- Przeciez Snape wiele razy mowil ci o wiele gorsze swinstwa i ty nigdy...
- Ron!
- ...i nigdy cie to nie ruszalo. Co sie stalo? To wygladalo...
- Ron! - Hermiona zlapala go za rekaw i pociagnela. Ale rudzielec wyrwal ramie.
- To wygladalo troche nienormalnie. No wiesz... Rozumiem, ze Snape potrafi przygadac, ale jego chamskie komentarze zawsze cie tylko wkurzaly, jeszcze nigdy nie doprowadzily cie...
- Ron, zamknij sie!
- ... do lez. Ja po prostu... tego nie rozumiem.
Harry zatrzymal sie nagle. Jego przyjaciele zrobili to samo. Powoli odwrocil sie i spojrzal na nich w taki sposob, ze Ron mimowolnie sie cofnal, a Hermiona zagryzla warge i uciekla wzrokiem.
- Mam teraz... pewne problemy - powiedzial ostroznie Harry. - I chce, zebyscie zostawili mnie w spokoju.
- Jakie problemy? - Ron nie dawal za wygrana. Harry widzial na jego twarzy zacietosc. A czego innego moglby sie spodziewac po takim przedstawieniu? Nawet Ron nie byl az tak glupi...
- To nie twoja sprawa - wycedzil Harry. Mial dosyc. Nie mial ochoty tlumaczyc sie, klamac, wymyslac. Chcial, zeby wszyscy po prostu zostawili go teraz w spokoju. Ponownie ruszyl przed siebie, calkowicie ignorujac zaszokowana mine przyjaciela.
- Jak to nie moja? - zawolal za nim Ron, kiedy doszedl juz do siebie. - Przez caly dzien zachowywales sie tak, jakby cie nie bylo. Chodziles zamyslony, nic do ciebie nie docieralo. A teraz wybuchnales placzem na lekcji u Snape'a. Co to mialo, do cholery, znaczyc?
Harry znowu sie zatrzymal.
Co mial mu powiedziec? Co, do diabla, mial powiedziec? Jak mogl cos takiego wyjasnic?
Odwrocil sie do Rona.
- Ja... jestem troche rozbity, bo... - Zacisnal usta. W glebi korytarza, ponad ramieniem wpatrujacego sie w niego z oczekiwaniem przyjaciela, dostrzegl dwie spacerujace Slizgonki. - Bo... rozstalem sie ze swoja dziewczyna. Wczoraj wieczorem. I ona... - przelknal sline - powiedziala mi cos strasznego. A Snape mi o tym przypomnial. I ja... - Spuscil glowe.
Przez chwile panowala cisza. Bylo mu wszystko jedno, czy Ron mu uwierzy, czy nie. Byle tylko dal mu w koncu spokoj.
- Och... - Uslyszal po chwili glos przyjaciela. - To... to w porzadku. To znaczy nie 'w porzadku, ze sie poklociliscie', czy cos, ale w porzadku, ze... wiesz, o co mi chodzi.
Harry pokiwal glowa, wciaz wpatrujac sie w kamienne plyty pokrywajace podloge.
- Jestes pewien, ze to juz skonczone? - odezwala sie nagle Hermiona dziwnym, zduszonym glosem.
- Tak - odparl Harry, czujac nagly chlod w klatce piersiowej. - Calkowicie.
- To... dobrze - wyszeptala Gryfonka. - Ona ci nie da szczescia. Nie powinienes lokowac swoich uczuc... w kims takim.
Oczy Harry'ego rozszerzyly sie, ale nie podniosl glowy.
Ona wiedziala! Domyslila sie!
Jego serce scisnal nagly strach.
Ale chyba nie... chyba nie
