ze jest takim skonczonym frajerem, ze nie potrafi nawet minac tego tlustowlosego dupka na szkolnym korytarzu bez odczuwania jakichs sensacji. - Do zobaczenia na kolacji - rzucil i ruszyl biegiem przed siebie, chcac stad jak najszybciej uciec. Jak najszybciej uciec od tego ziolowego zapachu unoszacego sie wstegami w calym korytarzu.
*
Nie mial pojecia, od czego zaczac. Wiedzial, ze pani Pince za zadne skarby swiata nie wpusci go do Dzialu Ksiag Zakazanych, pozostawal mu wiec tylko dzial z ksiegami do Obrony Przed Ciemnymi Mocami. Na razie. I tak planowal nocny wypad po kilka zakazanych podrecznikow, ale teraz moze przeszukac rowniez te ogolnodostepne. Wybral kilka ksiazek o umiarkowanie interesujacych tytulach, takich jak 'Zaawansowane techniki obrony magicznej', 'Atak z zaskoczenia: jak go uniknac i jak go odeprzec', 'Zaskocz swojego wroga, zanim on zaskoczy ciebie' oraz 'Systemy obronne w slynnych bitwach'.
Coz, raczej nie mial zamiaru brac udzialu w wielkiej bitwie, ale moze znajdzie cos przydatnego. Usiadl przy stole w samym kacie biblioteki i zaglebil sie w tresc ksiazek, majac nadzieje, ze znajdzie w nich cos, co mu pomoze.
Zanim sie zorientowal, minela godzina osma. Przegapil kolacje. Coz, i tak nie byl glodny. Mial wrazenie, ze od wczorajszego popoludnia jego zoladek zawiazal sie na supel i odmawial przyjmowania pokarmu.
W ksiazkach znalazl niewiele. Kilka ciekawych zaklec ochronnych, kilka technik przydatnych bardziej w pracy szpiega, kilka strategii walk obronnych, ale nic naprawde poteznego, co mogloby skutecznie zatrzymac i zranic jakiegokolwiek Smierciozerce. Juz nie mowiac o trwalym usunieciu go z drogi.
Oparl sie na krzesle, przymknal oczy i westchnal gleboko.
Gdyby tylko ktos mu powiedzial, od czego zaczac, w ktora strone pojsc, gdyby mial jakikolwiek punkt zaczepienia...
Nie podda sie. Wroci tu jutro, i bedzie wracal pojutrze, po pojutrze i kazdego nastepnego dnia, dopoki nie znajdzie czegos, co pozwoli mu miec jakiekolwiek szanse w starciu z Voldemortem.
***
Nastepnego dnia Snape znowu pojawil sie na sniadaniu. Co jeszcze skuteczniej odebralo Harry'emu apetyt. Siedzial tylko przy stole, grzebiac widelcem w jajecznicy i probujac przekonac samego siebie, ze wloski na karku wcale mu sie nie unosza co jakis czas, a ta mroczna sylwetka po drugiej stronie sali to po prostu jego wredny nauczyciel Eliksirow, z ktorym nic go nie laczy, nic go nigdy nie laczylo i ktorego nienawidzi tak samo, jak przez ostatnie piec lat.
Tylko jedno z tych twierdzen bylo prawdziwe.
Znowu czul ten bolesny ucisk w klatce piersiowej. Myslal, ze juz sie go pozbyl. Wczoraj, kiedy siedzial w bibliotece, prawie go nie czul. Ale dzisiaj, kiedy tylko wszedl do Wielkiej Sali i katem oka dostrzegl mroczny cien przy stole nauczycielskim, ponownie cos go zaczelo uwierac w piersi. Jeszcze mocniej.
Nie, postanowil, ze bedzie go ignorowal. Severus przestal istniec, musi to sobie powtarzac. Teraz jest tylko 'profesor Snape'.
Profesor Snape, do ktorego powinien pojsc dzisiaj na szlaban. Ale nie pojdzie. Juz nigdy nie pojdzie. Poprosil go o przekazanie jego szlabanow innemu nauczycielowi, ale nikt sie z nim nie skontaktowal. Podejrzewal, ze Snape nikogo o tym nie poinformowal, ale wcale mu to nie przeszkadzalo. Juz wiedzial, gdzie bedzie spedzal czas w poniedzialkowe oraz srodowe wieczory i co bedzie robil.
Czujac na sobie wyczekujace spojrzenie Hermiony, wzial dwa kesy zimnej juz jajecznicy. Przyjaciolka wciaz nagabywala go, ze powinien jesc, dlatego dla swietego spokoju wolal co jakis czas cos przegryzac, inaczej gotowa byla jeszcze wyslac go do pani Pomfrey.
Nie rozmawiali na 'ten temat' od poniedzialku. Harry podejrzewal, ze Hermiona musi zapewne przetrawic wszystko, czego sie dowiedziala. Prawie w ogole sie do siebie nie odzywali. Tylko co jakis czas chlopak czul na sobie jej zamyslone spojrzenie, ale gdy tylko na nia zerkal, natychmiast odwracala glowe albo chowala sie za ksiazka lub gazeta.
