Kiedy Harry wszedl o dziesiatej wieczorem do Pokoju Wspolnego, wiekszosc uczniow siedziala zasepiona w katach, usilujac odrobic sterty zadan domowych. Wygladalo na to, ze nauczyciele probuja nadrobic zaleglosci w gnebieniu nimi uczniow, ktore powstaly z powodu przerwy swiatecznej. Harry dostrzegl Rona i Hermione nie przy kominku, jak zwykle, ale przy jednym ze stolow pod oknem. Oblozeni ksiazkami i zajeci soba, w ogole nie zauwazyli jego wejscia. Podszedl blizej i odchrzaknal, a wtedy odskoczyli od siebie tak nagle, jakby to, co robili, bylo czyms zakazanym.
Harry poczul pelzajace wzdluz gardla wyrzuty sumienia. Zanim jednak zdazyli go o cokolwiek zapytac, wypalil pierwszy:
- Ja... chcialem wam powiedziec, ze bardzo sie ciesze, ze jestescie, no... razem. To znaczy... - Zarowno Ron, jak i Hermiona wpatrywali sie w niego szeroko otwartymi oczami. Harry odetchnal. - Jestescie moimi przyjaciolmi i chce... chce, zeby pomiedzy nami bylo wszystko w porzadku, a jezeli jestescie ze soba szczesliwi, to.. akceptuje to. Naprawde.
Kiedy skonczyl, nie zdazyl nawet zaczerpnac tchu, poniewaz Hermiona zerwala sie z krzesla i rzucila mu sie na szyje z cichym okrzykiem:
- Och, Harry!
Zrobilo mu sie glupio. Zerknal szybko na Rona, ale przyjaciel tylko usmiechal sie szeroko.
Coz... naprawde nie sadzil, ze jego zdanie ma dla nich az tak duze znaczenie i ze sprawi im tym wyznaniem az taka radosc.
- Czasami zachowujesz sie jak skonczony kretyn - mruknal tylko Ron, kiedy Hermiona w koncu wypuscila Harry'ego z objec.
- Nie, chyba raczej nim jestem - odparl Harry, usmiechajac sie.
- Chcesz odrobic z nami lekcje? - zapytala Hermiona. - Przynieslismy twoje notatki i Ron nawet probowal zaczac pisac twoje wypracowanie z Historii Magii, ale w pore go powstrzymalam.
- Dzieki. A ja wpadlem po drodze do biblioteki i wypozyczylem troche ksiazek, ktore nam sie przydadza na Eliksirach.
Hermiona zaklaskala.
- Fantastycznie, Harry! Pokaz! Moze jeszcze ich nie czytalam.
Siedzacy za nia Ron przewrocil oczami i Harry rozesmial sie. Czul sie tak, jakby z jego serca spadl ogromny, przygniatajacy je ciezar i nareszcie mogl odetchnac. Wszystko znowu bylo jak dawniej.
*
Harry'emu udalo sie jeszcze tego samego dnia zlapac Ginny i poprosic ja o to, aby zaprowadzila go do Grega, poniewaz ma do niego wazna sprawe. Spotkal sie z nim sam na sam w czwartek po obiedzie i wyjasnil dokladnie, na czym polega problem. Nie chcial mieszac w to siostry Rona, poniewaz podejrzewal, ze probowalaby bronic Anastassy i tlumaczyc, ze to nie jej wina, ze sie zakochala i ze Harry przesadza. Ale dziewczyny nie rozumialy pewnych spraw. Gregory obiecal, ze sprobuje wytlumaczyc swojej siostrze, ze nie powinna sie tak zachowywac i przeprosil za nia. Nie obiecal, ze cos to da, ale powiedzial, ze zrobi, co w jego mocy. A Harry mial szczera nadzieje, ze to wystarczy.
To bylo naprawde mile, ze Snape byl o niego tak zazdrosny, ale czasami troche przesadzal, a Harry nie chcial miec tej smarkuli na sumieniu, jezeli Severus w koncu naprawde sie wkurzy i wyrzuci ja ze swoich zajec pod jakims blahym pretekstem albo zacznie utrudniac jej zycie swoja podloscia. A Harry wiedzial, ze bylby do tego zdolny.
***
W piatek znowu to sie wydarzylo.
Harry siedzial nad mapa, wpatrujac sie w dwie poruszajace sie po Hogwarcie kropki i zaciskajac zeby z bezsilnej zlosci. Nott i Snape wyszli z
