skrawek czarnej peleryny znikajacej w drzwiach gabinetu.

Nie! - jeknal w duchu, przyspieszajac jeszcze bardziej, ale juz wiedzial, ze nie zdazy. Drzwi zamknely sie z gluchym trzaskiem. Dobiegl do nich, zatrzymujac sie tak nagle, iz posliznal sie i niemal upadl. Mial wrazenie, jakby po drodze zgubil pluca, ale to sie teraz nie liczylo.

Dotknal drzwi, ale nie poruszyly sie. Szarpnal za klamke. Nic. Zapukal. Odpowiedziala mu tylko cisza.

Zagryzl warge i zaczal pukac. Coraz glosniej i natarczywiej. Pukal tak dlugo, az mial wrazenie, ze zdarl sobie knykcie.

Ogarnela go rozpacz.

Siegnal do kieszeni i zacisnal dlon na kamieniu.

Wpusc mnie! Prosze! Musimy porozmawiac!

Oparl czolo o chlodna powierzchnie, oddychajac ciezko i probujac sie uspokoic, ale wtedy uslyszal cichy trzask po drugiej stronie, jakby cos uderzylo w drzwi.

Opadl na kolana, przyciskajac twarz do lodowatej posadzki i probujac dostrzec cos w szparze pod drzwiami.

Zobaczyl. Zielony, rozjarzony kamien, lezacy na podlodze gabinetu.

I uslyszal. Trzask drzwi prowadzacych do komnat. Oraz pusta, rozpaczliwa cisze.

Skulil sie na podlodze, przyciskajac policzek do zielonego klejnotu i szczelniej owijajac sie peleryna.

- Prosze - wyszeptal w eter. - Prosze, wpusc mnie.

Jednak wiedzial, ze nikt go nie uslyszy...

***

- Harry! Harry, obudz sie!

Ktos potrzasal go za ramie. Powoli otworzyl oczy i zobaczyl pochylonego nad soba Rona.

- No w koncu! Wstawaj! McGonagall cie szuka! Masz do niej natychmiast isc. Razem z Ginny.

Harry zacisnal powieki i westchnal gleboko. Dlaczego nie moglby zasnac z powrotem? Dlaczego nie moglby po prostu wrocic do tej przytulnej, bezpiecznej ciemnosci? Nie chcial znowu zanurzyc sie w tym koszmarze, ktory zaczal sie dla niego wczorajszej nocy. Nie wiedzial, do ktorej lezal pod drzwiami Snape'a, Ale kiedy wstal, bolal go kazdy miesien i trzasl sie tak bardzo, jakby ktos wylal na niego wiadro lodowatej wody. Dowlokl sie do dormitorium, kiedy bylo juz dawno po imprezie i po prostu rzucil sie na lozko. Nie pamietal, kiedy zasnal.

- Harry... - Niepewny glos Rona wdarl sie do jego slodkiej ciemnosci, rozpraszajac ja. - Ja... Ginny nam wszystko opowiedziala. I nie przejmuj sie. To nie twoja wina, ze Gryffindor znowu spadl na ostatnie miejsce. Snape jest po prostu wielkim, tlustym dupkiem.

Harry otworzyl oczy i podciagnal sie do pozycji siedzacej, opierajac sie o wezglowie lozka. Nadal wszystko go bolalo. A najbardziej cos w srodku, bardzo, bardzo gleboko w nim.

Snape go nienawidzil. Mial wrazenie, ze caly jego swiat sie zawalil i juz nigdy nie uda mu sie go poskladac.

Kiedy sie nie odezwal, Ron kontynuowal:

- Nie martw sie. Nie jest tak zle. Tylko Greg sie troche wkurzyl i odgrazal sie, ze cie ukatrupi, ale wszystko mu wyjasnilismy.

- Mhm - mruknal Harry, wpatrujac sie w swoje dlonie.

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ОБРАНЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату