli, dokladnie planujac kazdy ruch nadgarstka. Byl to swego rodzaju rytual, ktorego nikt i nic nie moglo przerwac. I nigdy, przenigdy sie nie zacial.
Dzisiaj rowniez staral sie wykonac ten rytual. Jedynym problemem bylo to, ze jego oczy raz po raz mimowolnie wedrowaly w strone bioracego prysznic w polprzezroczystej kabinie Pottera. Lazienka byla duza i przestronna i ze swego miejsca przy umywalce widzial odbita w lustrze kabine i stojaca w niej naga sylwetke. Do jego uszu docieraly odglosy plynacej wody i nieregularnego chlapania.
Po paru chwilach przeniosl wzrok z powrotem na swoje odbicie w lustrze. Surowe i odpychajace jak zawsze. Zmarszczone brwi i skrzywione usta nadawaly mu wyglad dzikiego zwierzecia, ktore w kazdej chwili moze odgryzc noge. Teraz jednak czesc jego brody i prawy policzek pokryte byly kremem. Zmarszczyl brwi jeszcze bardziej i powrocil do rytualu, przykladajac ostrze do policzka i powoli, z wyczuciem przesuwajac je w dol.
Wtedy odglos plynacej wody ucichl i drzwi kabiny rozsunely sie. Wydawalo sie, ze w tym momencie Severus jeszcze mocniej wbil spojrzenie w swoje odbicie i w przesuwajace sie po skorze ostrze, jakby nic go poza tym nie interesowalo. W koncu jednak wydal z siebie cichy syk, tak jakby w koncu sie poddal, i jego wzrok spoczal na stojacej przed kabina sylwetce Pottera. Chlopak konczyl wycierac wlosy zielonym recznikiem Slytherinu, jego nagie cialo lsnilo od wody, krople nadal splywaly po miekkiej, jasnej skorze, wciaz tak gladkiej i swiezej, jakby nikt nigdy jej jeszcze nie dotykal. Wiotki penis i dwa okragle jadra kolysaly sie lekko pomiedzy udami, gdy pelnymi wigoru ruchami wycieral wlosy. Kiedy skonczyl, zawiesil recznik na ramionach i odrzucil wlosy do tylu. Mokre kosmyki wydawaly sie o wiele ciemniejsze niz zwykle. Skleily sie i przywarly do bladego czola, tworzac niesamowity kontrast. Jednak wszystko, absolutnie wszystko wydawalo sie wyblakle i nijakie w porownaniu z tymi duzymi, zielonymi, lsniacymi oczami. Teraz, bez okularow, w otoczeniu czerni wlosow i bladosci skory, bily takim blaskiem, jakby ktos nagle zdjal z nich zaciemniajace je szyby. A w polaczeniu z lagodnym, rozmarzonym usmiechem, ktory nie znikal z jego twarzy ani na chwile, od kiedy tylko wstal, wydawaly sie tak... soczyste i zywe.
I wtedy to sie stalo. Severus Snape sie zacial.
- Cholera! - zaklal pod nosem, patrzac ze zloscia, jak na jego brodzie pojawia sie czerwona plama.
- Severusie? - Glos Pottera byl zaniepokojony. Podszedl blizej, stapajac po kafelkach bosymi stopami. - Cos sie stalo?
Severus oplukal zakrwawione ostrze i spojrzal na krople krwi splywajaca po brodzie.
- Nic takiego - mruknal pod nosem, chociaz wygladal raczej jak ktos, kogo niewiele dzieli od zamordowania kogos. Najlepiej siebie samego.
Potter stanal tuz obok i w nozdrza mezczyzny buchnal intensywny zapach wanilii i czekolady. Powinien skrzywic sie z odraza, czujac tak odurzajaco slodka mieszanke, ale mimowolnie odwrocil do niego glowe, zamknal oczy i wciagnal ten zapach gleboko w pluca. Won Pottera. Zawsze ten sam, obrzydliwie rozkoszny zapach, unoszacy sie wokol chlopaka
