To nic nie znaczylo?
Najwyrazniej nie. Nie dla kogos takiego jak Snape. Dla kogos, kto tylko bierze, wysysa, przezuwa, a pozniej, gdy sie juz nasyci, po prostu wypluwa... Dla kogos, kogo jedynym celem zycia jest marnowanie zycia innym. Jak mogl w ogole myslec, ze uda mu sie go zmienic? Ze uda mu sie go zmusic do porzucenia swojej jadowitej, zaschnietej i twardej jak skala skorupy, ktora chronila go przed swiatem przez tyle lat i do otworzenia jej na tyle, aby ktos mogl sie przez te szczeline przecisnac... ktos taki jak Harry.
Nie powinien tak ryzykowac. Nie powinien probowac przeciskac sie przez te szczeline. Poniewaz teraz, kiedy nagle sie zatrzasnela, rozciela go na kawalki. I tam w srodku, pod ta jadowita skorupa pozostalo cos, bez czego nie byl w stanie funkcjonowac. Jego serce.
Przelknal ciezko sline. Jego gardlo bylo tak scisniete, ze ledwie mu sie to udalo.
Teraz... teraz bedzie musial od nowa nauczyc sie byc sam. Bedzie musial nauczyc sie zyc... bez niego. Ale nie wiedzial, czy to w ogole mozliwe.
Bo jak mozna zyc dalej, majac w sobie jedynie... pustke?
***
- Nareszcie! Juz zaczelismy sie martwic! - wykrzyknal Ron, kiedy tylko Harry, przemarzniety do szpiku kosci, wszedl do Pokoju Wspolnego. Pomieszczenie bylo wypelnione rozgadanymi uczniami, wiec prawie nikt nie zauwazyl jego przyjscia. Na razie. - Siadaj. Wygladasz, jakbys wrocil z bieguna polarnego.
Harry, unikajac coraz bardziej zaciekawionych spojrzen, ruszyl w strone kominka, ku przywolujacym go przyjaciolom. Zanim jednak dotarl do kanapy, czesc uczniow juz zaczela szeptac miedzy soba i wskazywac go palcami. Do uszu Harry'ego docieraly niektore zdania:
- ...nie widze siniakow...
- ...myslisz, ze wraca ze skrzydla szpitalnego?
- ...musi byc w niezlym szoku...
Harry usiadl pomiedzy Ronem a Hermiona, kompletnie nic nie rozumiejac z tych strzepow zdan. Ale chyba nie chcial wiedziec, o co chodzi.
- Stary, nawet sobie nie wyobrazasz, co sie dzieje - zaczal Ron. - Cala szkola az huczy od plotek. Ta lekcja przejdzie do historii, mowie ci.
Zanim Harry zdazyl cos na to odpowiedziec, obok kanapy zmaterializowal sie zdyszany Dennis Creevey z zaczerwienionymi z przejecia policzkami.
- Harry, wow! Slyszalem, co zrobiles! Jak postawiles sie Snape'owi, a on cie pobil! I jak Neville sie poplakal, a ty go obroniles! Jestes niesamowity!
Gdzies z oddali dobiegl do Harry'ego zdenerwowany glos Neville'a:
- Ile razy mam powtarzac, ze wcale sie nie poplakalem?!
Obok Dennisa pojawila sie Angelina, a za nia Katie Bell.
- Slyszalysmy, ze Snape wyczyscil wszystkim kociolki i doprowadzil kogos do placzu. I odebral punkty Slizgonom! To prawda?
- Ee... - zaczal Ron, zerkajac na calkowicie oszolomionego Harry'ego. - Czesciowo.
- I podobno pobil Neville'a! A was wyrzucil z klasy.
- Nie, to Harry'ego pobil - wyjasnil im Dennis. Obie dziewczyny spojrzaly na Harry'ego z niedowierzaniem.
- Naprawde?
