rozwscieczylo go tylko jeszcze bardziej, gdyz po chwili odezwal sie chrapliwym glosem:
- Czyzby? Nie wydaje mi sie, Potter. Nie ma dla mnie zadnego znaczenia, co zrobisz lub powiesz. Twoje zarozumialstwo...
- Dla ciebie moze nie - przerwal mu Harry, czujac jak rozbudzony potwor przejmuje nad nim kontrole. Czara sie przepelnila i jej zawartosc wlala sie do jego umyslu, odbierajac mu rozsadek, opanowanie i zrywajac wszystkie hamulce. - Ale dla profesora Dumbledore'a rzeczy, ktore mam do powiedzenia, na pewno bylyby niezwykle interesujace.
Dostrzegl jasny, gwaltowny rozblysk w czarnych oczach. Tak nagly, jakby przeciela je blyskawica. Obaj pedzili teraz po niezwykle stromym zboczu. I nie bylo juz niczego, co mogloby ich zatrzymac.
Snape rzucil sie do przodu, oparl dlonie na lawce Harry'ego i uderzyl w niego wzrokiem pelnym lodowatej nienawisci i strzelajacego plomieniami az pod sufit szalu. Wzrokiem czlowieka, ktory juz dawno przekroczyl granice furii i znalazl sie daleko po drugiej stronie.
- Grozisz mi, Potter? A kim ty jestes, zeby mnie szantazowac? W ogole sie nie liczysz! Nic mnie nie obchodzisz! Ani ty, ani twoje zdanie! Jestes tylko zalosna kopia swojego skretynialego ojca! Niczym wiecej! - Slowa uderzaly mocno i wbijaly sie niezwykle gleboko. Harry mial wrazenie, ze zaczyna tracic oddech. - Masz sie za kogos wyjatkowego? Myslisz, ze kogokolwiek obchodzisz? Wbij sobie wreszcie do glowy, ze jestes nedznym, bezwartosciowym, nic nieznaczacym zerem! Ze jestes i zawsze bedziesz dla mnie nikim! Rozumiesz? Nikim!
Oczy Harry'ego rozszerzyly sie gwaltownie. Poczul nagly, niewyobrazalny bol w klatce piersiowej, jakby te slowa przebily wszystkie bariery i rozerwaly jego serce na kawaleczki. Nie mogl oddychac, mial wrazenie, ze jego pluca szarpnely sie spazmatycznie i przestaly funkcjonowac. Cos w nim umarlo. Nagle i nieodwracalnie.
Nikim...
Nikim...
Nikim...
To pojedyncze, niepozorne slowo wibrowalo wokol niego, coraz glosniej i glosniej...
Zawsze mial jeszcze nadzieje... A teraz... teraz nie pozostalo mu nic. Tylko prawda, rzucona prosto w twarz. Jakby nic sie nie liczylo. Nic, co przez te wszystkie miesiace... nic.
'Niech to przestanie tak bolec...' - pomyslal, a obraz przed jego oczami zaczal sie rozmazywac. - 'Niech to zniknie! Nie chce tego czuc. Nie chce!'
Snape nadal cos mowil, ale nie bylo juz serca, w ktore slowa moglyby sie wbic i trafialy jedynie w pustke.
Harry poczul, ze po jego policzkach splywa cos goracego i wilgotnego.
- ...i kiedy wreszcie to sobie zapamiet... - Mistrz Eliksirow urwal tak nagle, jakby polknal jezyk. Harry pomimo mgly przed oczami zobaczyl, ze oczy Severusa rozszerzyly sie nienaturalnie, a na twarzy pojawil sie... strach. Caly gniew zdawal sie nagle i niespodziewanie z niego wyparowac.
Harry nie potrafil nad soba zapanowac. Wiedzial, ze cierpienie, ktore odczuwa, jest doskonale widoczne na jego twarzy, ale nie byl w stanie tego ukryc. Na jego gardle zacisnela sie petla. Pod powiekami plonal mu ogien. Kolejne lzy potoczyly sie wolno po jego policzkach.
Snape stal jak oslupialy. Jego twarz gwaltownie pobladla, a na sciagnietym obliczu pojawilo sie cos na ksztalt desperacji.
'Musze sie opanowac' - pomyslal Harry, zaslaniajac dlonia oczy, chociaz watpil, by to kogokolwiek zmylilo.
Byle tylko odszedl ten bol... byle zniknal...
