byli jego najlepsi przyjaciele i nie wyobrazal sobie, ze mialby ich kiedykolwiek stracic.
- Nie wydaje mi sie, Hermiono. Wolalbym raczej sam wymyslac takie przedmioty. - Poklepal sie po kieszeni. - Robic cos, co ulatwiloby ludziom funkcjonowanie. Cos, co mogloby sie komus przydac.
Dziewczyna przestala sie smiac i teraz wpatrywala sie w niego lagodnie lsniacymi, orzechowymi oczami.
- Och, Ron... - szepnela i pochylila sie do przodu, przyciskajac miekkie wargi do jego zaskoczonych ust. Rudzielec oblal sie plomiennym rumiencem.
Harry wpatrywal sie w nich szeroko otwartymi oczami.
Coz, to bylo nieco... zaskakujace. Co prawda, widzial jak niesmialo calowali sie podczas imprezy bozonarodzeniowej w Hogsmeade, ale pomiedzy pijackim migdaleniem sie, a jak najbardziej powaznym pocalunkiem na oczach calego domu, byla jednak ogromna roznica i Harry mial niemile wrazenie, jakby cos go ominelo.
- Ekhem... - odezwal sie w koncu, nie bardzo wiedzac, co chce powiedziec, byle tylko odlepili sie w koncu od siebie. - Ja... to znaczy... chyba cos przegapilem - wydukal, patrzac to na jednego, to na drugiego i mrugajac.
Hermiona zerknela na Rona i usmiechnela sie. Wygladala na nieco zawstydzona.
- Harry, my... - zaczal niepewnie Ron.
- ...jestesmy razem - dokonczyla Gryfonka.
- No, tyle to zauwazylem - powiedzial z naciskiem Harry. Wcale nie chcial, zeby wyszlo tak ostro, kiedy zobaczyl sploszone spojrzenia przyjaciol. - Ale... jak? Zawsze sie klociliscie.
- To nie jest takie proste - powiedziala cicho Hermiona, zagryzajac warge. - Po prostu... czasami zauwazasz, ze osoba, ktora wzbudza w tobie najwieksze emocje, jest osoba, bez ktorej nie wyobrazasz juz sobie zycia. I odkrywasz, ze tak naprawde to, co cie w niej irytuje, jest jednoczesnie tym, co w niej uwielbiasz. Ze klotnie i sprzeczki to tak naprawde oznaka ogromnego zaangazowania emocjonalnego.
Harry gapil sie na nia z otwartymi ustami. Spojrzal na Rona, szukajac potwierdzenia.
- To prawda, stary. Jak sie wtedy upilem, to nagle... tak jakby... tak jakby cos sie we mnie otworzylo i... no wiesz. - Zerknal niepewnie na Hermione. Wygladal, jakby przepraszal za swoje uczucia i Harry'emu zrobilo sie nagle bardzo glupio.
Przeciez maja prawo byc razem. Maja prawo byc szczesliwi. Dlaczego wiec czul w sercu taki dziwny uscisk? Sam zachecal Rona, sam popychal go do dzialania podczas imprezy. Ale wtedy jakos nigdy nie pomyslal, ze to moze przerodzic sie w cos glebszego. Ze jego najlepsi przyjaciele oznajmia mu nagle, ze sa... para. Ze beda teraz zyli w swoim wspolnym swiecie, do ktorego on nie bedzie mial dostepu. Ze beda dzielili cos, czego on nie bedzie mogl z nimi dzielic. A przeciez do tej pory zawsze wszystko robili razem. A teraz oni czesc rzeczy beda robili sami.
Wiedzial, ze to odczucie wykluczenia jest irracjonalne, ze sam ma przed nimi tajemnice, ale nie potrafil pozbyc sie tego uscisku. Mial wrazenie, jakby wlasnie zakonczyl sie pewien etap w jego zyciu. I poczul sie z tym bardzo, bardzo zle.
- To... super - wydukal w koncu, przyklejajac na twarz sztuczny usmiech.
- Przepraszamy, ze mowimy ci o tym dopiero teraz, ale w pelni to do nas dotarlo dopiero podczas swiat - powiedziala Hermiona, patrzac na niego z niepokojem.
- Spedziliscie razem swieta?
- Nie cale. Przyjechalam dopiero po Bozym Narodzeniu - wyjasnila szybko dziewczyna, jakby probowala wytlumaczyc sie z czegos niewlasciwego.
