Nie moze mu na to pozwalac. Nie moze pozwolic, aby Snape nawet przez sekunde pomyslal, ze to, co robi, ma dla Harry'ego jakies znaczenie, ze ma na niego jakikolwiek wplyw. Musi mu pokazac, udowodnic, ze nie chce miec z nim nic wspolnego, ze jego zabiegi nie przynosza rezultatu, ze Harry nie pozwoli wodzic mu sie za nos i ze doskonale wie, do czego Snape zmierza.
Czy ten dran naprawde myslal, ze to wystarczy? Ze wystarczy kilka spojrzen, kilka gestow i Harry pobiegnie do niego niczym steskniony szczeniak? O nie! Z pewnoscia tak sie nie stanie. Nie pozwoli... nie pozwoli po raz drugi wciagnac sie w to bagno!
Wcisnal okulary na nos i spojrzal na drzwi tak, jakby byly jego najwiekszym wrogiem. Buzowala w nim zlosc. Zepchnal ja jednak na samo dno zoladka, postanawiajac, ze poczeka, az wytrawi sie w cos ostrego i twardego, i dopiero wtedy, kiedy bedzie mu potrzebna, wypusci ja na wolnosc.
Ale teraz musial juz isc. Nie wiedzial, ile czasu minelo, podejrzewal, ze okolo dziesieciu, pietnastu minut, ale nie mial ochoty, aby Ron i Hermiona zaczeli go szukac i wypytywac, gdzie byl tak dlugo. Schylil sie po torbe i wyciagnal z niej peleryne niewidke. Lepiej ja zalozyc. W koncu byl w lochach. Nie mial ochoty platac sie po nich samotnie, w dodatku w okolicach klasy Eliksirow.
Zarzucil torbe na ramie, otulil sie szczelnie peleryna, wyszedl z kabiny i podszedl do drzwi. Na zewnatrz panowala cisza. Westchnal i ostroznie nacisnal na klamke. Drzwi uchylily sie z cichym skrzypieniem, jednak echo ponioslo ten dzwiek daleko po korytarzach. Harry skrzywil sie i pchnal drzwi mocniej, wychodzac na zewnatrz, jednak w polowie kroku zatrzymal sie gwaltownie, jakby trafiony zakleciem paralizujacym. Po drugiej stronie korytarza stal Snape. Trzymal reke na klamce drzwi do klasy Eliksirow, ktora chyba wlasnie zamierzal zamknac i szeroko otwartymi oczami wpatrywal sie w miejsce, w ktorym stal Harry.
Nawet w Hogwarcie samo-otwierajace sie drzwi nie byly czyms normalnym.
Niech to szlag! Zawsze, zawsze mial takiego pierdolonego pecha! Musial wyjsc akurat teraz! Kurwa! Kurwa! Kurwa!
Harry stal bez ruchu, siarczyscie przeklinajac w myslach wszystko, co podsunal mu umysl, i slyszac szalone bicie wlasnego serca. Drzwi do lazienki byly szeroko otwarte, ale nie mogl ich teraz zamknac. Nie mogl wykonac zadnego ruchu. Bal sie, ze nawet najdrobniejszy szelest moze zdradzic jego obecnosc.
Widzial, jak oczy Snape'a zmruzyly sie i badawczo zaczely przygladac sie drzwiom. Serce Harry'ego podchodzilo do gardla za kazdym razem, kiedy czarne oczy spoczywaly na nim i byl niemal pewien, ze Snape go widzi, ze wyczuwa jego obecnosc, ze wie...
Nie, to bylo glupie. Musi sie uspokoic. Nie mogl go przeciez widziec. Moze po prostu stwierdzi, ze to jakis przeciag... tak, przeciag, ktory potrafi otworzyc szczelnie zamkniete drzwi?
Po krotkiej chwili Snape odwrocil sie z powrotem w strone klasy Eliksirow i Harry niemal zemdlal z ulgi. Mezczyzna zamknal drzwi do sali, przekrecil klucz w zamku i schowal go w swoje szaty. A nastepnie, ku przerazeniu Harry'ego, odwrocil sie i ruszyl prosto na niego. Chlopak odskoczyl na bok w tym samym momencie, w ktorym mezczyzna siegnal do klamki, aby zamknac niesforne drzwi do lazienki. I wtedy kilka rzeczy wydarzylo sie jednoczesnie. Snape znieruchomial, jego nozdrza zadrgaly, kiedy wciagnal gleboko unoszacy sie wszedzie slodki zapach wanilii, a oczy przymknely sie na chwile, tak jakby doznal wlasnie dziwnej przyjemnosci. Harry przylgnal do sciany, czujac nagly uscisk w klatce piersiowej. Jego serce bilo juz tak szybko i mocno, iz mial wrazenie, ze slychac je doskonale w calym korytarzu.
Jego zapach. Snape wyczul jego zapach. Jego cholerny zapach!
Mezczyzna uniosl powieki i jego oczy na ulamek sekundy powedrowaly w bok, kierujac sie prosto do miejsca, w ktorym stal Harry, i przeszyly go spojrzeniem, ktore sprawilo, ze ugiely sie pod nim spocone kolana.
I to bylo wszystko. Nic nie
