prosba: 'Po prostu powiedz 'tak' i nie rozmawiajmy wiecej na ten temat.'
Ale najwidoczniej mezczyzna postanowil zignorowac jego niema prosbe i nie pozwolil na zamkniecie tematu.
- Czyzby pan Weasley i panna Granger byli tak zapatrzeni w siebie, ze wykluczyli cie ze swego grona?
- Nie - zaprzeczyl szybko Harry. - To znaczy... Wiem, ze maja prawo byc razem i w ogole, ale gdyby chociaz sie tak do siebie nie lepili na kazdym kroku. To... nienaturalne. - Czujac na sobie rozbawione spojrzenie Severusa, dodal szybko: - Dobrze, wiem, ze jestem zazdrosny, ale... to zawsze byli moi przyjaciele i teraz, jak musze patrzec, jak sie sciskaja albo tula do siebie, to czuje sie tak dziwnie... jakby to nie byli oni, jakby ich ktos podmienil.
Severus przygladal mu sie przez chwile z zalozonymi rekami, po czym odezwal sie spokojnym tonem.
- Potter, czy poza tym, ze sie do siebie, jak to okresliles 'lepia', cokolwiek sie w ich zachowaniu zmienilo?
Harry pokrecil glowa.
- Czy poza tym, ze przebywaja blisko siebie, probuja dac ci do zrozumienia, ze woleliby byc sami albo daja ci jakies sygnaly, ze chca, abys zostawil ich w spokoju i sobie poszedl?
Harry zastanowil sie i ponownie pokrecil glowa.
- Czy przez wszystkie lata waszej przyjazni kiedykolwiek cie zawiedli i przedlozyli swoje problemy nad twoje?
Coz, Ron czasami obrazal sie na niego bez powodu, a Hermiona byla zbyt zasadnicza, ale w koncu zawsze i tak... szli tam, gdzie on, narazajac nawet wlasne zycie.
Pokrecil glowa.
- W takim razie czy nadal uwazasz, ze jezeli nie pojdziesz z nimi do Hogsmeade, to beda sie 'swietnie bawic', a nie beda sie zamartwiac, dlaczego nie chciales z nimi pojsc i co sie z toba dzieje?
Harry zamyslil sie. Teraz, kiedy spojrzal na to od tej strony, to moze rzeczywiscie...
- I czy nie uwazasz, ze jezeli w koncu odnalezli cos, co mozna nazwac 'szczesciem' i maja je tylko dla siebie, to bylby to szczyt samolubstwa, gdybys chcial im je odebrac, bo nie czujesz sie z tym komfortowo? Pomimo ze, jak powiedziales, oni traktuja cie dokladnie tak samo, jak wczesniej i absolutnie nic sie w ich 'uczuciach' wzgledem ciebie nie zmienilo? Dlaczego wiec mialoby sie zmienic twoje podejscie do nich?
Harry mial wrazenie, jakby cos bardzo mocno scisnelo jego zoladek. Do serca i pluc naplynely mu wyrzuty sumienia. Zagryzl warge, czujac do siebie odraze.
Jak mogl byc takim egoista? Jak mogl myslec, ze oni...?
- Masz racje - mruknal. Odetchnal gleboko i spojrzal na przygladajacego mu sie uwaznie mezczyzne. Wdziecznosc, ktora poplynela mu przez zyly, byla zbyt duza, aby mogl to zignorowac. W kilku krokach znalazl sie przy nim i juz wtulal twarz w chlodna, szorstka szate na piersi mezczyzny, czujac oplatajace go ramiona.
- Dziekuje - szepnal. - I wiesz co?
- Hmm? - Uslyszal nad soba.
- To wszystko twoja wina, ze nie zobaczymy sie w sobote.
- Och, jakos to przezyje, Potter. W koncu zawsze jest jeszcze niedziela.
***
