Kiedy znalezli sie w srodku i drzwi zatrzasnely sie za nimi, dziewczyna odwrocila sie do niego, przez chwile mierzyla go tymi jasnoniebieskimi oczami, a nastepnie... rzucila sie do przodu i objela go ramionami.
- Och, Harry. Tak bardzo mi przykro.
- Ee... - odparl Harry. - Kim jestes? - zdolal wydusic po dluzszej chwili.
- Och. - Dziewczyna oderwala sie do niego i usmiechnela smutno. - Slyszalam, co sie wydarzylo na Eliksirach. I jak potraktowal cie Snape. I slyszalam, jak niektorzy Krukoni zaczeli sie zastanawiac, co to moglo znaczyc... I pamietalam, ze wszyscy byli przekonani, ze masz w Slytherinie dziewczyne. No wiec stwierdzilam, ze ci pomoge. Wzielam od Nimfadory Eliksir Wielosokowy i transmutowalam swoje szaty w szaty Slizgonow.
Oczy Harry'ego rozszerzyly sie.
- Lu-Luna...?
- Wiem, ze to troche nie moj styl. - Przejrzala sie krytycznie w lustrze. - Jak mozna nosic tak pedantycznie zwiazane wlosy? I zadnych ozdob? Ale mialam malo czasu. To byla pierwsza dziewczyna mniej wiecej w odpowiednim wieku, jaka spotkalam w drodze do Hogsmeade. Nie moglam uzyc wlosow prawdziwej Slizgonki, bo wszyscy mogliby ja pozniej wypytywac, co sie stalo, i oszustwo wyszloby na jaw. A tak, jezeli nikt nie wie, kim ona jest, to nie bedzie problemu. - Usmiechnela sie. Charakterystyczny dla Luny, nieco nieprzytomny wyraz twarzy wygladal dziwacznie na surowym obliczu dziewczyny.
- Przerazilas mnie. Prawie dostalem zawalu. Nie wiedzialem, co sie dzieje - wymruczal Harry, wciaz nie potrafiac uwierzyc w ten zwariowany pomysl. Tylko Luna mogla wpasc na cos takiego.
- Ale teraz juz nikt nie bedzie cie o nic podejrzewal. Poklociles sie z dziewczyna, Snape rozdrapal swieza rane i... bum. Tak jakos wyszlo.
Harry zagryzl warge. Usmiech momentalnie spelzl z twarzy dziewczyny.
- Harry... - zaczela troche niepewnie. - On na pewno tak nie mysli. Kiedy jest sie wscieklym, mozna powiedziec najblizszej osobie nawet najokrutniejsze, najbardziej raniace slowa. Ale to wcale nie znaczy, ze sa one prawdziwe.
- To juz jest skonczone - wymamrotal Harry. Nie mial ochoty o tym dyskutowac.
- Rozmawiales z nim o tym?
- Nie, Luno, i nie mam zamiaru! - warknal. - Nie uwierze juz w ani jedno jego slowo. Nigdy. On nalezy juz do przeszlosci. Nie chce o nim rozmawiac.
Dziewczyna wpatrywala sie w niego z przechylona glowa i ze zmruzonymi oczami.
- Ale przeciez go ko...
- Snape w ogole mnie juz nie obchodzi! - przerwal jej Harry podniesionym tonem. - Mial swoja szanse, ale ja stracil. Teraz juz dla mnie nie istnieje i nie chce, zebys mi o nim przypominala!
Luna nie wydawala sie przestraszona tym wybuchem. Raczej zasmucona.
- Wiesz... mnie tez czesto mowia, ze wyobrazam sobie cos, co nie istnieje. Ale ty jestes w tym lepszy ode mnie, Harry.
Chlopak zamrugal.
- Co?
- Jezeli bedziesz chcial... o czyms porozmawiac. Oczywiscie o czyms absolutnie nie zwiazanym z wiesz-kim... to po prostu przyjdz. - Usmiechnela sie do niego promiennie. - Mam cudowna kolekcje ogrzewaczy na imbryki. Dostalam od Nimfadory. Co prawda, nie mam imbryka, ale fajnie wygladaja jako ocieplacze na rece.
Harry pokiwal glowa i odwrocil sie w strone wyjscia.
