zamierza...

Ron spojrzal na nia z zaskoczeniem.

- A ty skad to mozesz wiedziec? Wiesz, o kim on mowi? Znasz ja?

- Nie. Po prostu.. znam Harry'ego.

Harry przelknal sline.

- Czy mozecie...? Czy moge... pobyc troche sam?

- Chodz, Ron. - Dziewczyna zlapala rudzielca za reke. - Bedziemy w Pokoju Wspolnym, Harry. Jezeli bedziesz czegos potrzebowal.

Chlopak pokiwal glowa, wciaz nie podnoszac wzroku. Uslyszal oddalajace sie kroki swoich przyjaciol.

Musial... znalezc jakies miejsce. Miejsce, w ktorym moglby sie ukryc. I zapomniec.

*

Harry wszedl do sowiarni i rozejrzal sie w poszukiwaniu Hedwigi. Bylo tak zimno, ze wiekszosc sow siedziala po prostu przycupnieta na zerdziach, przyciskajac sie do siebie nawzajem albo wtulajac w swoje skrzydla. Hedwiga siedziala na najwyzszej polce i kiedy Harry wszedl do cuchnacego odchodami pomieszczenia, zahukala radosnie, potrzasnela piorami i sfrunela na dol, prosto na wyciagnieta reke chlopaka.

- Witaj, Hedwigo - szepnal, gladzac jej snieznobiale skrzydla. - Przepraszam, ze cie nie odwiedzalem. Bylem... troche zajety. Ale teraz... juz nie jestem.

Sowa spojrzala na niego z wyrzutem, ale nie wygladala na obrazona. Uszczypnela go w dlon, tak jakby chciala powiedziec 'wybacze ci, ale tylko ten ostatni raz'. Harry westchnal i rozejrzal sie za miejscem, w ktorym moglby usiasc. Odgarnal lezacy pod jedna ze scian snieg, ktory wpadl do pomieszczenia przez pozbawione szyb okna, i usadowil sie pod sciana, pozwalajac Hedwidze odfrunac na najblizsza polke, gdzie przycupnela i zaczela mu sie przygladac swoimi paciorkowatymi oczami.

Harry podciagnal nogi, objal je ramionami i oparl czolo o kolana. W sowiarni bylo tak samo lodowato jak na dworze. Co jakis czas przez okna wpadal mrozny wicher, przynoszac ze soba wilgotne platki sniegu, ktore osiadaly Harry'emu na twarzy i sprawialy, ze calym jego cialem wstrzasal dreszcz, ale jemu wcale to nie przeszkadzalo. Niewazne jak bylo zimno, chlod w jego sercu byl o wiele bardziej przejmujacy.

Nie myslal, ze to sie tak skonczy. Ze skonczy sie w taki sposob. Ze w ogole sie skonczy.

Ale czego mogl sie spodziewac? Juz od samego poczatku byl skazany na porazke. Tylko wczesniej po prostu nie chcial sobie tego uswiadomic. Wciaz trzymal sie tej glupiej nadziei, ze moze w przyszlosci... kiedy bedzie po wszystkim... do konca swoich dni... bedzie... beda...

Ale jego plany zostaly zdeptane. Okazalo sie, ze dla najwazniejszej osoby w swoim zyciu jest tylko... nikim. Nedznym, bezwartosciowym, nic nieznaczacym zerem.

Nie powinien byc zaskoczony. W koncu Snape tyle razy dawal mu to do zrozumienia... Ale on byl zbyt zaslepiony, by to dostrzec. Zbyt zapatrzony. Zbyt glupi. Zbyt naiwny.

Zbyt zakochany.

A co z tym wszystkim, co razem przeszli? Przeciez uratowal mu zycie, kiedy zaatakowaly go krakwaty! Zostal z nim w Hogwarcie na swieta, chociaz mogl jechac z przyjaciolmi do Nory! Potrafil go rozbawic, nauczyl sie o tej przekletej krwi buchorozcow! Masturbowal sie dla niego! I zawsze, kiedy tylko Snape mial ochote... Harry dawal mu calego siebie! Dawal mu tak wiele, ze dla niego nie zostalo juz prawie nic.

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ОБРАНЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату