- Jak ci minely ferie? - zapytal, usmiechajac sie zachecajaco.
- Uch... d-dobrze - wydukal chlopak. - Spedzilem je z babcia. Jak zwykle.
No tak, przeciez Neville takze nie mial rodzicow. Ostra jak brzytwa, wymagajaca babka byla jego jedyna rodzina. W tym wzgledzie byli do siebie podobni. Zreszta nie tylko w tym.
- Och... - powiedzial nagle Gryfon, a jego oczy rozszerzyly sie, jakby cos sobie wlasnie przypomnial. Cos bardzo, bardzo waznego. - Harry, wiesz, musze ci cos powiedziec. Ja... bylem podczas swiat w Swietym Mungu w odwiedziny u kogos... z rodziny. I nie zgadniesz kogo tam widzialem! - Neville wpatrywal sie w niego blyszczacymi z przejecia, szeroko otwartymi oczami. Harry wzruszyl ramionami i pokrecil glowa, nie majac pojecia, kogo Neville mogl tam spotkac. - Malfoya!
Chlopak poczul nagle, jak na jego zoladek opada jakis ogromny ciezar, a serce zaczyna niemal stepowac.
- Mowisz powaznie? - wydusil w koncu.
Neville pokiwal energicznie glowa.
- Byl w izolatce. Widzialem go tylko przez chwile, bo babcia wolala, zebym sie pospieszyl. Zatrzymalem sie, zeby zawiazac buta, i wtedy jeden z uzdrowicieli wszedl do pokoju obok i zobaczylem blond glowe i jak odwrocilem glowe, okazalo sie, ze to Malfoy! Podszedlem blizej i zajrzalem przez szybe. Mowie ci, to byl on. Lezal tam i wygladal, jakby nie zyl.
Harry zmarszczyl brwi.
- Jak to?
- No... to znaczy mial otwarte oczy i chyba oddychal, ale wpatrywal sie tylko w sufit i w ogole sie nie poruszal. Kiedy magomedyczka podawala mu jakis eliksir, musiala go podniesc i wlac mu go do ust, bo on zachowywal sie i wygladal jak szmaciana lalka. W ogole nie reagowal. Gdyby nie wlosy, to nigdy bym go nie poznal. Byl tak chudy, ze widzialem pod skora jego zyly, a nawet wystajace kosci. I mial takie dlugie, potargane wlosy. To bylo przerazajace. Jak myslisz, Harry, co mu sie stalo?
Chlopak pokrecil glowa, sluchajac przyjaciela z coraz wiekszym niedowierzaniem. Po prostu nie mogl i nie potrafil w to uwierzyc.
Malfoy jako wegetujaca roslinka zamknieta w Swietym Mungu? Przeciez to bylo...
- Okropne - wydusil i dopiero po chwili zorientowal sie, ze powiedzial to na glos. Wzruszyl ramionami, wciaz krecac glowa. - Nie mam pojecia, co mu sie stalo.
- To znaczy... wszyscy mowia, ze to on cie tak wtedy zalatwil, a potem zniknal i...
Harry spojrzal ostro na Gryfona.
- Chyba nie myslisz, ze ja to zrobilem?
- Nie, nie, nie. Oczywiscie, ze nie - odparl szybko Neville, machajac rekami. - Ale ta cala sprawa jest jakas... dziwna.
- Uhm - mruknal chlopak, pograzajac sie we wlasnych myslach.
- Aha, i jeszcze jedno - powiedzial powoli Neville, przypominajac sobie kolejne szczegoly. - Co jakis czas Malfoy otwieral usta, jakby wrzeszczal albo cos takiego, ale chyba mial na sobie zaklecie uciszajace, bo nic nie bylo slychac.
Harry zmarszczyl brwi. Ta cala sprawa naprawde byla zatrwazajaca. Musi koniecznie powiedziec o tym Ronowi i Hermionie!
Ale zaraz... jest przeciez na nich obrazony. Trudno, w takim razie bedzie sie musial 'odbrazic'. I to szybko, poniewaz te rewelacje wprost kasaly jego wnetrznosci i wiedzial, ze nie wytrzyma
