Rozmawiali jeszcze o wielu innych rzeczach, Snape dal Harry'emu kilka ksiazek, ktore beda mu potrzebne przy pisaniu wypracowania na piatkowe Eliksiry, a nawet pozaznaczal najwazniejsze fragmenty.
W zasadzie w ciagu calego szlabanu wydarzyl sie tylko jeden nerwowy incydent. Kiedy Severus wyszedl do swojego gabinetu i wrocil, niosac narecze jakichs pergaminow, ktore rzucil Harry'emu na podolek, warczac:
- Czy moglbys mi to wyjasnic, Potter?
Harry spojrzal na zapisane delikatnym pismem kartki. Wygladalo to na notatki z lekcji. Lecz nie byly to zwykle notatki. Wszedzie na bokach podskakiwaly albo obracaly sie roznej wielkosci i ksztaltu serduszka, w ktorych widnialy tylko dwa slowa: Anastassy Potter.
Harry zrobil wielkie oczy.
- Co to jest?
- Wlasnie o to samo pytam. Zauwazylem to podczas sprawdzania notatek czwartoklasistow - powiedzial Snape nieprzyjemnym tonem, wbijajac w Harry'ego podejrzliwe spojrzenie.
- Ale ja przeciez nie mam z tym nic wspolnego. Ta dziewczyna jest szurnieta!
- Miales sie jej pozbyc - syknal mezczyzna.
- No przeciez jej unikam! Nic na to nie poradze, ze ona wypisuje takie bzdury - mruknal Harry, na wpol zirytowany, na wpol rozbawiony cala sytuacja. - Ale wiem, co skloniloby ja do tego, zeby w koncu dala mi spokoj.
Severus uniosl brew.
- Mozesz jej powiedziec, ze jestes moim facetem i naleze tylko do ciebie. A jezeli sie ode mnie nie odczepi, to zamienisz ja w sluz gumochlona. Jestem pewien, ze po takim ostrzezeniu nie zblizy sie do mnie nawet na sto metrow - odparl Harry, usilujac zachowac powage, ale niestety nie udalo mu sie to i jego usta rozciagnely sie w usmiechu. - Co o tym myslisz, Severusie?
Severus jednak najwyrazniej nie byl w stanie odpowiedziec, poniewaz tak mocno zaciskal wargi, jakby z trudem powstrzymywal sie od parskniecia.
- Dobrze - westchnal Harry - w takim razie zalatwie to z jej bratem. Moze on przemowi jej do rozsadku. Moze byc?
Mezczyzna skinal glowa. Najwidoczniej udalo mu sie w koncu przelknac smiech.
- Chociaz ta pierwsza opcja bardziej mi sie podoba - wyszczerzyl sie Harry.
*
- Czy... czy moglbym przyjsc do ciebie w sobote? - zapytal Harry pod koniec szlabanu, kiedy Snape pakowal mu ksiazki do torby, wczesniej je pomniejszajac, aby sie zmiescily.
Mezczyzna obrzucil go nieodgadnionym spojrzeniem.
- Przeciez w sobote jest wycieczka do Hogsmeade. Wydawalo mi sie, ze skoro twoi drodzy przyjaciele w koncu wrocili, to bedziesz chcial spedzac z nimi kazda wolna chwile...
Harry zasepil sie i wbil wzrok w desen na dywanie.
- Nie mam ochoty isc z nimi do Hogsmeade. Ale podejrzewam, ze sami beda sie swietnie bawic w swoim towarzystwie - odparl, nie potrafiac ukryc goryczy w glosie. - Pewnie w ogole nawet nie zauwaza, ze mnie nie ma.
Severus odwrocil twarz w jego strone. Pomiedzy ciemnymi brwiami pojawila sie gleboka zmarszczka, a oczy mezczyzny zdawaly sie go przeswietlac niczym rentgen i Harry mial wrazenie, ze wszystko, co go gryzlo, jest widoczne jak na dloni.
- To... moge przyjsc? - powtorzyl, wpatrujac sie w Severusa z wypisana na twarzy
