- Przykro mi, ale Harry nie moze sie zjawic na dzisiejszej lekcji, gdyz zachorowal i aktualnie przebywa w skrzydle szpitalnym. Pani Pomfrey kazala mi przekazac panu usprawiedliwienie Harry'ego.

W oczach Snape'a wybuchla wscieklosc. Nie naplynela, nie pojawila sie, ale wlasnie wybuchla.

- Siadaj! - warknal, wyrywajac kartke z reki Hermiony i drac ja na oczach zszokowanej dziewczyny na male kawaleczki.

Jak on smial? Jak smial mnie zignorowac? Jak mogl tak bezczelnie mnie zlekcewazyc? Och, kazdy Gryfon w tej klasie, kazdy z jego nedznych przyjaciol popamieta te lekcje... Zniszcze ich wszystkich, zadrecze. Potter juz nigdy wiecej nawet nie pomysli o ucieczce ode mnie.

Klasa zaczela szalenczo wirowac i zmienila sie w gabinet Mistrza Eliksirow. Harry siedzial w fotelu naprzeciw Snape'a z twarza ukryta w dloniach. Wlasnie przed chwila mezczyzna poczestowal go herbata z Veritaserum i Harry wyznal mu takie rzeczy, ktorych nigdy nie odwazylby sie wyznac. Fragmenty twarzy, ktorych nie udalo mu sie zaslonic dlonmi, byly mocno zaczerwienione.

Snape przygladal mu sie ze zmruzonymi oczami.

Och, uwielbiasz robic z siebie ofiare, co Potter?

Harry powoli opuscil rece, jednak nie od razu spojrzal na mezczyzne. Westchnal gleboko kilka razy i dopiero po chwili podniosl wzrok. W jego oczach plonela chwiejna zacietosc i wydawalo sie, ze kazdy najlzejszy podmuch moglby ja zgasic.

Musze byc ostrozny. Musze zrobic cos, co da mu chociaz zludne poczucie panowania nad sytuacja.

- Dlaczego tak sie krzywdzisz? - Glos Mistrza Eliksirow byl niewiarygodnie cichy i spokojny. Oczy Harry'ego rozszerzyly sie nagle po tych slowach. - Jezeli tak bardzo boisz sie swoich pragnien, to daje ci wybor. - Wskazal na drzwi. - Mozesz wyjsc, jezeli chcesz. Nie bede cie zatrzymywal.

Harry siedzial w fotelu, wygladajac tak, jakby byl niezdolny do jakiegokolwiek ruchu i patrzyl, jak Snape wstaje i podchodzi do polek, wybiera ksiazke i ponownie siada w fotelu, pograzajac sie w lekturze.

Znakomicie to rozegralem. Myslisz, ze masz jakikolwiek wybor, chlopcze? To tylko kwestia czasu...

Harry wygladal na zagubionego. Spojrzal na Snape'a, a nastepnie przeniosl wzrok na drzwi. Przez chwile przygladal sie im, a nastepnie wzial bardzo dlugi i bardzo gleboki oddech, po czym ponownie spojrzal na Snape'a. Zamknal oczy, westchnal przeciagle i podniosl sie z fotela.

Tak szybko? Nawet nie doszedlem do drugiego akapitu...

Harry wstal i powoli podszedl do fotela, w ktorym siedzial Snape. Ostroznie wyjal mu ksiazke z rak i odlozyl na stolik, a nastepnie uniosl drzaca reke i dotknal policzka mezczyzny.

- Wybieram ciebie - wyszeptal cicho.

A to niespodzianka...

Obraz ponownie zawirowal. Gabinet zamienil sie w korytarz prowadzacy do skrzydla szpitalnego, ktorym jak burza szedl Snape, niosac na rekach zakrwawionego, nieprzytomnego Harry'ego, po ktorego posiniaczonej i porozcinanej szramami twarzy splywaly struzki krwi, opadajac na czarna szate i wsiakajac w nia lub tez spadajac pojedynczymi kroplami az na posadzke i zostawiajac na niej dlugi ciemnoczerwony slad. W oczach mezczyzny szalala lodowata wichura gniewu. Gniewu tak wielkiego, iz wygladal niemal jak opetany.

Zabije go. Obedre go ze skory i bede patrzyl, jak zdycha. Nie... Roztrzaskam mu czaszke, bede nia uderzal o sciane tak

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату