I wtedy to poczul. Wrazenie, jakby przez jego cialo przeplynal prad i uniosly mu sie wszystkie wloski na karku. I doskonale wiedzial, co to oznaczalo.
Nie, nie obejrzy sie!
Przelknal sline i wbil spojrzenie w gazete, ktora zaslaniala sie siedzaca po drugiej stronie stolu Hermiona. Naglowek na pierwszej stronie glosil:
KOLEJNY BESTIALSKI ATAK SAMI-WIECIE-KOGO
Harry nie czytal dalej. Spuscil wzrok, wbijajac go w swoj pusty talerz. Wciaz czul na karku piekace spojrzenie, ktore wyprowadzalo go z rownowagi.
Musial... nie mogl ciagle tylko... Musial zapomniec. Skupic sie na czyms innym.
Jego wzrok ponownie powedrowal w strone Proroka. Oczy zesliznely sie nizej, na zdjecie plonacego budynku.
Tak, to byla odpowiedz. Mial ja tuz przed nosem. Przez caly czas. Tylko wczesniej nie chcial jej dostrzec. Zbyt pochloniety soba i swoimi 'problemami'. Zbyt zaslepiony, aby zauwazyc, ze swiat wciaz sie kreci. Zbyt opetany swoim egoistycznym zadurzeniem...
Wpatrywal sie w zdjecie, czujac, jak do jego serca zakrada sie chlod, a pluca wypelniaja sie czyms lepkim, co sprawilo, ze mial trudnosci z oddychaniem. Mial wrazenie, ze zoladek zamienil mu sie w kamien, kiedy jego umysl na powrot zaczela wypelniac smolista substancja zwana nieuniknionym. Cos, o czym prawie udalo mu sie zapomniec na kilka pieknych miesiecy, podczas ktorych pozwolil sobie nawet na cos tak zuchwalego, jak snucie planow na przyszlosc...
Nie bylo przyszlosci. Nie w jego przypadku. Mial zadanie do wykonania. Mial pokonac Voldemorta. Tego wszyscy od niego oczekuja. To jest jego droga, jego zyciowy cel. A nie wdawanie sie w romans i gonienie za nieosiagalnym. Nie jest mu potrzebna nieodwzajemniona milosc. Juz i tak wystarczajaco duzo czasu stracil na Snape'a.
Jak w ogole mogl miec nadzieje, ze komukolwiek bedzie na nim zalezec? I to komus pokroju Snape'a? Pieprzonemu Smierciozercy bez uczuc? Jakim byl zalosnym frajerem!
Oczami duszy wyobrazil sobie uczniow z przyczepionymi do piersi plakietkami z napisem 'Potter to frajer'.
Ale teraz koniec z tym! Juz nigdy wiecej nie pozwoli nikomu sie zranic. Snape juz sie do niego nie zblizy. Harry na to nie pozwoli. Teraz zrobi to, czego oczekuje od niego caly czarodziejski swiat. Pojdzie po lekcjach do biblioteki, bedzie sie sumiennie uczyl i nie pomysli ani razu o tym, jak bardzo zostal zraniony... jak bardzo czuje sie zlamany tam w srodku...
Nie, nie pomysli o tym ani razu!
Podniosl glowe i spojrzal na siedzacych po drugiej stronie stolu przyjaciol.
- Chyba pojde po lekcjach do biblioteki. Ja... mam zaleglosci. Musze sie pouczyc.
Hermiona opuscila gazete, zerkajac ponad nia i przez chwile przygladala mu sie badawczo.
- W porzadku - powiedziala. - Jezeli tego wlasnie potrzebujesz...
- Tak - odparl Harry. Chyba troche zbyt szybko. Hermiona nie powiedziala nic wiecej i Harry byl jej wdzieczny.
*
Skupienie sie na lekcjach nie bylo latwe, ale z drugiej strony doskonale zajmowalo jego mysli. Kiedy, caly ublocony, wyszedl z cieplarni numer piec i wraz z pozostalymi uczniami ruszyl pod prysznic, byl troche rozczarowany tym, ze zajecia juz sie skonczyly.
- Zajefajne sa te plujki
