- To, co lubie, to, co musze, a to, czego chce, to sa zupelnie rozne rzeczy, Potter.
Och, oczywiscie, ze lubie zadawac bol, ale tylko i wylacznie wtedy, kiedy mam w tym jakis cel i kiedy sam tego chce. A sluzac Czarnemu Panu, musze go zadawac przez caly czas, nawet wtedy, gdy uwazam, ze jest calkowicie zbedny. I dlatego chce sie od niego uwolnic. Juz nikt nie bedzie ponad mna. Bede to robil na swych wlasnych warunkach. Ale ty tego nie zrozumiesz, Potter.
Harry zmarszczyl brwi.
- Ale czy ty...?
- Ludzki umysl to naprawde ciekawe narzedzie. Mozna sie nim poslugiwac do woli, jezeli wie sie tylko, gdzie znajduje sie zamek i w jaki sposob go otworzyc. Kiedy tego dokonasz, jestes w stanie zrobic wszystko. Mozesz zmusic swoj umysl do takich rzeczy, ktorych teoretycznie nigdy nie bylbys w stanie zrobic. Na przyklad zabic czlowieka. Albo zwiazac sie z nim uczuciowo. Lub tez go znienawidzic. Na tym wlasnie polega kontrola.
Tylko dzieki niej znosze jakos twoja obecnosc i jestem w stanie cie dotknac...
Obraz rozplynal sie, a nastepnie wyostrzyl, przeobrazajac sie w Wielka Sale. Snape siedzial przy stole nauczycielskim i obserwowal Harry'ego, ktory wygladal tak, jakby mial zaraz zasnac i wpasc glowa w talerz z jedzeniem.
Cos jest z nim nie w porzadku. Nie podoba mi sie wyraz jego twarzy. Kiedy na mnie patrzy, widze strach w jego oczach. Musze go uwaznie obserwowac...
Wizja zmienila sie. Pojawila sie klasa Eliksirow. Snape stal za Harrym i obserwowal jego zacisnieta w piesc, drzaca dlon.
Jest spiety. Widac to w kazdym jego gescie. Boi sie mnie. Dlaczego?
Wizja rozmyla sie, zastapiona kolejna. Snape stal z wyciagnieta reka przed drzwiami swoich komnat i taksowal Harry'ego zimnym wzrokiem.
- Oddaj to, co ukradles - wysyczal.
- J-ja... - wydukal Harry.
- Nie kaz mi cie przeszukiwac - warknal mezczyzna, wbijajac w niego grozne spojrzenie.
Harry zagryzl warge.
Podszedl do mezczyzny, wyjal z kieszeni Eliksir Bezsennego Snu i podal mu go bez slowa. Snape spojrzal na butelke i jego twarz przez moment stala sie blada, a oczy rozszerzyly sie.
A niech to! To dlatego sie tak dziwnie zachowywal... Znowu musial miec sen. I to tak sugestywny, ze probowal to przede mna ukryc i zaczal mnie unikac. Nie podoba mi sie to...
- Dlaczego mnie o niego nie poprosiles, Potter?
- J-ja... Nie chcialem cie niepokoic. Dlatego sam wzialem ten eliksir. Zebys... sie nie martwil.
Wzruszajace...
- Jakiez to mile z twojej strony - prychnal Severus, wbijajac w niego przeszywajace spojrzenie. - A wiec to nie ma nic wspolnego z tym, ze ostatnio wygladasz jak lunatyk? I ze pewnie znowu snilo ci sie cos, o czym chcesz zapomniec?
- Ja... to znaczy... - zajaknal sie. - Mialem sen, w ktorym gonilo mnie stado pajakow, a bardzo sie ich boje. I dlatego chcialem go wziac.
- Doprawdy? - Jedna z brwi Snape'a uniosla sie. - Pajaki? A moze jeszcze myszy?
Co za marny klamca... Klamliwy, bezczelny gowniarz. Wydaje mu sie, ze moze mnie
