dlugo, az sie rozlupie. Nie... Polamie mu nogi, poucinam palce, a pozniej spale go zywcem. Nie... to musi byc cos innego... najdotkliwsza kara. Przez tego bezrozumnego kretyna caly moj plan... wszystko moglo lec w gruzach. Gdyby zabil Pottera, moglbym pozegnac sie z wolnoscia. Nie ucieknie przede mna. Znajde go i... tak, uzyje Legilimens Evocis. Zepchne go do piekiel. Zamkne w koszmarach. A tych dwoch glupkow po prostu sie pozbede. Zaciagne ich do Czarnego Pana, niech zrobi z nimi co zechce. Ale Malfoy jest moj!

Kopnieciem otworzyl drzwi skrzydla szpitalnego i wpadl do srodka. McGonagall, Dumbledore i Pomfrey, zaalarmowani przez Rona i Hermione, juz na niego czekali. McGonagall wydala z siebie okrzyk trwogi i zaslonila usta dlonia, kiedy ujrzala Harry'ego. W blekitnych oczach Dumbledore'a pojawily sie strach i gniew jednoczesnie.

- Szybko! Poloz go tutaj, Severusie! - krzyknela Pomfrey, wskazujac najblizsze lozko.

Snape ostroznie ulozyl Harry'ego na bialej poscieli, ktora niemal natychmiast zabarwila sie czerwienia.

- Severusie - zaczal Dumbledore, kladac dlon na klatce piersiowej Harry'ego. - Bedziemy potrzebowali twoich eliksirow. Czy moglbys...? Severusie! - Nie zdolal jednak dokonczyc, gdyz mezczyzna byl juz niemal przy drzwiach, za ktorymi blyskawicznie zniknal, pozostawiajac po sobie jedynie echo trzasniecia poteznymi wrotami.

Wszystko sie rozmylo i na miejscu skrzydla szpitalnego pojawil sie gabinet Dumbledore'a. Dyrektor siedzial przy swoim biurku ze splecionymi dlonmi i powaznym wzrokiem. Snape stal po drugiej stronie gabinetu, wyprostowany niczym posag i z kamiennym wyrazem twarzy.

- Jestes tego absolutnie pewien, Severusie? - zapytal Dumbledore, wbijajac w mezczyzne przeszywajace spojrzenie.

- Tak, dyrektorze. Chlopak calkowicie oszalal. Chcial zabic Pottera. Zaczaili sie na niego z zamiarem skatowania go na smierc. Nie zamierzali uzywac magii, aby ich nie wykryto. Myslal, ze w ten sposob zyska wdziecznosc Czarnego Pana... - Snape zawiesil glos i oblizal wargi.

Dumbledore westchnal gleboko i spuscil wzrok, wpatrujac sie w swoje dlonie.

- Skad wiedziales, ze sie do niego udal?

- Otrzymalem wezwanie.

Dumbledore zamknal oczy i pokrecil glowa.

- Zaluje, ze nie udalo mi sie temu zapobiec. Powinienem byl...

- Czarny Pan nie wybacza. Nic nie mogl pan zrobic, dyrektorze.

Dumbledore otworzyl oczy i spojrzal na Snape'a spod kurtyny siwych wlosow.

- To dobrze, ze sprowadziles jego cialo z powrotem do zamku. Przynajmniej tyle udalo nam sie uratowac, poniewaz jego umysl juz na zawsze pozostanie... zmasakrowany. Czy Lucjusz i Narcyza...?

- Nie bylo ich przy tym.

- To dobrze. - Chwila ciszy. - A...?

- Crabbe zginal, probujac chronic syna. Goyle nie odezwal sie ani slowem, kiedy Voldemort torturowal jego syna, ale podejrzewam, ze nie zjawi sie na kolejnym spotkaniu Smierciozercow, co jest praktycznie rowne jego smierci, poniewaz Czarny Pan i tak go odnajdzie i zabije, kiedy dowie sie o jego dezercji - powiedzial Snape wywazonym, spokojnym tonem. W jego oczach nie bylo niczego poza czernia, ktora teraz rozrosla sie, pochlaniajac wszystko wokol, a w ciemnosci zabrzmiala mysl:

Temu staremu glupcowi nawet przez mysl nie przejdzie, ze moglem miec z tym cos wspolnego. Zgadza sie, zmasakrowalem jego umysl i chlopak juz nigdy nie bedzie soba. Dalem mu to, na co zasluzyl. Taka kara spotyka tych, ktorzy probuja wejsc mi w droge...

Z ciemnosci zaczely wylaniac sie ksztalty, ktore po chwili przeobrazily sie w gabinet Mistrza Eliksirow. Snape stal przy otwartych drzwiach,

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату