- Dzieki - powiedzial cicho. - Musze juz isc. Ja...
- ...masz cos waznego do zrobienia, wiem.
Nie spojrzal jej w oczy.
- Do zobaczenia.
***
- Harry? - Hermiona zajrzala niepewnie do dormitorium. Harry siedzial na lozku z podkurczonymi nogami i czolem opartym o kolana. Przyszedl tu prosto po rozmowie z Luna i siedzial tak przez caly wieczor. Nie widzial sie z nikim. Slyszal tylko dochodzace z Pokoju Wspolnego smiechy i rozmowy. - Mozemy porozmawiac? - zapytala cicho dziewczyna, wchodzac do srodka.
Harry nie podniosl glowy. Nie mial ochoty z nikim rozmawiac. A juz najmniej z nia.
- Jesli chcesz - odparl. Nie wiedzial, dlaczego to zrobil. Moze jednak mial juz dosyc ciszy i samotnosci?
Gryfonka zamknela drzwi, wyciagnela rozdzke i rzucila na nie zaklecie blokujace i wyciszajace.
Och, a wiec to miala byc taka rozmowa...
Harry'emu coraz mniej sie to podobalo. Ostatnim razem, kiedy Hermiona chciala z nim 'porozmawiac'... coz, nie skonczylo sie to zbyt przyjemnie.
Uslyszal jej ciezkie westchnienie i kroki, kiedy podeszla do lozka i usiadla na nim. Przez chwile pomiedzy nimi panowala niczym niezmacona cisza.
Po chwili Hermiona przelknela sline i odezwala sie lekko drzacym glosem:
- Jak dlugo... ty i on?
Harry spial sie caly i zrobilo mu sie nagle niezwykle goraco. Wiedzial, ze sie domyslila, ale... to byl jednak szok, uslyszec takie pytanie wprost z jej ust. Nie pozostawialo zadnych watpliwosci. Zadnego: 'o czym ty mowisz?', 'co to za pytanie?' czy 'nie mam pojecia, co sugerujesz'.
Oblizal wyschniete wargi, probujac uspokoic szybko bijace serce.
Tylko spokojnie. Na razie nie robi mu wyrzutow i nie grozi powiadomieniem o wszystkim Dumbledore'a, tak jak ostatnio. Nie wiedzial dlaczego, ale teraz, kiedy bylo juz po wszystkim... nie odczuwal takiego strachu z powodu tego, ze domyslila sie prawdy. Bylo mu wszystko jedno. To i tak byl koniec. Czul sie calkowicie otepialy. Juz nic nie mialo znaczenia.
- Jak sie domyslilas? - wyszeptal ochryple, chociaz odpowiedz wydawala sie oczywista.
- Wystarczylo zobaczyc jego wyraz twarzy, kiedy sie rozplakales. I twoja mine, kiedy powiedzial ci, ze nic dla niego nie znaczysz. No i to, jak wypomnial nam impreze. To bylo... zbyt osobiste, nawet jak na niego. I przypomnialo mi sie, co opowiadala nam Ginny, o tej sytuacji, kiedy nakryl was w schowku. Zaden normalny nauczyciel nie zareagowalby w ten sposob, gdyby w gre nie wchodzilo cos... glebszego. Ale wtedy jeszcze probowalam to sobie tlumaczyc tym, ze przeciez on zawsze nienawidzil rodzine Weasleyow, o tobie juz nie wspominajac... A to przedstawienie w Wielkiej Sali... Nie wiem, skad wytrzasnales te dziewczyne, ale ja nie dam sie nabrac. - Urwala i wziela gleboki oddech, tak jakby powiedzenie tego wszystkiego sprawialo jej ogromna trudnosc. - A wiec... jak dlugo?
Harry zacisnal powieki i pokrecil glowa.
- Niewazne. To juz skonczone. Na zawsze.
Uslyszal, jak Hermiona wciaga ze swistem powietrze, tak jakby do tej pory wciaz miala w sobie jeszcze niewielka iskierke nadziei, ze
