dlugich, zdecydowanych krokach. Probowal wyczytac cos z jego twarzy, ale w korytarzu bylo zbyt ciemno, a Snape mial pochylona glowe. Widzial jedynie jego cienkie, zacisniete mocno usta.
Mezczyzna wyminal go, wymruczal pod nosem haslo i kiedy otworzyl drzwi, Harry wiedzial, ze ma tylko ulamek sekundy. Odepchnal sie od sciany i w ostatniej chwili przesliznal sie przez zamykajace sie drzwi. Pomimo ze mial na sobie zaklecie tlumiace kroki, wolal nie ryzykowac i ruszyl za Snape'em na palcach, zaslaniajac sobie usta dlonia. Cudem udalo mu sie wsliznac za mezczyzna do jego komnat, dokladnie w momencie, w ktorym Severus zamykal drzwi. Byl tak blisko, ze niemal sie o niego otarl, a nie chcial na razie zdradzac swojej obecnosci. Nie wiedzial jeszcze, co w ogole chce powiedziec i jak zmusic Snape'a do wysluchania go. Ale w chwili, kiedy Severus odsunal sie od drzwi i mial zamiar sie odwrocic, zatrzymal sie nagle w pol kroku, a jego nozdrza zadrgaly.
Harry zamarl.
Do licha! Musial wyczuc jego zapach!
Zobaczyl, jak oczy mezczyzny rozszerzaja sie na moment, a po chwili naplynela do nich fala tak wielkiej wscieklosci, iz Harry ponownie zapomnial, jak sie oddycha.
- Wynos sie! - wysyczal Snape, wbijajac kasajacy wzrok prosto w miejsce, w ktorym stal Harry.
Chlopak siegnal do peleryny - do diabla, dlaczego rece tak bardzo mu sie trzesly? - i powoli zsunal ja z siebie, zagryzajac warge i z obawa spogladajac prosto w dwa czarne, plonace jeziora.
- Severusie, prosze, wysluchaj mn...
- Silencio! - Snape blyskawicznie siegnal po rozdzke i wycelowal nia w Harry'ego, ktory odkryl nagle, ze z jego gardla nie wydobywa sie zaden dzwiek.
'Do diabla, chce z toba porozmawiac!' - krzyknal bezglosnie, chociaz wiedzial, ze Snape i tak go nie uslyszy. Mezczyzna odwrocil sie do niego plecami i podszedl do jednego z regalow, gdzie zatrzymal sie z zalozonymi rekami.
- Masz stad natychmiast wyjsc. To moje ostatnie ostrzezenie. Potem nie recze za siebie - wycedzil stalowym glosem.
Harry zagryzl warge, czujac narastajaca w sercu panike. Dlaczego ten dupek musi byc taki uparty?
Tak, czul sie ostrzezony. Wiedzial, ze Snape jest w takim stanie, ze jezeli go nie poslucha, to moze sie to skonczyc bardzo nieprzyjemnie, ale do jasnej cholery, musial cos zrobic! Poprzysiagl sobie, ze nie wyjdzie stad, dopoki Snape nie pozna prawdy! Poniewaz on nic, absolutnie nic nie zrobil!
Zacisnal piesci, ruszyl w kierunku wysokiej, dumnej sylwetki i zatrzymal sie tuz obok. Spojrzal na twarz Severusa, ktora wygladala w tej chwili niczym wykuta z kamienia. Ale Harry wiedzial, ze pod ta blada skora i zacisnietymi ustami trwa prawdziwa burza. Widzial zyle pulsujaca wsciekle na skroni Severusa i ogien plonacy we wbitych w sciane oczach.
'Musisz mnie wysluchac! Prosze! Spojrz na mnie!' - krzyczal bezglosnie, wymachujac rekami i probujac zwrocic na siebie uwage mezczyzny. Ale ten ani drgnal. Jakby Harry'ego wcale tutaj nie bylo.
'Nic nie zrobilem. Musisz mnie wysluchac. Musisz!' - Czul wzbierajaca frustracje, ktora siegala coraz wyzej i wyzej, az w koncu zacisnela mu sie na gardle. 'TY KRETYNIE!' - ryknal w koncu zrozpaczony, ale nie dalo to absolutnie zadnego skutku. Snape w ogole go nie slyszal. W ogole go nie widzial.
Harry dotknal jego ramienia, probujac nim potrzasnac i zmusic do zwrocenia na siebie uwagi, ale w tym samym momencie Severus wyrwal wsciekle ramie.
- Nie dotykaj mnie - wysyczal,
