- Thomas, to, co znajduje sie w twoim kociolku, nie nadaje sie nawet do wylania do scieku. 'Troll' i minus pietnascie punktow. Evanesco!
Dean zagryzl buntowniczo warge i wbil spojrzenie w lawke.
- Finningan... Skoro cos tak banalnego jak proste trzymanie sie instrukcji jest zbyt duzym wyzwaniem dla twoich zdolnosci pojmowania, zaczynam zywic powazne watpliwosci co do sensu twojej dalszej edukacji w tej szkole. Byc moze bedziesz musial w najblizszym czasie rozejrzec sie za zajeciem bardziej dla siebie adekwatnym... Filch nie radzi juz sobie z obowiazkami i przydalby mu sie pomocnik. Czy mam mu przekazac, ze jestes zainteresowany?
Seamus zarumienil sie i zacisnal piesci. Wygladal tak, jakby chcial cos odpowiedziec, ale swidrujace spojrzenie, ktore wbijal w niego nauczyciel, skutecznie powstrzymalo go od tak nierozwaznego kroku.
- Brown... rozumiem, ze nauka Eliksirow nie jest dla ciebie az tak pasjonujacym zajeciem jak malowanie paznokci, jednak nalegam, abys sie do niej przylozyla, w przeciwnym razie nie zechce cie nawet ktos pokroju Longbottoma.
Lavender byla tak czerwona, iz wydawalo sie, ze z jej wlosow unosi sie para.
Harry patrzyl na to wszystko i po prostu nie mogl uwierzyc... Snape jeszcze nigdy nie byl az tak chamski. Z jego ust saczyl sie jad, przezerajac wszystko, z czym tylko mial kontakt. Wygladal tak, jakby kompletnie nad soba nie panowal. Jakby ten gniew, ktory czul, ta burza, ktora w nim szalala, unosila go na swych falach i wyplywala z niego w potoku kasajacych slow, ktorymi obrzucal kazdego, kogo tylko mogl nimi dosiegnac.
I Harry domyslal sie powodu takiego zachowania, ale, do diabla, wcale nie zamierzal na to pozwalac! To byla sprawa pomiedzy nimi! Snape nie mial prawa wciagac w to innych i wyladowywac na nich swojej frustracji!
- Longbottom! - Ostry glos Snape'a przerwal rozmyslania Harry'ego, sciagajac jego wzrok ku lawce Neville'a, przed ktora zatrzymal sie nauczyciel. Zobaczyl autentyczny strach w oczach chlopaka, a wyraz okrucienstwa, ktory widzial na twarzy Mistrza Eliksirow, sprawil, ze Harry'ego ogarnely bardzo zle przeczucia. - Co to ma byc? - wycedzil Snape.
- Eliksir... od-odmladzaja-jacy - wymamrotal chlopiec.
- To ma byc eliksir? W takim razie chyba nigdy zadnego nie widziales. To sa pomyje, a nie eliksir. Kolejna porazka, Longbottom. Mam dosyc twojej nieudolnosci. Jestes najbardziej zalosnym uczniem, jaki kiedykolwiek trafil do Hogwartu! - Slowa uderzaly jak bicz i po kazdym smagnieciu Neville kulil sie coraz bardziej, nie wiedzac, gdzie podziac wzrok.
Harry uslyszal, jak siedzaca obok niego Hermiona wciaga z oburzeniem powietrze, ale niemal to do niego nie dotarlo. W jego sercu wzbierala twarda, zimna masa, ktora ostre slowa i zachowanie Snape'a ociosywalo w gotowa do wystrzelenia strzale. Napiete jak cieciwy luku nerwy z trudem utrzymywaly ja na miejscu.
- Twoja glupota i nieudolnosc juz dawno przekroczyly jakiekolwiek dozwolone normy. Okrywasz hanba nasza szkole. Okrywasz hanba caly czarodziejski swiat - ciagnal okrutnie Severus, wpatrujac sie w skulonego chlopca wzrokiem przepelnionym lodowata nienawiscia i absolutna pogarda. - Nie bede dluzej tolerowal twojej ignorancji i skrajnego imbecylizmu. Najwidoczniej jedynym sposobem, aby cie czegokolwiek nauczyc, jest pozwolenie, abys na wlasnej skorze przekonal sie o konsekwencjach swojej glupoty. Wypijesz te pomyje, ktore uwarzyles. Moze kiedy kolejny raz zakosztujesz swojej porazki, zaczniesz uzywac mozgu zgodnie z jego przeznaczeniem. Oczywiscie jezeli go w ogole posiadasz, a mam co do tego powazne watpliwosci. - Mistrz Eliksirow usmiechnal sie pogardliwie, widzac skrajne przerazenie, malujace sie na twarzy ucznia.
- Nie.... - jeknela cicho Hermiona, a dlonie Harry'ego mocno zacisnely sie w piesci. Trawila go lodowata goraczka. Jego cialo drzalo z gniewu.
Wtedy Neville rzucil mu szybkie spojrzenie, pelne niemego blagania o pomoc, o ratunek.
