Musi sie pospieszyc! Musi! Inaczej Severus... inaczej on...
Wlozyl jeszcze wiecej sily w ucieranie, jego prawa dlon drzala od wysilku, wzdluz calego ramienia plynely bolesne skurcze, nadwyrezone miesnie odmawialy wspolpracy.
Jest! Ostatnia igla rozpadla sie i zmieszala z sokiem, tworzac gesta, polyskujaca na brazowo i zielono papke. Harry nabral jej palcami i trzesaca sie dlonia ostroznie nalozyl na rane. Severus syknal i poderwal ramie, ale nie cofnal go. Harry przelknal sline i wzial kolejna porcje, ktora najdelikatniej jak potrafil, zaczal wsmarowywac w rane. Staral sie zrobic to jak najdokladniej, aby gesta maz zasklepila wszystkie szczeliny pozostawione przez kly. W momencie, kiedy zielonkawa krew stykala sie z mascia, zaczynala syczec i parowac, jakby byla wypalana. Harry wyskrobal reszte i wklepal ja w rane, tworzac powoli zasychajaca, gruba skorupe. Odlozyl mozdzierz na podloge, lagodnie ujal dlon zranionej reki Severusa i polozyl glowe na kolanach mezczyzny, wpatrujac sie w jego twarz i czekajac.
...
...
Nic!
Zadnej reakcji!
Harry jeszcze nigdy w calym swoim zyciu tak strasznie sie nie bal. Wiedzial, ze musi byc tak samo blady jak siedzacy przed nim mezczyzna. Reka drzala mu tak bardzo, ze jej wibracje odczuwal w calym ciele, tak jakby cierpial na chorobe Parkinsona.
Blagam, blagam, zrobie wszystko...
Jeszcze nigdy z taka pasja nie prosil wszystkich otaczajacych go dobrych duchow o pomoc.
I kiedy panika juz prawie nim zawladnela i zaczelo brakowac mu powietrza, wtedy to dostrzegl...
Na twarzy Severusa, zamiast cierpienia, pojawila sie... ulga, zmarszczki wygladzily sie, a z ust wydobylo sie ciche westchnienie. Tak, jakby bol powoli odplywal. Biala jak papier twarz zaczela nabierac kolorow, oddech stawal sie coraz glebszy i regularniejszy, napiete cialo rozluznialo sie.
Harry poderwal glowe i szeroko otwartymi oczami wpatrywal sie w oblicze Severusa. Mezczyzna powoli uniosl powieki. W zamglonych, czarnych oczach pojawilo sie swiatlo.
Harry wstrzymal oddech, kiedy ciemne spojrzenie spoczelo na nim. Otworzyl usta, ale mial tak duza gule w gardle, ze nie mogl wypowiedziec slowa. Jego serce wciaz walilo jak oszalale i nie moglo sie uspokoic. Scisnal dlon Severusa i z trudem przelknal sline.
- Boli cie cos? - zapytal cicho. Severus pokrecil glowa. Harry poczul, jak po jego skorze splywa chlodna ulga, wyplukujac kasajacy mu wnetrznosci strach.
Udalo sie. Naprawde sie udalo!
Dziekuje, dziekuje!
- Nawet nie wiesz, jak bardzo sie balem, ze... - zajaknal sie i przeniosl wzrok na rane. Masc wsiaknela w skore, a wysuszone fragmenty zamienily sie w pyl i opadly na podloge. Przesunal sie blizej, sciskajac bezwladna dlon jeszcze mocniej. Pochylil sie i zlozyl na niej pocalunek. Potem nastepny. I nastepny. - Nie chce juz nigdy wiecej tak sie o ciebie bac. To bylo straszne...
Severus zyl. Wszystko bylo juz dobrze. Uratowal go.
- Tak sie ciesze - mruczal, pomiedzy pocalunkami. - Nie wiem, co bym zrobil, gdybym cie stracil. Nie moge... nie moge... Prosze, uwazaj nastepnym razem. Opiekowalem sie Krakwatami z
