ktorej trzymal fiolke, drzala.
Pukanie rozleglo sie ponownie, jeszcze glosniejsze i bardziej natarczywe.
Potter! Przysiegam, ze tego pozalujesz!
Z nieopanowanym gniewem roztrzaskal fiolke o podloge i niczym chmura gradowa zwiastujaca prawdziwa nawalnice, wybiegl z pomieszczenia. Sciana zasunela sie za nim tuz przed tym, zanim z rozmachem otworzyl drzwi.
- Dobry wieczor, Severusie - powiedzial szybko Harry i bez wahania wsunal sie do srodka przeslizgujac sie pod ramieniem mezczyzny i rozgladajac po pomieszczeniu. Snape powoli zamknal za nim drzwi. Jego oczy ciskaly blyskawice. Blyskawice stworzone z lodu.
Harry odwrocil sie i kiedy jego wzrok padl na twarz mezczyzny, pojawil sie w nim strach i niepewnosc.
- Wszystko w porzadku? - zapytal niepewnie. - Mam nadzieje, ze ci w niczym nie przeszkodzilem. - Rozejrzal sie ponownie po pokoju.
- Czego chcesz, Potter? - Glos Snape'a byl niczym stalowe ostrze. Zimne i raniace. - Przyszedles, zeby mnie zadowolic?
- Ja tylko... - Harry otworzyl usta, ale mezczyzna nie pozwolil mu dokonczyc.
- Nie gadaj, tylko rozbieraj sie. Wolisz najpierw mnie zaspokoic... - Dlugie palce sugestywnie powedrowaly do rozporka, ale po chwili zatrzymaly sie, a twarz mezczyzny wykrzywil okrutny, kpiacy wyraz - ...a moze od razu mam cie pieprzyc? - Chlopak po prostu stal i wpatrywal sie w niego z otwartymi ustami. - Zamierzasz tak stac i gapic sie na mnie, Potter? Klekaj!
Och tak, widze, ze cie to boli. I bardzo dobrze. Zaplacisz za to, co zrobiles. Bedzie bolec jeszcze bardziej. Naucze cie, ze to nie jest hotel, do ktorego mozesz sobie przychodzic niezapowiedziany. Naucze cie posluszenstwa.
- O co chodzi, Potter? Przeciez po to wlasnie przyszedles, czyz nie? Zawsze przychodzisz tylko po to - wysyczal Snape, z przyjemnoscia obserwujac kazdy spazm bolu, ktory jego slowa wywolywaly na twarzy Harry'ego.
- Widze, ze masz zly humor - wydusil w koncu chlopak cichym, lamiacym sie glosem. - To ja juz pojde. Nie chce...
O nie, jeszcze z toba nie skonczylem!
- Zawsze mam zly humor, kiedy platasz sie wokol mnie, niczym zalosny, skomlacy szczeniak - warknal mezczyzna, wbijajac w niego mordercze spojrzenie. - Oddany, uzalezniony szczeniak, ktory zrobi wszystko, co mu sie kaze. No dalej...
- Zamknij sie! - Z ust Harry'ego wyrwal sie wsciekly krzyk, a w powietrzu zafalowala sugestia pelnego satysfakcji smiechu, ktory rozbrzmiewal w duszy Snape'a. Wszystko spowila ciemnosc, a smiech powoli zanikal i wizja przeskoczyla ponownie.
Harry siedzial w fotelu naprzeciw Snape'a. Na jego twarzy malowalo sie zdecydowanie, kiedy mowil:
- Zabije go. Zabije Voldemorta.
Snape rzucil mu bardzo dlugie spojrzenie.
Doprawdy? Ty? Ty chcesz zabic najpotezniejszego czarodzieja wszechczasow? Nie rozsmieszaj mnie... Nigdy ci sie to nie uda. Nic nie potrafisz. Jestes zerem.
- A jak zamierzasz to zrobic? - zapytal w koncu Snape.
- Jeszcze nie wiem - odparl cicho chlopak i widzac szyderczy usmiech, ktory pojawil sie na twarzy Mistrza Eliksirow, dodal szybko - Ale znajde jakis sposob. Voldemort zaplaci za wszystko, chocby miala to byc ostatnia rzecz, jaka zrobie!
Snape przestal patrzec na
