Nie, nie mysle tak Potter. Ja to wiem. Zawsze bedziesz mi na wszystko pozwalal, poniewaz jestes zbyt slaby, aby sie przede mna obronic.
- To znaczy... - zajaknal sie Harry. - Moze do tej pory tak bylo, ale od teraz to sie zmieni! Nie bedziesz mna wiecej pomiatal! Koniec z tym!
Snape zatrzymal sie nagle, patrzac na Harry'ego z mieszanina pogardy i zaciekawienia. Tak, jak patrzy sie na szarpiacego sie i probujacego wyrwac z oplatajacej go pajeczyny owada.
- A w jaki sposob mi tego zabronisz, Potter? - wycedzil groznym, mrocznym szeptem. - Jak chcesz zabronic mi korzystania z mojej wlasnosci wedle mego uznania?
Tak, Potter, dobrze uslyszales. Jestes moja wlasnoscia. Twoje zycie zalezy tylko ode mnie i to ja zdecyduje, co z nim zrobie.
Wizja zmienila sie nagle. Teraz Snape stal tuz za Harrym, trzymajac dlonie w jego slipach i szepczac mu wprost do ucha:
- Powiem ci prawde o tobie, Potter - wymruczal cicho mezczyzna, rozsuwajac powoli zamek spodni Harry'ego. - Chcesz tego. Uwielbiasz mnie prowokowac, zebym pozniej mogl cie zlamac. - Snape zsunal z bioder jego spodnie i pozwolil im opasc do kolan. - I uwielbiasz, kiedy to robie. Kiedy przywoluje cie do porzadku, kiedy lamie twoj opor, kiedy cie karze - kontynuowal mezczyzna, a blada dlon o smuklych palcach wsliznela sie pod material bokserek.
Taki twardy... jak niewiele potrzeba, by doprowadzic cie do tego stanu...
- Poniewaz uwielbiasz tak sie czuc, Potter - kontynuowal Snape. - Brudny i upokorzony. Zlamany i zdominowany. I wiem, ze nienawidzisz tej czesci siebie, ktora to lubi, ale jednoczesnie nie potrafisz przestac. - Harry jeknal. Jedna z rak Mistrza Eliksirow przesunela sie do tylu i zatrzymala na jego posladkach, rozchylajac je lekko palcami. Uwielbiasz... - glos stal sie zachrypniety - ...wic sie u moich stop.
Jakiez to proste. Jak latwo toba manipulowac, chlopcze... Dobrze wiem, czego pragniesz. Wystarczy ci to dac, a od razu zamieniasz sie w skamlacego, uleglego szczeniaka. Moja wlasna dziwka...
Dziwka...
Dziwka...
Dziwka...
Echo ponioslo to jedno slowo w eter, doprowadzajac do tego, ze obraz zaczal falowac i przeksztalcac sie. Ponownie pojawily sie komnaty, ale byla to juz zupelnie inna scena. Obaj siedzieli w fotelach naprzeciw siebie.
- W zasadzie to... tak sie zastanawiam... - Harry, ktory do tej pory wpatrywal sie w swoje kolana, podniosl wzrok i spojrzal na przypatrujacego mu sie z uwaga Mistrza Eliksirow. - Kiedy jestes z Voldemortem i kiedy on kaze robic ci te wszystkie... rzeczy... To znaczy, rzucac rozne klatwy... Powiedziales, ze aby je rzucic, trzeba naprawde tego chciec. Wiec jak ty...? - urwal, widzac nagly blysk w oczach mezczyzny.
Na twarzy Harry'ego pojawilo sie zrozumienie, a zaraz po nim przerazenie.
Usta Snape'a wykrzywil mroczny usmiech.
- Jestes zaskoczony, Potter?
Harry wygladal tak, jakby doznal ciezkiego szoku. Wpatrywal sie w przestrzen szeroko otwartymi oczami, a po chwili pokrecil glowa.
- To niemozliwe.
- Dlaczego nie? - zapytal kpiaco Severus.
- Czy to... czy to znaczy, ze ty... ty to lubisz? Powiedziales, ze trzeba naprawde tego chciec. Czy ty naprawde...? - urwal, kiedy Snape pochylil sie w jego strone i zmruzyl oczy.
