Westchnal i odlozyl kamien na lawke.
- Nie bedzie mi juz potrzebny - powiedzial cicho.
Snape nie patrzyl juz na Harry'ego. Mial opuszczona glowe i wpatrywal sie w lezacy na stoliku kamien. Powoli wyciagnal reke i niepewnie dotknal zielonej powierzchni. Dlugie palce drzaly.
Po chwili z jego ust wydobyl sie gardlowy, wibrujacy dziwnie szept:
- To... nie tak. Moje zachowanie... bylo...
- Nie chce tego sluchac - przerwal mu Harry. Mezczyzna powoli uniosl glowe, tak jakby przyszlo mu to z najwiekszym trudem. - Prosze o przydzielenie moich szlabanow innemu nauczycielowi - powiedzial Harry, nieco glosniej niz dotychczas, schylajac sie po lezaca na ziemi torbe. Zarzucil ja na ramie i po raz ostatni spojrzal w ciemne oczy Mistrza Eliksirow. Oczy, w ktorych szalala... juz nawet nie burza. Cos znacznie glebszego, rozjasniajac je naglymi, oslepiajacymi blyskawicami. - Do widzenia... profesorze Snape.
Przez twarz mezczyzny przebiegl cien, kiedy Harry wymowil ostatnie slowo, ale nic wiecej juz nie zobaczyl, gdyz odwrocil sie i odszedl. Kiedy przekroczyl prog klasy, a drzwi zamknely sie za nim, poczul sie tak... jakby pozostawil za nimi czesc siebie.
--- rozdzial 50 ---
50. Take your heart and run
So I guess it's over now
And you broke me down somehow
I can hear what you said
Echoing in my head
I'm losing...myself
I'm shaking deep inside
I'm having trouble breathing
I need somewhere to hide
Away cause I am healing
I'm having trouble breathing
Tomorrow I am healing...*
- Moj rozkaz byl jasny. Miales go trzymac blisko siebie! Wiesz, jakie to dla nas wazne!
Snape z trudem podniosl sie z zimnej posadzki, podpierajac sie na drzacych rekach. Z kacika ust splywala mu krew. Nie uniosl glowy. Trzymal ja opuszczona, wbijajac spojrzenie w swoje odbicie w ciemnym marmurze.
- Wybacz, moj Panie. Dalem sie poniesc... nienawisci. Ale to tylko niewielka przeszkoda. W gruncie rzeczy ta sytuacja jest nam bardzo na reke.
Voldemort opuscil nieco rozdzke, ktora celowal w kleczacego na podlodze mezczyzne, i zmruzyl swoje czerwone oczy.
- To znaczy?
Snape podniosl glowe. Na jego wargach blakal sie grozny usmiech.
- Poczekam, az chlopak ochlonie i zacznie tesknic. Bede mogl w spokoju dokonczyc eliksir, a on nie bedzie platal mi sie pod nogami. A kiedy nadejdzie odpowiednia pora... wtedy uderze. - Cos w czarnych oczach rozblyslo stalowa pewnoscia siebie. - Tak to rozegram, ze Potter padnie mi do stop i bedzie blagal o to, abym pozwolil mu do siebie wrocic.
Voldemort do konca opuscil reke, uwaznie przygladajac sie ciemnym, zmruzonym oczom.
