Harry katem oka widzial, ze Snape uwaznie zaglada do kazdego mijanego kociolka i spial sie caly, kiedy pomyslal, ze zaraz dotrze rowniez do niego.
- Radze ci sie wziac do roboty, Longbottom - wycedzil mezczyzna, rzucajac okiem na eliksir Neville'a i krzywiac sie z niesmakiem. - Chyba, ze znowu masz ochote sie czegos napic?
Chlopiec zbladl i zacisnal drzace usta, wbijajac rozbiegany wzrok w metny wywar, ktory bulgotal w kociolku.
Harry slyszal, jak Severus rzuca kasliwe uwagi niemal kazdej osobie, do ktorej podchodzi, az w koncu zatrzymal sie za plecami Rona i pochylil nad jego eliksirem.
- Calkowita porazka, Weasley - mruknal Snape, wyciagajac rozdzke. - Evanesco. Prosze zaczac od poczatku.
Ron otworzyl usta i z oslupieniem wpatrywal sie w swoj pusty kociolek. Harry nie mogl uwierzyc, ze Snape usunal jego prace. Przeciez eliksir Rona wcale nie byl gorszy od jego. Wrecz przeciwnie. Byl znacznie lepszy.
Harry zacisnal zeby i wrzucil do swojego wywaru posiekany korzen. Wiedzial, ze jest na to za pozno. Jego eliksir byl juz calkowicie spartaczony.
Skoro Snape tak potraktowal Rona, to co dopiero powie o jego wywarze... Jednak, ku oslupieniu Harry'ego, mezczyzna ominal go, w ogole nie zatrzymujac sie przy jego kociolku. Ba, nawet nie spogladajac w strone Harry'ego! Jednak zanim chlopak zdazyl przetrawic te sytuacje, Snape zatrzymal sie juz przy Hermionie.
Harry zauwazyl, ze kolor wywaru Gryfonki byl nieco zbyt jasny, ale poza tym byl przyrzadzony niemal perfekcyjnie. Jakiez wiec bylo jego zdziwienie, kiedy nauczyciel wyciagnal rozdzke i wycedzil:
- Zle! Evanesco! Prosze zaczac od nowa. Kto by pomyslal, ze taka prymuska woli marnowac czas na bezowocne imprezowanie zamiast sie uczyc?
To byl cios ponizej pasa, pomyslal Harry, spogladajac na calkowicie oszolomiona przyjaciolke. Hermiona wygladala tak, jakby miala sie rozplakac. Snape jeszcze nigdy nie wyczyscil jej kociolka.
- Na co czekacie? - warknal mezczyzna, widzac ze zarowno Ron, jak i Hermiona po prostu stoja i zszokowani wpatruja sie w swoje puste kociolki. - Jazda po skladniki! - Po tych slowach odwrocil sie na piecie i ruszyl z powrotem do swojego biurka.
Harry staral sie unikac zdumionego wzroku przyjaciela, kiedy Ron bez slowa ruszyl do skladziku, odprowadzany rownie zaskoczonymi spojrzeniami pozostalych uczniow, lecz Hermiona pozostala na miejscu. Nie patrzyla juz jednak w swoj kociolek, ale na Harry'go. I na Snape'a. I wygladala tak, jakby sie nad czyms gleboko zastanawiala.
'Tylko nie znowu to!', pomyslal z rozpacza Harry. Wcale nie mial ochoty przechodzic przez to po raz kolejny. Na szczescie po chwili Hermiona spuscila glowe i ruszyla za Ronem do skladziku, a Harry odetchnal z ulga. Przynajmniej na chwile.
Wiedzial, dlaczego Snape to zrobil... a przynajmniej domyslal sie. To przeciez czesciowo przez nich wydarzylo sie to wszystko. Ale zeby potraktowac ich z tego powodu w taki podly sposob? Snape naprawde przechodzil dzisiaj samego siebie!
Harry zagryzl warge i podniosl glowe, spogladajac na siedzacego przy biurku i skrobiacego po pergaminie mezczyzne.
Ze Snape'em dzialo sie cos naprawde niedobrego. Harry widzial to w kazdym jego gescie, slyszal w kazdym slowie, ale nie potrafil tego okreslic. Myslal, ze Severus jest po prostu zly, ale to bylo cos innego...
Zmruzyl oczy i dokladniej przyjrzal sie dloniom mezczyzny. Wydawaly sie pewne, kiedy sunely po pergaminie, ale teraz widzial, ze to tylko pozory. Drzaly. I wydawalo
