Hagridem i wiem, co one potrafia. Prosze, posluchaj mnie ten jeden jedyny raz. Jezeli juz musisz tam chodzic, to zawsze zabieraj ze soba esencje macierzanki. One nienawidza jej zapachu. Beda sie trzymaly od ciebie z daleka i nigdy juz... nie zrobia ci krzywdy. Nie chce sie calymi nocami zamartwiac, ze cie zaatakuja. A jezeli cos sie stanie, to wyslij mi wiadomosc przez kamien. Obiecaj mi, ze to zrobisz! Severusie? - Spojrzal w gore, uderzony milczeniem mezczyzny.
Severus patrzyl na niego tak, jakby Harry mowil w innym jezyku. Wygladal na nieco oszolomionego i Harry pomyslal, ze moze jeszcze nie do konca doszedl do siebie. Na jego twarzy malowalo sie zaskoczenie i konsternacja.
Po chwili uniosl prawa reke i, nie odrywajac tego dziwnego spojrzenia od Harry'ego, dotknal jego policzka i pogladzil go.
- Nie musisz sie o mnie... martwic - wyszeptal nieco zachrypnietym glosem i Harry mial wrazenie, ze ostatnie slowo wymowil w taki sposob, jakby nigdy wczesniej go nie uzywal. A przynajmniej nie w stosunku do siebie. - Nic mi nie bedzie.
- Jasne, ze musze - odparl Harry, pozwalajac, by jego usta rozciagnely sie w lagodnym usmiechu. - I nawet mnie nie pros o to, abym tego nie robil, bo to tak, jakbys kazal mi przestac oddychac. Posluchaj... jezeli ktos lub cos zrani ciebie to... tak jakby zranil mnie. Nie umiem tego wytlumaczyc. Ale ja tez to odczuwam. Jestes dla mnie wszystkim i nie moge zniesc mysli, ze...ze... no wiesz, o co mi chodzi?
Ale po twarzy Severusa nie widac bylo, ze wiedzial, o czym mowi Harry. Wciaz przygladal mu sie tym samym, oszolomionym wzrokiem, choc Harry mogl dostrzec na jego obliczu pewnego rodzaju zaklopotanie. I chlopak pomyslal, ze chyba najwyzsza pora sie przymknac.
- Jeszcze tylko... obiecaj, ze zrobisz tak, jak mowilem, i bedziesz na siebie uwazal. Obiecaj mi. - Sam byl zaskoczony desperacja w swoim glosie.
Mezczyzna wciaz mu sie przygladal, nie przestajac glaskac jego policzka, jakby robil to zupelnie nieswiadomie.
- Obiecuje - odezwal sie w koncu cichym, glebokim glosem i Harry usmiechnal sie szeroko. Mial wrazenie, ze serce zaraz wyfrunie mu z piersi z radosci.
Naprawde wszystko bylo juz dobrze! Naprawde!
Podniosl prawa reke, aby dotknac dloni Snape'a, gladzacej jego twarz, ale skrzywil sie z bolu, kiedy sprobowal to zrobic. Cos stalo sie z jego palcami. Nie mogl nimi poruszyc. Wciaz byly zgiete, jakby nadal trzymal w nich tluczek, ktorym rozcieral igly.
Reka Severusa zsunela sie z jego policzka i spoczela na uniesionej dloni.
- Przepraszam, nie moge rozprostowac palcow - powiedzial cicho, starajac sie, aby zabrzmialo to beztrosko, chociaz wciaz czul klujacy bol w nadwyrezonych miesniach. - Chyba troche przesadzilem...
Dlon mezczyzny owinela sie wokol zgietych palcow Harry'ego i poprowadzila je prosto do rozchylonych warg, ktore zlozyly na nich cieply pocalunek.
Chlopak wpatrywal sie szeroko otwartymi oczami, jak Severus przyciska usta do jego dloni. Wygladal, jakby nie zamierzal jej wypuscic i Harry poczul, jak jego serce niemal sie roztapia i splywa na podloge, rozgrzewajac po drodze wszystkie partie ciala.
Przytulil policzek do zranionej reki Severusa i zamknal oczy.
- Potter - uslyszal cichy glos tuz nad soba, kiedy cieple usta oderwaly sie od jego dloni, ale jej nie puscily. Czul, jak goracy oddech laskocze mu zdretwiale palce. - Powinienes juz...
- Wiem - przerwal mu Harry, nie otwierajac oczu i nie przestajac tulic sie do zranionej dloni. - Juz ide. Juz za chwile...
Jeszcze tylko moment i sobie pojdzie.
